zaciskając zęby z bezsilnej złości. Nott i Snape wyszli z zamku i ruszyli przez błonia.
No bez przesady, chyba nawet spotkania Śmierciożerców nie odbywają się tak
często! Tu musi chodzić o coś innego i on już dowie się o co!
Kiedy dzisiaj podczas Eliksirów przyglądał się Nottowi, nie zauważył w jego
zachowaniu nic szczególnego, poza tym, że wydawał się być nieco zmęczony i
drażliwy. Za to żółć w żołądku Harry'ego niemal się zagotowała, kiedy Severus,
pochylając się nad kociołkiem Ślizgona, zacisnął dłoń na jego ramieniu.
Nie chodziło o to, że nie ufał Severusowi, ale to było oczywiste, że nie chodzi o
żadne korepetycje. A skoro Snape chciał, aby Harry mu ufał, to on również powinien
mu zaufać i powiedzieć prawdę!
A jeżeli już chodzi o zaufanie, to Harry niemal roześmiał się, kiedy Mistrz Eliksirów
oddał im testy i okazało się, że kły utopca były prawidłową odpowiedzią. Długie
spojrzenie, które posłał mu Severus, podając mu jego test, a w którym Harry
dostrzegł ukrywany podziw, mówiło wszystko. Ale w końcu to było jasne, że Severus
prędzej by się udusił, niż podał mu prawidłową odpowiedź, i Harry mógł być z siebie
dumny, że nie dał się wyprowadzić w pole.
Ułożył się na brzuchu i podpierając twarz rękami, wpatrywał się w leżącą na
poduszce mapę tak długo, aż niemal zasnął. Nott i Snape wciąż nie wracali. Nie miał
pojęcia, ile czasu minęło, ponieważ zdarzało mu się na chwilę przysypiać, ale w
końcu ich dostrzegł. Wracali do zamku przez błonia. Jego serce podskoczyło ze
zdenerwowania.
O nie! Tym razem nie przepuści takiej szansy! Musi się dowiedzieć prawdy!
Zerwał się z łóżka, złapał Mapę Huncwotów, zarzucił na siebie pelerynę niewidkę i
bezszelestnie wymknął się z dormitorium, starając się nie obudzić pochrapującego
Rona i pojękującego przez sen Neville'a.
Wydostanie się z Pokoju Wspólnego nie było trudne, problemy zaczęły się dopiero,
kiedy mijał trzecie piętro, ponieważ przyczepiła się do niego Pani Norris i musiał
nadłożyć trochę drogi, aby ją zgubić. Zatrzymał się za jakąś zbroją, aby zerknąć na
mapę. Nott i Snape byli już prawie w lochach. Musi się pospieszyć!
Zbiegł kilka ostatnich pięter i skierował się do lochów. Szedł na palcach, aby
poruszać się jak najciszej. I kiedy mijał kolejny zakręt, dostrzegł ich. Dwie wysokie,
ciemne sylwetki, sunące przez pogrążony w ciemności korytarz. Szli bardzo szybko,
tak szybko, że Harry miał problem z nadążeniem za nimi i co jakiś czas musiał
podbiegać. Kiedy znaleźli się przed gabinetem Mistrza Eliksirów, rozdzielili się.
Harry odetchnął z ulgą, kiedy zobaczył, że Nott nie ma zamiaru wchodzić do komnat
Severusa, tylko skierował się prosto do swojego dormitorium. Odczekał chwilę, aż
Snape zniknie za drzwiami swojego gabinetu, a Ślizgon zniknie za zakrętem
korytarza, po czym podszedł do drzwi i zatrzymał się z wyciągniętą w ich stronę ręką.
Każdy jego krok i ruch były zdecydowane, ale nie potrafił pozbyć się wibrującego w
żyłach zdenerwowania. W końcu pamiętał, jak zazwyczaj kończyły się takie
niezapowiedziane wizyty u Severusa. Zdecydowanie niezbyt miło.
Ale był tutaj i musiał coś zrobić. To zaszło już za daleko. Za pierwszym razem mógł
jeszcze odpuścić, ale tym razem nie zamierzał tego zrobić. Czuł, jak wszystko w nim
drży z gniewu, a w żołądku zagnieździło się coś bardzo ruchliwego i wyjątkowo
ciężkiego. Zacisnął zęby i zdecydował. Otworzył drzwi dotknięciem, jednocześnie
zsuwając z siebie pelerynę.
Nie bał się reakcji Severusa, kiedy mężczyzna go tu zobaczy. Nie. Buzująca w nim
złość i zdeterminowanie, aby poznać prawdę, były silniejsze i kierowały nim, nie
pozwalając mu zatrzymać się na dłuższą chwilę i pomyśleć o tym, co robi. Chciał
tylko dowiedzieć się prawdy. Tylko to się liczyło.
Dlatego też, kiedy ciężkie, drewniane skrzydło uchyliło się z cichym skrzypieniem, a
stojący przy półkach Severus odwrócił się błyskawicznie, sięgając po różdżkę i
celując nią w Harry'ego, chłopak nawet nie zadrżał, a jedynie zamknął za sobą drzwi
i powiedział bardzo spokojnie:
- Dobry wieczór, Severusie.
Mężczyzna patrzył na niego tak, jakby widział go po raz pierwszy w życiu.
Zaskoczenie malujące się od pierwszych sekund na jego twarzy, powoli zaczęło
przeobrażać się w gniew.
- Co ty tutaj robisz, Potter? - warknął, opuszczając różdżkę i chowając ją do kieszeni
szaty. I dopiero wtedy Harry to dostrzegł. Materiał na lewym ramieniu mężczyzny był
niemal całkowicie rozdarty, a na odsłoniętej skórze widniała długa, krwawiąca
szrama złożona z rzędu równych, mniejszych ranek, wyglądających tak, jakby coś
zagłębiło w ręce swoje długie, ostre kły.
I wtedy, zupełnie nagle oczy Harry'ego rozszerzyły się, kiedy napłynęło zrozumienie,
a elementy układanki powskakiwały na swoje miejsca.
Przypomniał sobie słowa Hagrida, o mordowanych w lesie zwierzakach, o tym, że
napastnik przybywa drogami, które znają tylko nauczyciele, o tym, że
prawdopodobnie jest to element szkolenia na Śmierciożercę, przypomniał sobie
długie kły Krakwatów i w jednym momencie wszystko stało się jasne.
- To ty - powiedział z niedowierzaniem. - To ty i Nott... Szkolisz go w Zakazanym
Lesie...