mówieniem. Włosy przykleiły mu się do czoła. Krew z rany zrobiła się niemal czarna i

gęsta niczym śluz. Mężczyzna uniósł powoli prawą dłoń i wskazał na otwarte drzwi

do gabinetu.

- W lewym rogu. Górna półka.

Harry wypadł z salonu i pobiegł do gabinetu. Zgarnął po drodze moździerz i tłuczek

leżące obok kilku mosiężnych wag na jednej z półek i po krótkich poszukiwaniach

odnalazł fiolkę z długimi na około dziesięć centymetrów, połyskującymi lekko igłami.

Złapał ją, odkorkował i wsypał igły do moździerza, po czym zaczął rozcierać je z taką

siłą, iż miał wrażenie, że w najbliższym czasie nie będzie mógł używać prawej ręki.

Powoli, nie przestając ugniatać igieł, powrócił do salonu i opadł na kolana obok

Severusa. Igły już puściły sok i im dłużej je ucierał, tym stawały się bardziej wiotkie i zaczęły się rozpadać. Co jakiś czas zerkał z niepokojem na Severusa, który miał

coraz większe problemy z oddychaniem. Jego zamknięte powieki drżały lekko, a

wpółotwarte usta z trudem łapały powietrze. W płucach mu rzęziło, a z rany zaczęło

wyciekać coś zielonego. Twarz była jeszcze bledsza niż zwykle, pomimo płynących

po niej kropli potu.

Musi się pospieszyć! Musi! Inaczej Severus... inaczej on...

Włożył jeszcze więcej siły w ucieranie, jego prawa dłoń drżała od wysiłku, wzdłuż

całego ramienia płynęły bolesne skurcze, nadwyrężone mięśnie odmawiały

współpracy.

Jest! Ostatnia igła rozpadła się i zmieszała z sokiem, tworząc gęstą, połyskującą na

brązowo i zielono papkę. Harry nabrał jej palcami i trzęsącą się dłonią ostrożnie

nałożył na ranę. Severus syknął i poderwał ramię, ale nie cofnął go. Harry przełknął

ślinę i wziął kolejną porcję, którą najdelikatniej jak potrafił, zaczął wsmarowywać w

ranę. Starał się zrobić to jak najdokładniej, aby gęsta maź zasklepiła wszystkie

szczeliny pozostawione przez kły. W momencie, kiedy zielonkawa krew stykała się z

maścią, zaczynała syczeć i parować, jakby była wypalana. Harry wyskrobał resztę i

wklepał ją w ranę, tworząc powoli zasychającą, grubą skorupę. Odłożył moździerz na

podłogę, łagodnie ujął dłoń zranionej ręki Severusa i położył głowę na kolanach

mężczyzny, wpatrując się w jego twarz i czekając.

...

...

Nic!

Żadnej reakcji!

Harry jeszcze nigdy w całym swoim życiu tak strasznie się nie bał. Wiedział, że musi

być tak samo blady jak siedzący przed nim mężczyzna. Ręka drżała mu tak bardzo,

że jej wibracje odczuwał w całym ciele, tak jakby cierpiał na chorobę Parkinsona.

Błagam, błagam, zrobię wszystko...

Jeszcze nigdy z taką pasją nie prosił wszystkich otaczających go dobrych duchów o

pomoc.

I kiedy panika już prawie nim zawładnęła i zaczęło brakować mu powietrza, wtedy to

dostrzegł...

Na twarzy Severusa, zamiast cierpienia, pojawiła się... ulga, zmarszczki wygładziły

się, a z ust wydobyło się ciche westchnienie. Tak, jakby ból powoli odpływał. Biała jak

papier twarz zaczęła nabierać kolorów, oddech stawał się coraz głębszy i

regularniejszy, napięte ciało rozluźniało się.

Harry poderwał głowę i szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w oblicze Severusa.

Mężczyzna powoli uniósł powieki. W zamglonych, czarnych oczach pojawiło się

światło.

Harry wstrzymał oddech, kiedy ciemne spojrzenie spoczęło na nim. Otworzył usta,

ale miał tak dużą gulę w gardle, że nie mógł wypowiedzieć słowa. Jego serce wciąż

waliło jak oszalałe i nie mogło się uspokoić. Ścisnął dłoń Severusa i z trudem

przełknął ślinę.

- Boli cię coś? - zapytał cicho. Severus pokręcił głową. Harry poczuł, jak po jego

skórze spływa chłodna ulga, wypłukując kąsający mu wnętrzności strach.

Udało się. Naprawdę się udało!

Dziękuje, dziękuję!

- Nawet nie wiesz, jak bardzo się bałem, że... - zająknął się i przeniósł wzrok na ranę.

Maść wsiąknęła w skórę, a wysuszone fragmenty zamieniły się w pył i opadły na

podłogę. Przesunął się bliżej, ściskając bezwładną dłoń jeszcze mocniej. Pochylił się

i złożył na niej pocałunek. Potem następny. I następny. - Nie chcę już nigdy więcej

tak się o ciebie bać. To było straszne...

Severus żył. Wszystko było już dobrze. Uratował go.

- Tak się cieszę - mruczał, pomiędzy pocałunkami. - Nie wiem, co bym zrobił,

gdybym cię stracił. Nie mogę... nie mogę... Proszę, uważaj następnym razem.

Opiekowałem się Krakwatami z Hagridem i wiem, co one potrafią. Proszę, posłuchaj

mnie ten jeden jedyny raz. Jeżeli już musisz tam chodzić, to zawsze zabieraj ze sobą

esencję macierzanki. One nienawidzą jej zapachu. Będą się trzymały od ciebie z

daleka i nigdy już... nie zrobią ci krzywdy. Nie chcę się całymi nocami zamartwiać, że

cię zaatakują. A jeżeli coś się stanie, to wyślij mi wiadomość przez kamień. Obiecaj

mi, że to zrobisz! Severusie? - Spojrzał w górę, uderzony milczeniem mężczyzny.

Severus patrzył na niego tak, jakby Harry mówił w innym języku. Wyglądał na nieco

oszołomionego i Harry pomyślał, że może jeszcze nie do końca doszedł do siebie.

Na jego twarzy malowało się zaskoczenie i konsternacja.

Po chwili uniósł prawą rękę i, nie odrywając tego dziwnego spojrzenia od Harry'ego,

dotknął jego policzka i pogładził go.

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги