chwili odczuwał do tego mężczyzny. - Nie zostanę tu ani chwili dłużej! Odchodzę!
Odwrócił się w stronę drzwi, słysząc za plecami wibrujące w powietrzu ostre słowa
Snape'a:
- O nie, nie zrobisz tego.
Harry odwrócił głowę i zobaczył, że Severus rusza w jego stronę. Rzucił się biegiem
do drzwi, wypadł za nie i celując w nie różdżką, krzyknął:
- Colloportus! Pessulus!
Cofnął się, wpatrując się w nie rozszerzonymi ze zgrozy oczami.
Trzask!
Niemal podskoczył, słysząc głuche uderzenie, tak jakby ktoś próbował wybić drzwi
pięścią.
Odwrócił się i rzucił ku wyjściu z gabinetu, kiedy rozległ się ogłuszający huk i drzwi
wyleciały z zawiasów, przeleciały parę metrów i uderzyły w biurko, co spowodowało,
że wszystkie fiolki, odważniki i książki, które się na nim znajdowały, pospadały na
podłogę. Posypały się drzazgi. Harry osłonił się ręką, ale i tak kilka z nich wbiło się w skórę. Wyciągnął z przedramienia długi kolec, odrzucił go na podłogę i, nie
namyślając się ani chwili dłużej, rzucił się do ucieczki. Jednak zanim dotarł do drzwi,
zobaczył obejmujący je czerwony rozbłysk.
O nie!
Jeszcze zanim złapał za klamkę, wiedział już, że to bezcelowe. Czuł szaleńcze bicie
serca niemal w gardle. I płynącą w żyłach adrenalinę, zmieszaną z wściekłością tak
wielką, że gdyby tylko mógł, rozwaliłby znajdujące się przed nim drzwi samymi tylko
pięściami. Odwrócił się i zobaczył kroczącego ku niemu mężczyznę z maską tak
straszliwej furii na twarzy, że Harry miał wrażenie, że samym tylko spojrzeniem
przypieka mu skórę.
Podniósł różdżkę, gorączkowo poszukując w myślach jakiegoś zaklęcia obronnego.
- Expel... - Nie zdołał jednak dokończyć. Snape skoczył ku niemu niczym drapieżnik,
złapał go za rękę z różdżką, uderzył nią o drzwi z taką siłą, że Harry jęknął głośno,
czując przeszywający ból, i wypuścił ją z dłoni.
- Zapłacisz mi za to, ty cholerny smarkaczu - usłyszał gardłowy syk i zanim zdążył się
otrząsnąć, Snape chwycił go za koszulę, szarpnięciem oderwał od drzwi i popchnął z
powrotem w stronę komnat. Harry potknął się o jedną z porozrzucanych na podłodze
butelek i z całym impetem runął na podłogę, uderzając czołem o kamienną
posadzkę. Oślepiający ból niemal zagłuszył trzask pękających okularów. Widział
przed oczami jedynie ciemne plamy i kręciło mu się w głowie. Z największym trudem
podniósł się na kolana i, nie starając się nawet odszukać pozostawionych gdzieś na
podłodze szkieł, wstał i odwrócił się w stronę stojącego przy drzwiach mężczyzny.
Trząsł się tak bardzo, że miał wrażenie, że zaraz rozsypie się na kawałki.
Widział ciemną, rozmazaną sylwetkę. I czerwień. Czerwień, która zalewała mu oczy,
rozszarpywała go od środka, sprawiała, że coś w jego wnętrzu zaczęło ryczeć, chcąc
wyrwać się na zewnątrz, dosięgnąć Snape'a, uderzyć, go, podrapać, ugryźć,
rozedrzeć na strzępy, zranić...
Niczym bestia ogarnięta szałem, rzucił się do przodu, wyciągając pięści i pazury, i
natarł na mężczyznę. Uderzył na oślep, próbując dosięgnąć twarzy, szyi,
czegokolwiek, ale Snape złapał go za ręce, blokując atak, odwrócił i przycisnął do
drzwi. Szarpnął nim kilka razy, z całej siły wciskając go w drewnianą powierzchnię,
podczas gdy Harry wrzeszczał i wyciągał szyję, próbując go ugryźć, kopnąć, zrobić
mu cokolwiek, byle tylko nakarmić pęczniejącą w sobie żądzę mordu. W tej jednej
chwili miał ochotę go zabić.
Snape sprawnie uniknął wymierzonego w siebie kopniaka, a Harry wykorzystał
okazję i z nadludzkim wysiłkiem wyszarpnął jedną rękę i zamachnął się. Mężczyzna
odchylił się w ostatniej chwili, ale pięść Harry'ego zdążyła trafić go w podbródek.
Tak!
Bestia wewnątrz Harry'ego zawyła. Snape wydawał się zaskoczony takim obrotem
spraw. Złapał rękę Harry'ego i wykręcił mu ją. Chłopak poczuł piekący ból w
ramieniu.
- Nienawidzę cię! - ryknął, wkładając w słowa tyle jadu, że był zaskoczony, iż nie
tryska mu on z ust. Wciśnięty mocno w drzwi, z unieruchomionymi rękami, nie miał
szans się poruszyć. Mógł jedynie dyszeć ciężko i wzrokiem bazyliszka wpatrywać się
w twarz górującego nad nim mężczyzny. Och, gdyby tylko spojrzenie mogło zabijać...
- Tak się składa, że ja również cię nienawidzę, Potter. - Głosem, którym wypowiedział
to Snape, można by przepalić nawet żelazo. Miał obnażone zęby i wyglądał tak,
jakby miał zamiar go pożreć.
Harry czuł zawroty głowy i mrowienie we wszystkich częściach ciała, spływające
coraz niżej... Buzująca w nim adrenalina spalała się w ogniu wściekłości i czegoś
jeszcze, co płynęło poprzez jego żyły, rozpalając skórę i pobudzając pewne partie
ciała, które nie powinny w takiej sytuacji być pobudzone. Był niczym naładowany
pocisk, gotów do wystrzelenia.
- Ale ja cię nienawidzę bardziej, ty popierdoleńcu! - wrzasnął i szarpnął się do
przodu, gotów ukąsić.
- Jak śmiesz... - Syk, który wydobył się z ust mężczyzny wibrował tak przenikliwą
furią, że Harry miał wrażenie, że zaraz potnie mu skórę. Dłoń Severusa puściła jego
rękę i wystrzeliła w górę, łapiąc za migoczący czerwienią i czernią krawat i
gwałtownie zaciskając go wokół szyi Harry'ego. Chłopak poczuł, że nie może