kątem oka widział, że krawat stał się już niemal cały czarny.

- Hmm - mruknął Severus, przekrzywiając głowę. - Krawat, który pokazuje twój

strach... Cóż za tandetny, kiczowaty prezent. Naprawdę, Potter... żeby przyjąć od

kogoś takie badziewie?

Harry znał to uczucie. Buzujący gdzieś na dnie żołądka gniew. Wzbierający i

sięgający coraz wyżej. Oślepiający.

- To nie jest tandetny prezent! Ani kiczowaty! Ginny nigdy by... - Harry zachłysnął się

i ugryzł w język, ale było już za późno.

Temperatura gwałtownie opadła i Harry miał wrażenie, jakby ktoś otworzył okno i

wpuścił do środka mroźny, styczniowy wiatr.

Rysy Snape'a wyostrzyły się, a w oczach zapłonęło coś lodowatego. I bardzo

niebezpiecznego.

- Natychmiast go zdejmij - wycedził niezwykle cichym i groźnym głosem, mocniej

zaciskając palce wokół szklanki. Wyglądał na opanowanego, ale to były tylko pozory.

Harry jeszcze nie widział tak mrożącego spojrzenia. Wydawało się, że pod skórą

mężczyzny płonie ogień. Kostki jego zaciśniętej wokół szklanki dłoni pobielały.

Harry mimowolnie zapadł się głębiej w fotel.

- Ale przecież to tylko...

- Bez dyskusji! - Gniewny syk Snape'a był jeszcze gorszy do jawnego wrzasku.

Harry westchnął, sięgnął do krawatu, poluzował go i zdjął przez głowę. Jeżeli aż tak

bardzo mu przeszkadza, to przecież może go schować. Nie chciał zaczynać

wieczoru od kłótni.

W momencie, kiedy zaczął składać krawat z zamiarem włożenia go do kieszeni,

zobaczył, że mężczyzna sięga po różdżkę i wyciąga w jego stronę dłoń.

Nagłe zrozumienie uderzyło w Harry'ego tak nagle, że jego oczy rozszerzyły się

gwałtownie.

Snape chciał go zniszczyć! Jego prezent! Prezent, który dostał od Ginny!

- Przecież to tylko głupi krawat - wymamrotał, zaciskając zęby i czując, że

bulgoczący w jego żołądku gniew naprawdę zaczyna się spiętrzać i powoli go

opanowywać.

- Zamknij się i oddaj mi go - wysyczał Severus, wyciągając oczekująco rękę i nie

odrywając spojrzenia od kawałka czerwono-czarnego materiału.

Harry spojrzał na trzymaną w dłoni tkaninę.

To było chore. Snape zachowywał się jak opętany. Nie będzie słuchał kogoś takiego.

- Nie - powiedział cicho, niemal wyzywająco. Rozwinął krawat i ponownie założył go

przez głowę.

Ledwie zdążył ponownie spojrzeć na twarz Snape'a, która w tym samym momencie

stała się niemal trupio blada, kiedy wargi mężczyzny ułożyły się w słowa zaklęcia, a

dłoń trzymająca różdżkę wysunęła do przodu.

- Accio krawat!

Lata trenowania Quidditcha i umykania przed tłuczkami opłaciły się. Widząc rozbłysk

żółtego światła, Harry instynktownie odbił się stopami od podłogi i poleciał razem z

całym fotelem do tyłu. Przetoczył się i wylądował na kolanach, spoglądając na

Severusa wzrokiem, w którym niedowierzanie mieszało się z przerażeniem.

- Incarcerous!

W stronę Harry'ego pomknęło kilka lin, jednak chłopak szybko przetoczył się do

przodu i schował za fotelem.

- Co ty wyprawiasz?! - krzyknął zza swojego chwilowego schronienia. - Zachowujesz

się irracjonalnie! Jak możesz z takiego powodu...

Nie dokończył jednak, gdyż przerwało mu kolejne zaklęcie:

- Depulso!

Fotel poleciał w kąt, uderzając w półki z książkami, które posypały się na podłogę.

Harry zaczął przesuwać się na czworakach w stronę drzwi, próbując jednocześnie

wyszarpnąć różdżkę z tylnej kieszeni spodni.

Odwrócił głowę akurat w tym samym momencie, w którym stojący i celujący w niego

Snape, pochylił się, przewrócił stół razem ze stojącą na nim butelką, usuwając go ze

swojej drogi i krzyknął:

- Flagello!

- Protego! - wrzasnął Harry w ostatnim momencie, odbijając zaklęcie, które trafiło w

kolejny regał i posiekało stojące na nim książki na małe kawałeczki. W powietrzu

zaroiło się od fruwających kartek.

- Ty bezczelny gówniarzu! - ryknął Snape. Wyglądał, jakby całkowicie stracił nad

sobą panowanie. Był czerwony z wściekłości, a jego oczy zdawały się płonąć

lodowatym ogniem, który siekał wnętrzności Harry'ego i podsycał w nim jeszcze

większy opór. - Zaraz przywołam cię do porządku! Flagello!

Tym razem rozbłysk był znacznie mocniejszy. Harry ponownie wyczarował tarczę,

ale w momencie, kiedy zaklęcie Snape'a w nią trafiło, wiedział już, że była

zdecydowanie za słaba. Próbował ją utrzymać, ale zaklęcie tnące przewiercało się

przez nią coraz głębiej, sięgało coraz dalej, aż...

Tarcza pękła. Harry uchylił się i poczuł na policzku piekące chlaśnięcie. Coś za nim

eksplodowało, ale on widział jedynie wirujące przed oczami gwiazdy. Złapał się za

twarz i poczuł pod palcami ciepłą krew.

Z całkowitym niedowierzaniem spojrzał na dyszącego ciężko mężczyznę, który wbijał

w niego spojrzenie tnące niemal równie boleśnie jak zaklęcie, które go musnęło.

- Daję ci ostatnią szansę, Potter - powiedział Severus głosem tak chłodnym, że z

łatwością mógłby nim zamrozić nawet stal. Wyciągnął rękę. - Potem może skończyć

się to dla ciebie tragicznie.

Harry cofnął się, wciąż trzymając się za policzek. Cały się trząsł, a serce tłukło mu się w piersi z taką siłą, jakby chciało połamać mu żebra.

Jak on może? Jak śmie? Jak w ogóle...?

- Jesteś niezrównoważony! - wykrzyknął, wkładając w to całą nienawiść, którą w tej

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги