Wzruszył ramionami, wciąż kręcąc głową. - Nie mam pojęcia, co mu się stało.

- To znaczy... wszyscy mówią, że to on cię tak wtedy załatwił, a potem zniknął i...

Harry spojrzał ostro na Gryfona.

- Chyba nie myślisz, że ja to zrobiłem?

- Nie, nie, nie. Oczywiście, że nie - odparł szybko Neville, machając rękami. - Ale ta

cała sprawa jest jakaś... dziwna.

- Uhm - mruknął chłopak, pogrążając się we własnych myślach.

- Aha, i jeszcze jedno - powiedział powoli Neville, przypominając sobie kolejne

szczegóły. - Co jakiś czas Malfoy otwierał usta, jakby wrzeszczał albo coś takiego,

ale chyba miał na sobie zaklęcie uciszające, bo nic nie było słychać.

Harry zmarszczył brwi. Ta cała sprawa naprawdę była zatrważająca. Musi koniecznie

powiedzieć o tym Ronowi i Hermionie!

Ale zaraz... jest przecież na nich obrażony. Trudno, w takim razie będzie się musiał

"odbrazić". I to szybko, ponieważ te rewelacje wprost kąsały jego wnętrzności i wiedział, że nie wytrzyma zbyt długo, zachowując je tylko dla siebie.

***

Kiedy mroźny, poniedziałkowy poranek zawitał w okna i mury szkoły, część uczniów

miała poważne problemy z dobudzeniem się i dotarciem na śniadanie. Po niemal

dwóch tygodniach spania do nieprzyzwoicie późnych godzin, hogwarckie pobudki

wydawały im się wynalazkiem co najmniej Tego, Którego Imienia Nie wolno

Wymawiać.

Ron pochylił się nad stołem w Wielkiej Sali, próbując powstrzymać ziewanie.

- Za jakie grzechy? - mruknął, zwieszając głowę i sennie mrugając oczami. - Przecież

jest jeszcze środek nocy.

- Przestań jęczeć - skarciła go Hermiona, nakładając sobie na talerz sałatkę z

pomidorów i nalewając do pucharu gorącej herbaty z mlekiem.

- Na dworze jest jeszcze ciemno! - oświadczył Ron, jakby to był twardy dowód na

poparcie jego tezy.

- Wieczorami, kiedy siedzisz do późna i grasz w eksplodującego durnia, jakoś ci to

nie przeszkadza.

Ron otworzył usta, aby odpowiedzieć, ale po chwili zamknął je ponownie i spojrzał na

siedzącego obok Harry'ego.

- Harry, powiedz jej coś.

Chłopak przełknął kawałek tostu i zamrugał.

- To twoja dziewczyna. Nie mogę wtrącać się w wasz związek.

Hermiona przewróciła oczami. Harry wzruszył ramionami i uśmiechnął się pod

nosem.

Cóż, co prawda pogodził się z nimi wczoraj, to znaczy zszedł na dół i przyznał, że

zachował się jak kutas, ale gniew i rozczarowanie wciąż tętniły w jego żyłach i nie

chciały wyparować. Przynajmniej może od czasu do czasu trochę im przygryźć.

Wczorajszego dnia, kiedy większość uczniów poszła już spać, a w Pokoju Wspólnym

pozostali tylko najwytrwalsi, Harry opowiedział im o tym, czego dowiedział się od

Neville'a. Hermiona była wstrząśnięta, a Ron zaszokowany. I rozradowany.

- Ha! Dobrze tak temu szczurowi. Ma to, na co zasłużył.

- Ron! - Gryfonka spojrzała na niego z potępieniem w orzechowych oczach.

- Cóż, to prawda. Chciał zabić Harry'ego. Drań ma szczęście, że przynajmniej żyje.

- Nie nazwałbym tego życiem - mruknął Harry.

- Racja. To jest okropne, a ty się z tego wyśmiewasz, Ron.

- Nie wyśmiewam się. Po prostu uważam, że to sprawiedliwa kara za to, co zrobił

Harry'emu.

- Nikt nie zasługuje na coś takiego, Ron - powiedziała poważnie Hermiona. - Ludzie

popełniają różne błędy, ale powinno im się dać szansę na naprawienie ich, a nie

skazywać ich na los, którego nie będą mogli już nigdy zmienić. To... to...

barbarzyństwo.

Ron zmarszczył brwi.

- Nie zgadzam się - burknął. - Spójrz na Snape'a. - Harry poczuł, jak na wzmiankę o

nim coś opada mu do żołądka. - Zabił tylu ludzi, kiedy służył Sama-Wiesz-Komu.

Dostał drugą szansę i co teraz robi? Gnębi nas i prześladuje. Skoro nie może już

torturować, to mści się na nas.

- Ron, przestań już - żachnęła się Hermiona.

- Ludzie się nie zmieniają. Nie warto dawać im drugiej szansy.

Harry przełknął ślinę. Bardzo nie podobał mu się kierunek tej rozmowy.

- Twój przykład jest idiotyczny - powiedziała Hermiona. - A poza tym profesor Snape

jest teraz po naszej stronie, co już nieraz udowodnił. I nieważne, jak bardzo go nie

lubisz. Nie możesz mieszać charakteru człowieka z jego uczynkami.

Ron odburknął coś pod nosem, ale nie próbował już dłużej się sprzeczać. Jeżeli

Hermiona uważała, że ma w czymś rację, to nic nie było jej w stanie przekonać, że

może się mylić.

- A poza tym nie rozmawiamy teraz o Snapie, tylko o Malfoyu - wtrącił Harry,

próbując zmienić temat.

- Jak myślicie? Kto mógł zrobić coś tak okrutnego? - zamyśliła się Gryfonka.

Spojrzała na przyjaciół, którzy w odpowiedzi wzruszyli jedynie ramionami.

Harry już wcześniej się nad tym zastanawiał. I musiał przyznać, że miał pewne

podejrzenie...

- Dumbledore odpada. W ogóle wątpię, aby to był którykolwiek z nauczycieli -

powiedziała poważnie Hermiona. - Nie wyobrażam sobie, aby któryś z nich mógł

doprowadzić swojego ucznia do takiego stanu.

- Może Sami-Wiecie-Kto? - zapytał nagle Ron. Hermiona i Harry spojrzeli na niego z

zaskoczeniem. - No co? Może Malfoy zrobił coś, czego nie powinien? Nie wiem.

Może chciał zabić Harry'ego, a Sami-Wiecie-Kto wściekł się, bo to on chciał go

własnoręcznie ukatrupić, a nie jakiś tam Malfoy.

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги