- Chociaż.... - zaczął takim tonem, jakby każde wypowiedziane słowo musiał z siebie
wypluwać - ...może i zostało trochę. Zaczekajcie.
Po tych słowach odwrócił się i zamknął im drzwi przed nosem. Harry szybko musiał
przybrać neutralny wyraz twarzy, kiedy Ron odwrócił się do niego z szeroko
otwartymi oczami i taką miną, jakby właśnie dowiedział się, że został wybrany do
narodowej reprezentacji Quidditcha.
Jednak zanim zdążył otworzyć usta i coś powiedzieć, w drzwiach ponownie pojawił
się Snape, wyciągając w jego stronę zakorkowany, nietknięty słoik.
- Smaruj dwa razy dziennie - wypluł z siebie z takim trudem, jakby każde słowo raniło
mu gardło. - A jeżeli coś zostanie, to zanieś do skrzydła szpitalnego. I więcej nie
zawracajcie mi głowy.
Zanim zamknął drzwi, Harry obdarzył go jeszcze promiennym uśmiechem. Oczy
Severusa rozszerzyły się na moment, by po chwili zniknąć za drewnianą
powierzchnią drzwi.
Ron był w takim szoku, że odezwał się dopiero wtedy, kiedy dotarli pod klasę Zaklęć,
stwierdzając że najwyraźniej Snape ma dzisiaj Dzień Dobroci Dla Skrzatów
Domowych.
Harry nie odpowiedział, ale czuł wewnątrz siebie ogromną radość i podejrzewał, że
gdyby pozwolił jej zamienić się w uśmiech, to odpadłby mu czubek głowy.
***
Seks.
Cóż, trudno ukryć, że był on najważniejszy. Harry już dawno przestał liczyć, ile razy
w ciągu tygodnia go uprawiali. A czasami również w ciągu dnia. W każdym miejscu,
które się do tego nadawało. I o każdej porze.
Obaj byli całkowicie uzależnieni od seksu. Ale Harry'emu wydawało się, że Snape
jeszcze bardziej. Chociaż sam nie potrafił przestać myśleć o seksie nawet podczas
posiłków albo lekcji. Dochodziło już do tego, że kiedy nie mógł się spotkać z
Severusem, to musiał sobie obciągnąć, ponieważ miał wrażenie, że jeżeli tego nie
zrobi, to eksploduje.
Zresztą niekiedy podejrzewał, że mężczyzna odczuwa jeszcze większą potrzebę.
Wystarczyło, że Harry dostawał jedną krótką wiadomość Przyjdź! i od razu wiedział,
w jakim Snape jest stanie. Wiedział, że kiedy tylko przekroczy próg jego komnat,
natychmiast zostanie rzucony na podłogę albo przyciśnięty do drzwi i tak zerżnięty,
że następnego dnia znowu będzie miał problemy z chodzeniem.
Kilka razy Snape czekał na niego już z opuszczonymi spodniami i sterczącym
sprężyście w jego kierunku penisem, a Harry bez słowa opadał na kolana i połykał go
niemal w całości, czując na sobie wzrok mężczyzny, przyglądającego mu się
błyszczącymi chorobliwie w ciemności oczami, tak jakby nigdy nie miał dosyć i wciąż
było mu mało...
Harry uwielbiał lizać i ssać miękkie, soczyste jądra Severusa, ponieważ mężczyzna
wydawał wtedy z siebie tak donośne jęki, że Harry czasami niemal dochodził tylko od
słuchania ich. Po jakimś czasie Snape sam już unosił swojego penisa, dając
Harry'emu jak największy dostęp do tego wrażliwego miejsca, a chłopak tak sprawnie
nauczył się posługiwać językiem, że czasami wystarczyło tylko kilka celnych liźnięć,
by na jego włosach osiadła gęsta sperma, niczym jakiś ekskluzywny szampon.
Największym jego problemem było to, że niemal przez cały czas chodził podniecony.
A już w szczególności, kiedy znajdował się na lekcji Eliksirów i nie potrafił spoglądać
na swojego Mistrza Eliksirów, sunącego powoli przez klasę i obrzucającego
wszystkich tym cudownie surowym spojrzeniem, bez odczuwania pewnego rodzaju
napięcia w dolnych partiach ciała. Zawsze miał z tym trudności, ale ostatnio ten
problem stał się jeszcze bardziej napięty. A raczej naprężony. I nie pomagało nawet
myślenie o żabich mózgach, czy odchodach mantykor. Kiedy tylko jego umysł
nawiedzała wizja, w której ten poważny mężczyzna, którego wszyscy się bali,
jeszcze nie tak dawno temu spuszczał mu się na twarz albo dyszał mu do ucha, że
"zerżnie go tak, że nie będzie mógł dzisiaj usiąść", zaczynał drżeć niekontrolowanie i miał ogromne kłopoty z tym, aby posiekać korzonki mandragor tak, żeby nie
poucinać sobie palców.
Wiele razy Harry zastanawiał się, czy to normalne. To znaczy, czy wszystkie pary tak
mają, że myślą tylko o tym, kiedy i w jakiej pozycji to tym razem zrobią. Raz czy dwa
próbował nawet podpytać o to Rona, ale przyjaciel spoglądał tylko na niego z
mieszaniną zażenowania i przygnębienia i przebąkiwał coś w stylu: "wiesz, jakie są
dziewczyny..."
Harry nie wiedział. Mógł się tylko domyślać. Podejrzewał jedynie, że wcale nie mają
ochoty na seks tak często jak chłopcy. Że jeżeli w parze pojawia się dziewczyna, to
seks zostaje automatycznie zredukowany do niezbędnego minimum. A przecież
nastoletni chłopcy myślą o nim przez cały czas. I jeżeli ilość testosteronu w jakiejś
parze jest podwójna, to seks staje się numerem jeden. W parach damsko-męskich
dziewczyny zazwyczaj hamują popędy swojej męskiej połówki, a gdy spotyka się
mężczyzna z mężczyzną, nie ma kto hamować tych popędów i dochodzi do wiecznej,
nieprzerwanej erupcji.
To właśnie dlatego, gdy czasami nie mogli wytrzymać, spotykali się nawet pomiędzy
lekcjami w jednym, umówionym schowku na drugim piętrze. Nic nie mogło się
równać z tym dreszczem podniecenia, kiedy Harry po wyjściu z klasy odczytywał