łóżka. Opadł na nie i wtedy zauważył, że sowa usiadła na jego posłaniu.
Nie spodziewał się żadnej korespondencji. Cóż to mogło być?
Zaciekawiony sięgnął do pakunku, odwiązał go od nóżki ptaka, który natychmiast
wyleciał przez otwarte okno, a następnie otworzył. W środku znalazł dwie fiolki. I
zwitek pergaminu.
Drżącymi dłońmi, rozwinął pergamin i otworzył oczy ze zdumienia, kiedy rozpoznał
charakterystyczne, ostre pismo Snape'a. Tylko tym razem nie było ono eleganckie
jak zawsze, tylko kanciaste i nierówne, jakby kreślone w pośpiechu i zdenerwowaniu.
Zmarszczył brwi i przeczytał:
To antidotum. Masz je wypić. I zwracam ci twoje wspomnienia.
Przełknął ślinę, wciąż czując nieznośnie pieczenie w przełyku i spojrzał na
zawierającą bladozielony płyn fiolkę. W drugiej wirowała srebrna mgiełka.
Jakaś część niego nie chciała tego przyjmować. Dla zasady. Ale z drugiej strony
zrobiłby wszystko, aby to się skończyło.
Odrzucił pergamin oraz wspomnienia i pospiesznie odkorkował buteleczkę, wlewając
w siebie całą jej zawartość. Płyn rozlał się po jego ciele przyjemnym chłodem. Był
delikatny, niczym dotyk jedwabiu na skórze i przynosił ukojenie. Po paru chwilach
torsje zaczęły ustępować, ból głowy także.
Harry opadł z westchnieniem na poduszkę i zamknął oczy. Dopiero teraz, kiedy
fizyczne dolegliwości zanikały, zaczął coraz wyraźniej odczuwać te psychiczne.
Nie chciał o tym myśleć. Nie chciał. Ponieważ kiedy tylko przypominał sobie...
Nie! To się nie mogło wydarzyć. Severus nie mógłby przecież... Nie postąpiłby tak...
Nie mógł być aż tak...
Podniósł ręce i przycisnął je do oczu, czując coraz bardziej nieznośne pieczenie pod
powiekami. I ciężką, kąsającą wnętrzności, gorzką pustkę. Przez jego żyły płynął
teraz tylko chłód. Rozlewał się po ciele, zamrażając wszystko na swojej drodze. Miał
wrażenie, że igiełki lodu wrzynają się w jego serce. I to bolało.
Przez długi czas po prostu leżał z zamkniętymi oczami albo wpatrywał się w
sklepienie łóżka, uciekając przed wspomnieniami. Albo próbując je gonić.
Próbował zrozumieć... dlaczego? Dlaczego Snape to zrobił? Czyżby jednak przez
cały ten czas go nienawidził? Nie, przecież wiedział, że to była nieprawda. Więc
dlaczego? Jak mógł coś takiego... jak w ogóle... Jak mógł tak po prostu siedzieć i
przyglądać się? Jak mógł go... torturować? Przecież byli... Przecież on był...
...Śmierciożercą.
Harry otworzył gwałtownie oczy.
Starał się o tym zapomnieć. Zawsze to odrzucał. Po prostu o tym nie myślał. Ale
teraz prawda uderzyła tak mocno, tak celnie i tak głęboko, że jego płuca ścisnęły się i
przez chwilę nie mógł oddychać.
Jasne. Przez całe życie robił tylko to. Torturował. Więc dla niego był to chleb
powszedni. Ale nigdy... przenigdy nie spodziewał się, że Severus będzie w stanie
zrobić to... jemu.
Ponownie zacisnął powieki, kiedy mroźne igiełki wbiły się jeszcze głębiej.
I w tym samym momencie poczuł w kieszeni rozprzestrzeniające się powoli ciepło.
Zawahał się. Tym razem jego serce nie przyspieszyło tak jak zawsze, kiedy w jego
kieszeni pojawiał się żar. Pozostało spokojne. Wycofane. I drżące.
Jednak ciekawość zwyciężyła. Powoli wyciągnął klejnot i spojrzał w jego lśniącą
powierzchnię.
Potter... Musimy sobie wyjaśnić kilka rzeczy. Kiedy możemy się spotkać i
porozmawiać?
Nie wiedział czego się spodziewać. Ale na pewno nie czegoś takiego. Tak...
trywialnego!
Snape powinien... powinien... do cholery, powinien zapłacić za to, co zrobił!
Przepraszać go na kolanach! A nie zachowywać się tak, jakby nic wielkiego się nie
stało. Jakby po prostu powiedział mu jakąś złośliwość. I jakby robił mu wielką łaskę,
że w ogóle się odzywa! Do diabła z nim! Do diabła! Do diabła!
Lodowata otoczka wokół serca została rozbita i Harry czuł teraz, jak wypływa z niego
coś bardzo gorzkiego i trującego...
Zacisnął kamień w trzęsącej się dłoni i wysłał:
Porozmawiać? Porozmawiać?! Kiedy ja chciałem rozmawiać, ty miałeś to gdzieś! W
ogóle nie chciałeś słuchać! Wołałeś mnie torturować! W tym jesteś najlepszy,
prawda? Myślisz, że jesteś taki inteligentny, a tak naprawdę, to jesteś żałosnym,
zaślepionym zazdrością dupkiem!
Zerwał się do pozycji siedzącej, wypuszczając kamień z dłoni i dysząc ciężko. Znowu
wirowało mu w głowie. Ukrył twarz w dłoniach, próbując się uspokoić, ale nie potrafił.
To coś siedziało w nim i musiał, musiał to z siebie wyrzucić! Ponownie złapał kamień
w spoconą dłoń i ścisnął go tak bardzo, że niemal go zmiażdżył.
Jak w ogóle mogłeś pomyśleć, że mógłbym cię zdradzić? Przecież wiesz, że nie
widzę świata poza tobą! Nigdy, przenigdy bym tego nie zrobił! Dlaczego mi nie
zaufałeś? Dlaczego mnie o to posądziłeś? I nawet nie pozwoliłeś wyjaśnić... nie
dałeś mi żadnej szansy na obronę! Sprawiłeś mi tylko cierpienie! Tak okrutne i
bezsensowne...
Ponownie wypuścił klejnot, czując spływające po policzkach łzy. Szybko wytarł je
wierzchem drżącej dłoni i zapatrzył się w niepozorny, leżący na pościeli kamień.
Pozostawał chłodny i wygaszony. Jakby słowa trafiały w eter. Niewysłuchane.
Zignorowane.
Harry zagryzł wargę i powoli wyciągnął rękę, przybliżając ją do klejnotu. Po chwili