wszystkim, ale wciąż odczuwał uścisk w żołądku za każdym razem, kiedy widział
dwie kropki sunące nocą w kierunku Zakazanego Lasu. Nie był to już jednak uścisk
zazdrości, jak na początku, tylko uścisk strachu. Co prawda Snape dotrzymał
obietnicy i nosił ze sobą wyciąg z macierzanki, ale i tak nic nie mogło zapewnić
Harry'ego, że pewnego dnia Severusowi nie przydarzy się coś złego. Dobrą
wiadomością było jedynie to, że Mistrz Eliksirów ograniczał te wyjścia do minimum,
tłumacząc się brakiem czasu. Najdziwniejsze było jednak to, że Severus wydawał się
być poważnie zirytowany tym, że Harry uratował mu życie. A nawet stwierdził, że
"całe to przedstawienie" było kompletnie niepotrzebne, ponieważ gdyby naprawdę było z nim źle, to udałby się do Dumbledore'a, ale Harry wiedział, że wcale by tego
nie zrobił. Był na to zbyt dumny.
Przez pierwsze trzy dni po tym wydarzeniu Snape był dla niego wyjątkowo chłodny,
jakby miał do Harry'ego pretensje, ale zdarzały się takie momenty, kiedy patrzył na
Harry'ego... inaczej. Chłopak nie był głupi i nie oczekiwał żadnej wdzięczności,
zresztą Snape mu już tyle razy uratował życie, że absolutnie nie miał wobec niego
żadnego długu wdzięczności. To raczej Harry miał jeszcze kilka rat do spłacenia.
Często rozmawiali. Harry starał się unikać tematów związanych ze swoim ojcem,
Syriuszem albo Lupinem, ale nie potrafił powstrzymać się od pytań o Voldemorta i o
to, dlaczego właściwie Severus do niego dołączył, ale nigdy nie udało mu się
uzyskać odpowiedzi, która by go usatysfakcjonowała, ponieważ Snape od razu
zbaczał z tematu.
Harry był bardziej otwarty. Opowiedział Severusowi o dzieciństwie spędzonym u
Dursleyów; o tym, jak dowiedział się, że jest czarodziejem; o tym, jak na pierwszym
roku podejrzewał Severusa o to, że chce zdobyć kamień filozoficzny (co mężczyzna
skwitował pogardliwym prychnięciem); o tym, jak dowiedział się o Komnacie
Tajemnic. Rozważnie nie przyznał się do tego, że to Hermiona ukradła mu skórkę
boomslanga i muchy siatkoskrzydłe na drugim roku, a na czwartym Zgredek
podwędził z jego zapasów skrzeloziele, ale uznał, że powinien powiedzieć o tym, że
to on i Hermiona uwolnili Syriusza na trzecim roku. Awantura, która po tym wybuchła,
była nie do opisania, a na następnej lekcji Snape nie omieszkał odjąć Hermionie
dwudziestu punktów za perfekcyjnie uwarzony eliksir, a Harry'emu trzydziestu za
"oszukiwanie i podstępy", ponieważ jego eliksir "był zbyt dobry, aby mógł go uwarzyć sam!". W świetle tych wydarzeń Harry uznał za rozsądne nie wspominać o tym, że
naprawdę ugrzązł na schodach wtedy, gdy Severus w piżamie błądził po stopniach,
przekonując Moody'ego, że "tutaj gdzieś jest Potter! Potter w swojej pelerynie
niewidce!" oraz, że na trzecim roku jego głowa naprawdę przebywała w Hogsmeade
bez pozwolenia. Chociaż podejrzewał, że Severus i tak pewnie domyśla się prawdy.
Ale to przecież nie była jego wina, że ciągle wpadał w kłopoty! To kłopoty ciągle
wpadały na niego.
Oczywiście, poza rozmowami, Snape czasami pomagał Harry'emu w nauce i za
każdym razem, kiedy to robił, chłopak czuł w środku coś ciepłego i niezwykle miłego.
Zawsze marzył o kimś... starszym. Kimś doświadczonym, do kogo mógłby się
zawsze zwrócić w razie jakichkolwiek problemów, nie czując się przy tym głupio.
Przez krótki czas kimś takim był Syriusz. Ale teraz, kiedy go zabrakło...
To prawda, że Snape czasami nie mógł się powstrzymać od złośliwych komentarzy
na temat jego wiedzy i umiejętności, ale Harry wiedział, że taki ma charakter i już
dawno przestał się nimi przejmować.
Raz, po jakimś wyjątkowo intensywnym seksie, Harry zebrał się na odwagę i zapytał
Snape'a o hasło do jego komnat, żeby "mógł mu robić niespodzianki". Ale
mężczyzna stwierdził, że niespodzianki najczęściej traktuje wyjątkowo bolesnymi
urokami i temat ugrzązł w martwym punkcie. Jednak Harry poprzysiągł sobie, że
kiedyś wyciągnie to od niego. Przecież co było większym dowodem zaufania niż
podarowanie komuś hasła do swoich komnat?
Szkoła rozkręciła się w pełni i Harry miał wrażenie, że z dnia na dzień ma coraz
więcej nauki. Uczył się i uczył, ale nauki, zamiast ubywać, wciąż tylko przybywało, co
wydawało się niemożliwe. Pewnie to wina całej tej magii wiszącej w powietrzu.
Wypaczała rzeczywistość. Przynajmniej tę związaną z pracami domowymi.
Wydawało się, że skoro Ron i Hermiona oficjalnie zostali parą, to Hermiona powinna
przychylniej traktować swojego chłopaka i pomagać mu w lekcjach, ale ona stała się
jeszcze bardziej wymagająca, twierdząc że "nie będzie chodziła z półgłówkiem". Tak więc Ron i Harry czasami ślęczeli nad lekcjami do bardzo późna, podczas gdy ona
świergotała sobie w najlepsze z Ginny. Ale Ron, z jakichś niezrozumiałych powodów,
ograniczał się jedynie do złorzeczenia pod nosem, a kiedy Hermiona prosiła, aby
powtórzył, tak głęboko zapadał się w fotelu, że Harry widział jedynie czubek jego
rudej czupryny i zaczerwienione uszy.
Oczywiście ich związek nie przeszedł bez echa wśród pozostałych uczniów.
Lavender Brown stała się nagle wyjątkowo chłodna i wyniosła w stosunku do