- Czy przez wszystkie lata waszej przyjaźni kiedykolwiek cię zawiedli i przedłożyli

swoje problemy nad twoje?

Cóż, Ron czasami obrażał się na niego bez powodu, a Hermiona była zbyt

zasadnicza, ale w końcu zawsze i tak... szli tam, gdzie on, narażając nawet własne

życie.

Pokręcił głową.

- W takim razie czy nadal uważasz, że jeżeli nie pójdziesz z nimi do Hogsmeade, to

będą się "świetnie bawić", a nie będą się zamartwiać, dlaczego nie chciałeś z nimi pójść i co się z tobą dzieje?

Harry zamyślił się. Teraz, kiedy spojrzał na to od tej strony, to może rzeczywiście...

- I czy nie uważasz, że jeżeli w końcu odnaleźli coś, co można nazwać "szczęściem"

i mają je tylko dla siebie, to byłby to szczyt samolubstwa, gdybyś chciał im je

odebrać, bo nie czujesz się z tym komfortowo? Pomimo że, jak powiedziałeś, oni

traktują cię dokładnie tak samo, jak wcześniej i absolutnie nic się w ich "uczuciach"

względem ciebie nie zmieniło? Dlaczego więc miałoby się zmienić twoje podejście do

nich?

Harry miał wrażenie, jakby coś bardzo mocno ścisnęło jego żołądek. Do serca i płuc

napłynęły mu wyrzuty sumienia. Zagryzł wargę, czując do siebie odrazę.

Jak mógł być takim egoistą? Jak mógł myśleć, że oni...?

- Masz rację - mruknął. Odetchnął głęboko i spojrzał na przyglądającego mu się

uważnie mężczyznę. Wdzięczność, która popłynęła mu przez żyły, była zbyt duża,

aby mógł to zignorować. W kilku krokach znalazł się przy nim i już wtulał twarz w

chłodną, szorstką szatę na piersi mężczyzny, czując oplatające go ramiona.

- Dziękuję - szepnął. - I wiesz co?

- Hmm? - Usłyszał nad sobą.

- To wszystko twoja wina, że nie zobaczymy się w sobotę.

- Och, jakoś to przeżyję, Potter. W końcu zawsze jest jeszcze niedziela.

***

Kiedy Harry wszedł o dziesiątej wieczorem do Pokoju Wspólnego, większość

uczniów siedziała zasępiona w kątach, usiłując odrobić sterty zadań domowych.

Wyglądało na to, że nauczyciele próbują nadrobić zaległości w gnębieniu nimi

uczniów, które powstały z powodu przerwy świątecznej. Harry dostrzegł Rona i

Hermionę nie przy kominku, jak zwykle, ale przy jednym ze stołów pod oknem.

Obłożeni książkami i zajęci sobą, w ogóle nie zauważyli jego wejścia. Podszedł bliżej

i odchrząknął, a wtedy odskoczyli od siebie tak nagle, jakby to, co robili, było czymś

zakazanym.

Harry poczuł pełzające wzdłuż gardła wyrzuty sumienia. Zanim jednak zdążyli go o

cokolwiek zapytać, wypalił pierwszy:

- Ja... chciałem wam powiedzieć, że bardzo się cieszę, że jesteście, no... razem. To

znaczy... - Zarówno Ron, jak i Hermiona wpatrywali się w niego szeroko otwartymi

oczami. Harry odetchnął. - Jesteście moimi przyjaciółmi i chcę... chcę, żeby

pomiędzy nami było wszystko w porządku, a jeżeli jesteście ze sobą szczęśliwi, to..

akceptuję to. Naprawdę.

Kiedy skończył, nie zdążył nawet zaczerpnąć tchu, ponieważ Hermiona zerwała się z

krzesła i rzuciła mu się na szyję z cichym okrzykiem:

- Och, Harry!

Zrobiło mu się głupio. Zerknął szybko na Rona, ale przyjaciel tylko uśmiechał się

szeroko.

Cóż... naprawdę nie sądził, że jego zdanie ma dla nich aż tak duże znaczenie i że

sprawi im tym wyznaniem aż taką radość.

- Czasami zachowujesz się jak skończony kretyn - mruknął tylko Ron, kiedy

Hermiona w końcu wypuściła Harry'ego z objęć.

- Nie, chyba raczej nim jestem - odparł Harry, uśmiechając się.

- Chcesz odrobić z nami lekcje? - zapytała Hermiona. - Przynieśliśmy twoje notatki i

Ron nawet próbował zacząć pisać twoje wypracowanie z Historii Magii, ale w porę go

powstrzymałam.

- Dzięki. A ja wpadłem po drodze do biblioteki i wypożyczyłem trochę książek, które

nam się przydadzą na Eliksirach.

Hermiona zaklaskała.

- Fantastycznie, Harry! Pokaż! Może jeszcze ich nie czytałam.

Siedzący za nią Ron przewrócił oczami i Harry roześmiał się. Czuł się tak, jakby z

jego serca spadł ogromny, przygniatający je ciężar i nareszcie mógł odetchnąć.

Wszystko znowu było jak dawniej.

*

Harry'emu udało się jeszcze tego samego dnia złapać Ginny i poprosić ją o to, aby

zaprowadziła go do Grega, ponieważ ma do niego ważną sprawę. Spotkał się z nim

sam na sam w czwartek po obiedzie i wyjaśnił dokładnie, na czym polega problem.

Nie chciał mieszać w to siostry Rona, ponieważ podejrzewał, że próbowałaby bronić

Anastassy i tłumaczyć, że to nie jej wina, że się zakochała i że Harry przesadza. Ale

dziewczyny nie rozumiały pewnych spraw. Gregory obiecał, że spróbuje wytłumaczyć

swojej siostrze, że nie powinna się tak zachowywać i przeprosił za nią. Nie obiecał,

że coś to da, ale powiedział, że zrobi, co w jego mocy. A Harry miał szczerą nadzieję,

że to wystarczy.

To było naprawdę miłe, że Snape był o niego tak zazdrosny, ale czasami trochę

przesadzał, a Harry nie chciał mieć tej smarkuli na sumieniu, jeżeli Severus w końcu

naprawdę się wkurzy i wyrzuci ją ze swoich zajęć pod jakimś błahym pretekstem albo

zacznie utrudniać jej życie swoją podłością. A Harry wiedział, że byłby do tego

zdolny.

***

W piątek znowu to się wydarzyło.

Harry siedział nad mapą, wpatrując się w dwie poruszające się po Hogwarcie kropki i

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги