Hermiony, Ernie McMillian przestał mówić Ronowi "cześć" na korytarzu, a Ślizgoni mieli nowy temat do żartów. Głównymi tematami ich głośnych rozmów prowadzonych
na korytarzach i w Wielkiej Sali były: "Czy Granger cytuje w łóżku fragmenty z
podręczników?", "Czy Weasley zaczął już odkładać forsę na kolejną gromadkę
rozczochranych rudzielców?", "Czy ich dzieci będą się nazywały Panna-Wiem-To-
Wszystko i Weasley-Jest-Naszym-Królem?", "Czy Potter czasami się do nich
przyłącza?" i "Czy Weasley nie boi się, że jego dzieci będą bardziej podobne do Pottera, niż do niego?"
Ron zdawał się to znosić nawet całkiem nieźle, dopóki pewnego dnia nie podszedł
do niego na korytarzu Zabini i nie zapytał, czy chce zarobić trochę forsy. Na
zdziwione spojrzenie Rona oświadczył, że stawia wszystko, co ma, że Ron nie
widział nawet skrawka majtek Granger.
Tym razem Ron nie wytrzymał i rzucił się na Ślizgona z pięściami, a Harry i Neville
ledwie go od niego odciągnęli. Na szczęście w pobliżu nie było wtedy żadnego
nauczyciela, ale Zabini, który skończył z podbitym okiem, odgrażał się Ronowi, że za
to zapłaci.
Następnego dnia podczas obiadu, kiedy Hermiona udała się już do biblioteki, Ron
odciągnął Harry'ego na bok i powiedział, że czuje coś dziwnego i że coraz bardziej
swędzi go skóra. Wszędzie. Zanim skończył mówić, drapał się już tak zawzięcie po
rękach, klatce piersiowej, szyi i wszystkim, czego był w stanie dosięgnąć, że
zostawiał na skórze biało-czerwone smugi.
Harry natychmiast domyślił się, czyja to sprawka, i zaciągnął przyjaciela do pani
Pomfrey. Niestety pielęgniarka oświadczyła, że maść na tego typu dolegliwości
właśnie się skończyła i może mu dać jedynie coś, co przejściowo złagodzi objawy. I
jeżeli chce, to może się udać do profesora Snape'a, który zazwyczaj ma zapasowy
słoik.
Ron oczywiście pospiesznie oświadczył, że nie chce, pozwolił wlać w siebie jakiś
eliksir i, drapiąc się jeszcze od czasu do czasu w niektórych miejscach, wyszedł ze
skrzydła szpitalnego, wymyślając po drodze tortury, jakim podda Zabiniego, jeżeli
tylko przestanie go wszystko tak cholernie swędzieć.
- Chodźmy do Snape'a - odezwał się Harry w połowie drogi.
- ...a potem złapię go i przywiążę do tego wielkiego słupa... CO?
- Do Snape'a. Po tę maść. Przecież słyszałeś, co powiedziała Pomfrey. Ten eliksir
pomoże ci tylko na chwilę.
Ron spojrzał na Harry'ego tak, jakby nagle wyrósł mu ogon. Rozdwojony na końcu.
- Zwariowałeś? Myślisz, że ten nietoperz mi cokolwiek da? Prędzej mnie wyśmieje i
wywali na zbity pysk. I odbierze punkty za zakłócanie mu spokoju.
Harry przewrócił oczami.
- On jest nauczycielem, Ron. Musi ci pomóc.
- Ha ha. To miał być dowcip, tak? Snape ma mi pomóc, tak? Ha ha. Bardzo
śmieszne.
- Wolisz sobie zdrapać skórę? - Harry nie dawał za wygraną. - No chodź. Przecież
cię nie zje. - Złapał go za rękaw i zaczął ciągnąć w stronę lochów.
- Nigdzie nie idę. Zostaw mnie. - Ron zatrzymał się nagle i wyszarpnął rękę.
Harry poczuł irytację. Dlaczego ten głupek niczego nie rozumie? Przecież Snape
jest... Snape'em. No tak. Wrednym draniem, którego wszyscy nienawidzą. Czasami o
tym zapominał.
- Wolisz pokazać się Hermionie w takim stanie?
To był cios poniżej pasa. Ale skuteczny.
- N-no dobra. Ale zapytamy tylko raz. Jak powie 'nie', to się zwijamy.
Harry uśmiechnął się i pociągnął przyjaciela po schodach w dół. Kiedy znalazł się
przed drzwiami do gabinetu Mistrza Eliksirów, w ostatniej chwili powstrzymał się od
dotknięcia ich dłonią, tak jak zawsze to robił. Wypchnął Rona do przodu i kazał mu
zapukać. Rudzielec stuknął dwa razy w drewnianą powierzchnię i po dwóch
sekundach oświadczył:
- Cóż, chyba go nie ma. Wracajmy.
Jednak widząc minę Harry'ego, cofnął się i z westchnieniem zapukał ponownie, tym
razem głośniej. Po chwili usłyszeli kroki i drzwi uchyliły się.
- Weasley? - W głosie Snape'a zabrzmiało zaskoczenie i irytacja jednocześnie. Kiedy
drzwi uchyliły się bardziej, Severus dostrzegł stojącego za plecami Rona Harry'ego.
Jego czarne brwi zmarszczyły się. - Potter? Czego chcecie? - warknął swoim
najbardziej odpychającym tonem.
- Ee, to pomyłka - mruknął cicho Ron i już miał odejść, kiedy Harry złapał go za szatę
i ustawił z powrotem na miejscu.
- Panie profesorze - zaczął, widząc że Ron najwyraźniej prędzej połknie własny
język, niż odważy się Snape'a o coś poprosić. - Uczniowie pańskiego domu wsypali
coś Ronowi do soku dyniowego i teraz wszystko go swędzi. Pani Pomfrey
powiedziała, że tylko pan ma na to maść.
Oczy Severusa zmrużyły się.
- Och, cóż za tragedia - powiedział z mściwym uśmiechem na cienkich wargach. -
Niestety pan Weasley będzie musiał wytrzymać, ponieważ tak się składa, że właśnie
zużyłem cały słoik.
- No to trudno - mruknął Ron i znowu spróbował ucieczki, ale Harry po raz kolejny mu
ją udaremnił.
- Ale Ron naprawdę jej potrzebuje - powiedział z naciskiem Harry, widząc wbijające
się w niego niczym skalpel źrenice. Spojrzał na mężczyznę z wypisanym w oczach
błaganiem, bezgłośnie wypowiadając "proszę".
Snape skrzywił się i zerknął na wpatrującego się we własne stopy i drapiącego się po
ramieniu Rona.