płytkie oddechy. A po chwili także zachrypnięty szept Mistrza Eliksirów:
- Jesteśmy spóźnieni.
Harry oderwał policzek od ściany i poprawił przekrzywione okulary.
- Hę?
- Zbieraj się, Potter. - Głos mężczyzny był już niemal całkowicie opanowany. Jak on
mógł tak szybko dojść do siebie? I to po czymś takim? Harry miał tylko nieprzyjemne
wrażenie, że zaraz się przewróci. - Reparo - mruknął Severus i Harry poczuł, że jego
koszula ponownie jest w jednym kawałku. - Idę pierwszy. A ty masz się zjawić za
pięć minut.
I już go nie było.
Harry oderwał się od ściany i oparł o nią plecami, wciąż dysząc i próbując
doprowadzić się do porządku. Drżały mu uda i był spocony. Wiedział, że jego twarz
musi wyglądać jak dżem malinowy.
Podciągnął spodnie, wsadził w nie koszulę, mocniej zawiązał poluzowany krawat i
spróbował przygładzić włosy. Czuł się tak niesamowicie rozluźniony i szczęśliwy, że
w zasadzie było mu wszystko jedno, czy spóźni się piętnaście minut, czy pół godziny.
Przecież Snape nic mu za to nie zrobi...
Jego przewidywania zostały jednak zweryfikowane tuż po przekroczeniu progu klasy.
Zdążył tylko zerknąć na wiszący na ścianie zegar i uświadomić sobie, że spóźnił się
dwadzieścia minut, kiedy dotarł do niego kąśliwy głos Mistrza Eliksirów:
- Och, pan Potter. Cóż za niespodzianka... Jeżeli ma pan ważniejsze sprawy od
punktualnego zjawienia się na mojej lekcji, to droga wolna, może pan do nich
wracać.
Harry poczuł, że opada mu szczeka.
- Yy... - wydukał, czując na sobie spojrzenia wszystkich znajdujących się w klasie
uczniów. Ślizgoni byli wyraźnie rozbawieni, zresztą część Gryfonów również. Tylko
Ron, Hermiona i Neville patrzyli na Harry'ego ze zmarszczonymi brwiami.
- Może zaczniemy od odebrania Gryffindorowi - nauczyciel zerknął za zegar i
odczekał chwilę - no, teraz już dwudziestu jeden punktów za spóźnienie. Dodajmy do
tego okrągłe dziesięć punktów za niechlujny wygląd i fragment wystającej koszuli. -
Harry błyskawicznie spojrzał w dół i poprawił koszulę, czując że w jego sercu
zażenowanie walczy o pierwsze miejsce ze złością. - Może nauczy cię to, że na moje
lekcje się nie spóźnia, Potter. Bylibyśmy także niezmiernie wdzięczni, gdybyś
zechciał opowiedzieć nam, co też tak ważnego cię zatrzymało. - Twarz mężczyzny
wyrażała jedynie mściwą satysfakcję i Harry czuł, że zaczyna się trząść z gniewu.
Jak on śmie? Ten wredny, chamski, paskudny...
Musiał coś wymyślić. I to szybko!
- Ee... No bo ja... yy... no więc...
Severus przekrzywił lekko głowę i zapytał, rozglądając się po klasie:
- Czy ktoś zna ten język? Chyba potrzebujemy tłumacza.
Ślizgoni wybuchnęli śmiechem. Seamus i Dean również. Nawet Parvati i Lavender
zagryzły wargi.
Na policzki Harry'ego wypłynął rumieniec upokorzenia. Jeszcze przed chwilą ten
sukinsyn pieprzył go bez opamiętania, pieszcząc jego penisa tak, jakby to była
najcudowniejsza zabawka pod słońcem, a teraz szydził z niego przy całej klasie.
Harry aż wibrował z wściekłości i z trudem powstrzymywał się, by nie rzucić ciętej
riposty.
- Siadaj, Potter. I nie waż się więcej spóźniać.
- Niech się pan nie martwi, profesorze. Nie spóźnię się już na żadną lekcję - wypluł z
siebie Harry głosem ociekającym goryczą zmieszaną z płonącym gniewem.
Severus zmarszczył brwi.
- I kolejne dziesięć punktów za ton, panie Potter - warknął. - A teraz spokój - syknął w stronę zaśmiewających się nadal Ślizgonów, którzy natychmiast się uciszyli.
Harry podszedł do ławki i usiadł obok Rona. Jego dłonie tak mocno zacisnęły się w
pięści, że miał problem z rozprostowaniem ich.
Wiedział, że Snape nie mógł mu tego puścić płazem, nie przed całą klasą, ale wcale
nie musiał być aż tak wredny! Wyglądał, jakby był wściekły na Harry'ego za to, że
przez niego spóźnił się na własną lekcję.
Co za drań! Niech no tylko spróbuje przysłać mu wiadomość o spotkaniu! Niech tylko
spróbuje...
*
Severus spróbował. Dwa dni później.
Kiedy Harry szedł do schowka, przez całą drogę wmawiał sobie, że idzie tam tylko po
to, żeby powiedzieć mu, co o nim myśli!
Cicho zamknął za sobą drzwi i spojrzał na majaczącą w zalegającym w kącie cieniu
wysoką, otuloną peleryną sylwetkę. Obserwującą go niczym czający się w mroku
drapieżca.
- Mam zaraz Historię Magii. Nie mogę się spóźnić - oświadczył chłodno, starając się
zignorować głośne bicie serca. - Chciałem ci to tylko powiedzieć.
Cofnął się i sięgnął do klamki, ale w tym samym momencie coś mignęło i drzwi
rozjarzyły się czerwienią. Wiedział, co to oznacza.
- Wypuść mnie - warknął, pociągając za klamkę, chociaż wiedział, że jest to
bezcelowe. - Mam lekcję. Naprawdę nie mogę się spóźnić. - Starał się, aby brzmiało
to przekonująco, chociaż chyba nie bardzo mu to wychodziło. Każdy wiedział, że
Binns nie zauważyłby niczego nawet wtedy, gdyby na lekcji nie zjawił się ani jeden
uczeń.
W odpowiedzi usłyszał tylko dochodzące z kąta pogardliwe prychnięcie.
To otworzyło w nim tamę.
Odwrócił się na pięcie i wypluł z siebie na jednym oddechu:
- Jak mogłeś tak mnie potraktować? To było tak wstrętne, że nie mieści mi się to w
głowie! Jesteś plugawym, nikczemnym, chamskim, wrednym, niegodziwym, podłym