- To nie twoja sprawa, Potter - syknął Severus, odwracając się ponownie do półek i
zawzięcie czegoś na nich szukając.
- Jak to nie moja? Słyszałem, co się tam wyprawia! Uczysz go czarnomagicznych
zaklęć... - Harry nie potrafił zapanować nad drżeniem głosu i poczuciem zdrady,
które zalęgło mu się w żołądku. Nie potrafił się zdecydować, co powinien odczuwać.
Ulgę, że to jednak nie to, co myślał, czy raczej gorycz, że Severus ukrywał przed nim
coś takiego? Ale bardzo szybko na pierwszy plan wysunęło się zupełnie inne
uczucie. Trujące i jadowite. I Harry nie potrafił powstrzymać żalu w swoim głosie,
kiedy wycedził przez zaciśnięte zęby: - Uczysz jego... a nie mnie?
Snape przerwał poszukiwania i spojrzał na niego ze zdumieniem. Nie wyglądał zbyt
dobrze. Jego twarz była wyjątkowo blada i zdawało się, że każdy ruch sprawia mu
coraz większy wysiłek. Ale Harry był w takim stanie, że prawie tego nie dostrzegał.
- Powiedziałeś, że nie będziesz uczył uczniów Czarnej Magii pod nosem
Dumbledore'a! - wypalił, przypominając sobie słowa mężczyzny. - Pamiętam! A teraz
to robisz! - Harry zaciskał pięści, próbując się uspokoić. Już nawet nie chodziło o to,
co Nott i Snape robili w tym lesie. Chodziło o to, że... że...
- Dumbledore o tym wie - wycedził Snape, wbijając płonące złością spojrzenie w
Harry'ego. - A ty nie wścibiaj nosa w sprawy, o których nie masz pojęcia. - Po tych
słowach skrzywił się z bólu i złapał za lewe ramię. Wydawało się, że krew sączyła się
coraz mocniej.
Te rewelacje były wstrząsające. Harry stał jak rażony piorunem, nie będąc w stanie
wydusić z siebie słowa i obserwował, jak Snape ponownie zaczyna przeglądać półki.
Kręciło mu się w głowie. Nie miał pojęcia, co o tym wszystkim myśleć. Jak to
"Dumbledore o tym wie"? Dlaczego na to pozwala? Nie miał pojęcia, co zrobić. Miał
wrażenie, że głowa mu zaraz eksploduje od natłoku myśli i emocji, których nie potrafił
ze sobą pogodzić.
Otrząsnął się dopiero, kiedy Severus odwrócił się do niego z małą buteleczką w
dłoni. Jego twarz pokryta była potem. Wyglądało na to, że z każdą minutą jest z nim
coraz gorzej. I dopiero wtedy do Harry'ego dotarła powaga całej sytuacji.
Krakwaty! Do cholery, one przecież były jadowite!
W jednym momencie zapomniał o wszystkim. O żalu, gniewie, pytaniach, które
cisnęły mu się na usta i goryczy, która ściskała gardło. Wszystko nagle rozwiało się,
przygniecione czymś o wiele potężniejszym i głębszym, czymś, co owinęło wokół
jego serca swoje lodowate szpony. Strachem.
Pobiegł za Severusem, który skierował się do salonu i opadł bezwładnie na fotel przy
wygaszonym teraz kominku. Twarz mężczyzny wykrzywiał ból i wydawało się, że z
każdą chwilą ten ból staje się coraz gorszy. Po skórze płynęły krople potu, a usta
zaciskały się tak mocno, iż stały się niemal białe.
Severus odkręcił butelkę i już miał przyłożyć ją do ust, kiedy coś w głowie Harry'ego
zaskoczyło.
- Co to jest? - zapytał, wskazując na flakonik.
- Potter... - Severus odezwał się zachrypniętym z bólu głosem - ...nie uważasz, że to
nie jest najlepszy moment na naukę Eliksirów?
Harry przypadł do niego, drżąc na całym ciele.
Severus mógł umrzeć! Dopiero teraz to do niego dotarło! Krakwaty zaatakowały
kiedyś nawet Hagrida i niemal skończyło się to tragicznie, a przecież Hagrid był pół-
olbrzymem i miał o wiele lepszą odporność niż ludzie!
- Powiedz mi tylko, co to jest! Muszę wiedzieć!
v - Wywar ze skrzeku żaberta.
Oczy Harry'ego rozszerzyły się. Krew w jego żyłach buzowała z zawrotną
prędkością.
- To nie zadziała! - niemal krzyknął, a mężczyzna spojrzał na niego z zaskoczeniem.
Harry odwrócił się i rozejrzał po pomieszczeniu. Strzępki rozmowy odbytej kiedyś z
Hagridem docierały do niego jak zza mgły, usiłując przebić się przez szum w uszach i
walące w piersi serce.
Co to było? Jak się nazywało? Coś od jeża... Igły... przypomnij sobie! Przypomnij!
Przycisnął dłonie do głowy i zacisnął oczy.
- Igły... igły szpiczaka! Tak! To jest to! Severusie! - Odwrócił się gwałtownie do na
wpół leżącego w fotelu mężczyzny. - Potrzebuję igieł szpiczaka!
- O czym ty bredzisz, chłopcze? - Każde słowo Snape'a było coraz cichsze i
powolniejsze. - Nie zapominaj... że to ja jestem Mistrzem Eliksirów. Doskonale
potrafię sam sobie poradzić. A ty... czy nie powinieneś być teraz w swoim
dormitorium? - Po tych słowach ponownie przyłożył flakonik do ust, ale Harry jednym
ruchem wytrącił mu go z ręki. Butelka upadła na podłogę. - Co ty wyprawiasz, do
cholery? - wycedził Severus, ale nie było w tych słowach zwyczajowej mocy.
Harry nie wiedział, co wyprawiał. Wiedział tylko, że za wszelką cenę musi go
uratować, nawet jeżeli Severus miałby go za to znienawidzić do końca życia.
- Ty nie wiesz... Skrzek żaberta nie zadziała. Hagrid mi powiedział. Pomagałem mu z
Krakwatami. Wiem. Igły szpiczaka. Tylko one mogą pomóc! Nie ma czasu, powiedz
mi, gdzie one są! Szybko! - Widząc, że mężczyzna przygląda mu się z
powątpiewaniem, dodał niemal histerycznie: - Proszę, Severusie, zaufaj mi!
Severus oddychał ciężko i wyglądało na to, że ma coraz większe trudności z