Odkąd znalazłeś sobie dziewczynę, w ogóle nie masz dla nas czasu. Ciągle cię nie

ma. Kiedy ostatnio robiliśmy coś razem?

Harry przełknął ślinę. Ron miał rację. Ostatnio praktycznie cały swój wolny czas

poświęcał Severusowi. Próbował przypomnieć sobie jakiś spędzony z Ronem

wieczór, podczas którego robiliby coś innego poza odrabianiem lekcji, ale naprawdę

nie był w stanie. Przyjaciel patrzył na niego z mieszaniną rozgoryczenia oraz nadziei

i Harry'emu zrobiło się bardzo głupio.

Zamknął powieki, tocząc w sobie wewnętrzną walkę.

- Dobrze - odezwał się w końcu. - Masz rację. Przepraszam. Chodźmy. Ja też

stęskniłem się za Quidditchem. - Uśmiechnął się blado.

To akurat była prawda. Zimą treningi były organizowane niezwykle rzadko, z powodu

zbyt silnych mrozów. Nawet Angelina nie była aż taką sadystką, aby kazać im

trenować w takich warunkach. Zresztą żadna drużyna nie trenowała, więc w sumie

nikt nic nie tracił.

Ron ożywił się niemal natychmiast. Zerwał się z łóżka i zanurkował w swoim kufrze,

szukając miotły i ciepłych ubrań. Harry wykorzystał fakt, że przyjaciel nie patrzył, i

wsunął dłoń do kieszeni, zaciskając palce na zielonym klejnocie.

Przepraszam, ale nie mogę dzisiaj przyjść. Coś mi wypadło. Spotkamy się kiedy

indziej.

Zerwał się z łóżka, czując w sercu ekscytację. Och, naprawdę stęsknił się za

lataniem. Snape chyba nie będzie miał mu za złe, że ten jeden raz do niego nie

przyjdzie. Zresztą nie miał dzisiaj szlabanu, więc nie musiał iść.

Przebierając się w cieplejsze ubranie, poczuł ciepło emanujące z kamienia. Udając,

że chce zawiązać buta, uklęknął i odczytał wiadomość:

W takim razie oczekuję cię jutrzejszego wieczoru.

Och, nie spodziewał się, że Severus przyjmie to aż tak spokojnie, ale był mile

zaskoczony.

Dobrze. - odesłał szybko i wstał. Wsadził do kufra oba kamienie, żeby ich nie zgubić

na boisku, zarzucił na siebie kilka kolejnych warstw ubrań i wyszedł razem z Ronem

z dormitorium, ściskając w dłoni swoją Błyskawicę i już wyobrażając sobie smak i

zapach zimowego powietrza, którego nareszcie będzie mógł skosztować po tak

długiej przerwie.

- Och, idziecie polatać?

Harry odwrócił się w połowie schodów, widząc wychodzącą z dormitorium dziewcząt

Ginny.

- Tak, chcemy trochę poćwiczyć - odparł Ron.

Dziewczyna rozpromieniła się.

- Mogę pójść z wami? Dawno nie latałam. Przyda mi się trochę ćwiczeń. Opuściłam

kilka ostatnich treningów, a samemu to nie to samo. Greg nie lubi Quidditcha. -

Skrzywiła się, jakby sama idea, że ktoś może nie lubić Quidditcha była dla niej tak

obca, jak dla skrzatów domowych mówienie źle o swoim panu.

Ron i Harry wymienili spojrzenia.

- No dobra. Możesz się przydać. Ty poćwiczysz strzały, ja obronę, a Harry szukanie

znicza.

- Świetnie! - Ginny klasnęła w dłonie. - Zaraz wracam, tylko się przebiorę.

***

- Widzieliście ten zwis? Prawie zleciałem z miotły, ale było warto! Widzieliście?

Nawet nie wiedziałem, że tak umiem! To było niesamowite! Albo jak odbiłem tego

kafla samymi czubkami palców! Widzieliście? - Ron entuzjazmował się przez całą

drogę z boiska, przez błonia w stronę zamku oświetlonego padającym zza szyb

blaskiem świateł. Śnieg skrzypiał im pod butami, a Harry czuł się tak, jakby każdy

mięsień w jego ciele zamarzł i teraz, kiedy szedł, skrzypiał jeszcze donośniej.

Donośniej nawet od śmiechu Ginny. Ale jednocześnie miał wrażenie, że narodził się

na nowo. Czuł się całkowicie odprężony i zrelaksowany. Jak po dobrym seksie ze

Snape'em. Tyle tylko, że teraz miał w sobie mnóstwo energi , która go wręcz

roznosiła.

- Tak, to było niezłe. A widzieliście, jak zrobiłem w ostatniej chwili zwrot nad samym

boiskiem? - zapytał Rona i jego siostry, szczerząc się od ucha do ucha i

przypominając sobie pęd mroźnego powietrza, który wciąż igrał mu we włosach. -

Zaryłem stopami w śnieg. Myślałem, że już po mnie. Hahaha. Ale przynajmniej wiem

teraz, co robić, gdyby Zabini albo Cho siedzieli mi na ogonie. Żadna miotła tego nie

wytrzyma. Oprócz Błyskawicy.

- Tak, hahaha. Spróbuję tego kiedyś na swoim Zmiataczu.

- Lepiej nie - zachichotała Ginny. - Nie będę potem wybierała twoich kawałków ze

śniegu. Zresztą udało ci się tylko dlatego, że miałam zbyt przemarznięte palce, żeby

dobrze wycelować. To jednak nie jest dobra pogoda na Quidditch.

- Ale zobacz - zauważył Harry, kiedy wszyscy troje weszli do zamku, tupiąc i

strzepując śnieg z butów. - Jeżeli strzeliłaś tyle goli w takich warunkach, to ile

strzelisz na wiosnę?

- Strzelanie goli Ronowi to żadne wyzwanie - wyszczerzyła się dziewczyna, a Gryfon

poczerwieniał.

- Zaraz oberwiesz miotłą! - Podniósł swojego Zmiatacza i zamachnął się na Ginny,

która odskoczyła, śmiejąc się i schowała się za plecami Harry'ego.

- Może byście tak przestali? - warknęła pulchna dama z dzieckiem w kołysce,

znajdująca się na jednym z wiszących w Sali Wejściowej obrazów. - Zaraz ją

obudzicie!

Ginny zasłoniła usta dłonią, dusząc się ze śmiechu, podczas gdy Ron zaczął ją gonić

po Sali Wejściowej, wymachując miotłą, a Harry musiał oprzeć się o kolumnę, żeby

zapanować nad chichotem.

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги