cofnął ją. Przez chwilę wpatrywał się z zieloną, gładką powierzchnię, po czym po raz
trzeci chwycił kamień i wysłał ostatnią już wiadomość:
Nie chcę się z tobą spotkać. Nie chce teraz z tobą rozmawiać. Po prostu... odwal się.
Wcisnął klejnot głęboko pod poduszkę i położył się, przykrywając się kołdrą aż pod
brodę. Nadal się trząsł, ale było mu już lepiej. Wyrzucił z siebie przynajmniej
niewielką część tego, co w nim siedziało.
Potrzebuje czasu. Musi przemyśleć kilka spraw. Odpocząć. Uspokoić się.
Zacisnął mocno powieki i skulił się w pozycji embrionalnej.
Teraz chciał po prostu zasnąć. I chociaż na chwilę zapomnieć. Jutro... może będzie
lepszy dzień. Może spojrzy na wszystko z innej perspektywy. Może to nie będzie aż
tak bolało. Tam w środku.
Nie wiedział jednak, że jutro... jego świat roztrzaska się na kawałki.
* "Sorry seems to be the hardest word" by Blue feat. Elton John
--- rozdział 49 ---
49. Silently broken
I heard the words come out
Then you look at me
You're not shouting anymore
You're silently broken
I'd give anything now
To kill those words for you*
Kiedy Harry Potter, uczeń szóstego roku Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie,
obudził się tego mroźnego, zimowego poranka, nie spodziewał się, że nadchodzący
dzień... będzie dniem, w którym wszystko się zmieni. Nic nie zwiastowało tego, co
miało nadejść. Nie wydarzyło się nic szczególnego.
Ani razu się nie potknął, nie zapomniał książek ani hasła do Pokoju Wspólnego, nie
pomylił drogi, nie spóźnił się na żadną lekcję, nie miał pecha podczas zajęć.
Rano, przed wyjściem z dormitorium, spojrzał jeszcze raz na zielony kamień, ale nie
było na nim żadnej wiadomości. Przez ułamek sekundy poczuł wyrzuty sumienia, że
wysłał wczoraj Severusowi taką litanię żalów, ale bardzo szybko się ich pozbył.
Należało mu się! Najpierw wyobraził sobie, że on i Ginny robili w schowku "wiadomo-
co", później nie chciał nawet wysłuchać jego wyjaśnień, a jeszcze później... zrobił to, co zrobił. I najwyraźniej nawet nie miał zamiaru przeprosić!
To było najgorsze. Ta świadomość, że po tym wszystkim, co razem przeszli, i
przeszkodach, które pokonali, Severus nie mógł mu zaufać choćby na tyle, żeby
Harry mógł wyjaśnić mu, co zaszło... I ta myśl sprawiała, że czuł w sobie buzujące
rozgoryczenie, które od samego rana pożerało mu wnętrzności i nie chciało wypuścić
go ze swych szponów.
A dzisiaj czekała go lekcja Eliksirów... Naprawdę nie miał pojęcia, jak ją przeżyje. Był
w takim stanie, że jeżeli tylko Snape coś zrobi albo powie... to nie będzie potrafił się powstrzymać i odpysknie mu.
W takim właśnie, niezbyt dobrym humorze, zszedł na śniadanie. Nie spodziewał się,
że zobaczy znajomą, ciemną sylwetkę po drugiej stronie sali. To go trochę
zaskoczyło i pozbawiło animuszu. Ale postanowił, że nie da tego po sobie poznać, i
dumnym krokiem ruszył do stołu Gryffindoru, ku siedzącym już przy nim Ronowi i
Hermionie. Usiadł i przyciągnął do siebie półmisek z jajecznicą, a następnie zabrał
się za jedzenie z taką werwą, jakby nie miał w ustach niczego od tygodnia. Właściwie
tak się trochę czuł po tym, jak wczoraj zwymiotował wszystko, co miał w żołądku,
łącznie z sokami trawiennymi. Eliksir, który otrzymał od Snape'a, natychmiast
złagodził wszystkie skutki uboczne. Ale to, że mu go przysłał, wcale nie znaczyło, że
Harry mu tak łatwo wybaczy. O, nie...
Kiedy był w połowie śniadania, nie wytrzymał i ciekawość zwyciężyła. Rzucił szybkie,
ukradkowe spojrzenie w kierunku stołu nauczycielskiego. Severus nic nie jadł. I nie
patrzył na niego. Siedział po prostu i wpatrywał się w odległy punkt na przeciwległej
ścianie.
Harry zmarszczył brwi. Co też to mogło oznaczać? Spodziewał się raczej, że
mężczyzna będzie mu rzucał nieprzychylne spojrzenia, które nie zwiastowałyby
niczego dobrego.
Przy następnym zerknięciu musiał aż zamrugać. Snape siedział ze spuszczoną
głową i wpatrywał się w swoje śniadanie. W prawej ręce trzymał kieliszek, którym
nerwowo uderzał o blat stołu. Wyglądał, jakby się nad czymś zastanawiał.
Harry powrócił do swojego posiłku, całkowicie zaskoczony dziwnym zachowaniem
mężczyzny. Najbardziej znamienne było jednak to, że Snape nie spojrzał na niego
ani razu, od kiedy tylko Harry zjawił się na śniadaniu. Tak jakby wcale nie zauważył
jego obecności.
Chłopak odwrócił głowę po raz trzeci i zauważył, że Severus... zniknął. Rozejrzał się
po sali i dostrzegł czarną pelerynę znikającą za drzwiami znajdującymi się za stołem
nauczycielskim. Z kiełkującym w sercu niepokojem i zaciekawieniem, dokończył
śniadanie i wraz z Ronem ruszył na Wróżbiarstwo.
Nie potrafił się jednak na niczym skupić. Wciąż przypominał sobie wczorajszy dzień,
ogromny ból, o którym nie chciał pamiętać, a także wzrok Severusa... Leżał w
iluzorycznej trawie z rękami podłożonymi pod głową, wpatrywał się w usiane
gwiazdami sklepienie, lecz nie widział ani gwiazd, ani planet, ani ich zależnych
wobec siebie ruchów... widział jedynie pozbawioną wszelkich uczuć twarz i
zastanawiał się, czy kiedyś uda mu się wyrzucić ten obraz z głowy, czy też będzie on