się o stwierdzenie, że uprzejmie, a Harry wciąż tylko czekał na jakiś cios, tak jakby w
ogóle nie miał do niego zaufania.
- Przepraszam, to było głupie. Nie wiem, dlaczego tak pomyślałem - powiedział
cicho, ze skruchą w głosie.
Severus przyglądał mu się przez chwilę z namysłem.
- Potter... - zaczął powoli, tak jakby chciał, by Harry dokładnie zrozumiał każde jego
słowo - ...musisz zrozumieć, że to, co dzieje się tam, na zewnątrz... nie ma wpływu
na to, co jest tutaj. Jeżeli będę miał parszywy dzień i ochrzanię połowę szkoły, to nie
znaczy, że... będę także wredny dla ciebie. No, chyba że oczywiście dasz mi powód -
dodał mężczyzna i tym razem na jego wargi naprawdę wypłynął krzywy uśmieszek.
Harry rozpromienił się. Tyle mu wystarczyło, aby mieć doskonały humor przez resztę
wieczoru.
Rozmawiali jeszcze o wielu innych rzeczach, Snape dał Harry'emu kilka książek,
które będą mu potrzebne przy pisaniu wypracowania na piątkowe Eliksiry, a nawet
pozaznaczał najważniejsze fragmenty.
W zasadzie w ciągu całego szlabanu wydarzył się tylko jeden nerwowy incydent.
Kiedy Severus wyszedł do swojego gabinetu i wrócił, niosąc naręcze jakichś
pergaminów, które rzucił Harry'emu na podołek, warcząc:
- Czy mógłbyś mi to wyjaśnić, Potter?
Harry spojrzał na zapisane delikatnym pismem kartki. Wyglądało to na notatki z
lekcji. Lecz nie były to zwykłe notatki. Wszędzie na bokach podskakiwały albo
obracały się różnej wielkości i kształtu serduszka, w których widniały tylko dwa słowa:
Anastassy Potter.
Harry zrobił wielkie oczy.
- Co to jest?
- Właśnie o to samo pytam. Zauważyłem to podczas sprawdzania notatek
czwartoklasistów - powiedział Snape nieprzyjemnym tonem, wbijając w Harry'ego
podejrzliwe spojrzenie.
- Ale ja przecież nie mam z tym nic wspólnego. Ta dziewczyna jest szurnięta!
- Miałeś się jej pozbyć - syknął mężczyzna.
- No przecież jej unikam! Nic na to nie poradzę, że ona wypisuje takie bzdury -
mruknął Harry, na wpół zirytowany, na wpół rozbawiony całą sytuacją. - Ale wiem, co
skłoniłoby ją do tego, żeby w końcu dała mi spokój.
Severus uniósł brew.
- Możesz jej powiedzieć, że jesteś moim facetem i należę tylko do ciebie. A jeżeli się
ode mnie nie odczepi, to zamienisz ją w śluz gumochłona. Jestem pewien, że po
takim ostrzeżeniu nie zbliży się do mnie nawet na sto metrów - odparł Harry, usiłując
zachować powagę, ale niestety nie udało mu się to i jego usta rozciągnęły się w
uśmiechu. - Co o tym myślisz, Severusie?
Severus jednak najwyraźniej nie był w stanie odpowiedzieć, ponieważ tak mocno
zaciskał wargi, jakby z trudem powstrzymywał się od parsknięcia.
- Dobrze - westchnął Harry - w takim razie załatwię to z jej bratem. Może on
przemówi jej do rozsądku. Może być?
Mężczyzna skinął głową. Najwidoczniej udało mu się w końcu przełknąć śmiech.
- Chociaż ta pierwsza opcja bardziej mi się podoba - wyszczerzył się Harry.
*
- Czy... czy mógłbym przyjść do ciebie w sobotę? - zapytał Harry pod koniec
szlabanu, kiedy Snape pakował mu książki do torby, wcześniej je pomniejszając, aby
się zmieściły.
Mężczyzna obrzucił go nieodgadnionym spojrzeniem.
- Przecież w sobotę jest wycieczka do Hogsmeade. Wydawało mi się, że skoro twoi
drodzy przyjaciele w końcu wrócili, to będziesz chciał spędzać z nimi każdą wolną
chwilę...
Harry zasępił się i wbił wzrok w deseń na dywanie.
- Nie mam ochoty iść z nimi do Hogsmeade. Ale podejrzewam, że sami będą się
świetnie bawić w swoim towarzystwie - odparł, nie potrafiąc ukryć goryczy w głosie. -
Pewnie w ogóle nawet nie zauważą, że mnie nie ma.
Severus odwrócił twarz w jego stronę. Pomiędzy ciemnymi brwiami pojawiła się
głęboka zmarszczka, a oczy mężczyzny zdawały się go prześwietlać niczym rentgen
i Harry miał wrażenie, że wszystko, co go gryzło, jest widoczne jak na dłoni.
- To... mogę przyjść? - powtórzył, wpatrując się w Severusa z wypisaną na twarzy
prośbą: "Po prostu powiedz 'tak' i nie rozmawiajmy więcej na ten temat."
Ale najwidoczniej mężczyzna postanowił zignorować jego niemą prośbę i nie pozwolił
na zamknięcie tematu.
- Czyżby pan Weasley i panna Granger byli tak zapatrzeni w siebie, że wykluczyli cię
ze swego grona?
- Nie - zaprzeczył szybko Harry. - To znaczy... Wiem, że mają prawo być razem i w
ogóle, ale gdyby chociaż się tak do siebie nie lepili na każdym kroku. To...
nienaturalne. - Czując na sobie rozbawione spojrzenie Severusa, dodał szybko: -
Dobrze, wiem, że jestem zazdrosny, ale... to zawsze byli moi przyjaciele i teraz, jak
muszę patrzeć, jak się ściskają albo tulą do siebie, to czuję się tak dziwnie... jakby to nie byli oni, jakby ich ktoś podmienił.
Severus przyglądał mu się przez chwilę z założonymi rękami, po czym odezwał się
spokojnym tonem.
- Potter, czy poza tym, że się do siebie, jak to określiłeś "lepią", cokolwiek się w ich zachowaniu zmieniło?
Harry pokręcił głową.
- Czy poza tym, że przebywają blisko siebie, próbują dać ci do zrozumienia, że
woleliby być sami albo dają ci jakieś sygnały, że chcą, abyś zostawił ich w spokoju i
sobie poszedł?
Harry zastanowił się i ponownie pokręcił głową.