Harry siekał korzenie imbiru z taką złością, że zrobił z nich niemal miazgę.
Denerwowało go zachowanie Severusa. Denerwowało go, ponieważ kompletnie nie
wiedział, co o nim myśleć. Dlaczego, do diabła, przez cały dzień nic mu nie
odpowiedział przez kamień? No, ale w końcu Harry kazał mu się "odwalić". I
wyglądało na to, że chyba po raz pierwszy Snape naprawdę się "odwalił". Czy to dlatego był taki wściekły?
Nóż wypadł z dłoni Harry'ego i z brzękiem wylądował na podłodze. W panującej w
klasie ciszy ten dźwięk wydał się tak głośny, że wszyscy rozejrzeli się,
zdezorientowani, w poszukiwaniu jego źródła.
- Cholera! - zaklął pod nosem Harry, schylając się i podnosząc nóż z podłogi.
Słyszał, jak stojąca obok Hermiona wciąga gwałtownie powietrze, ale miał to gdzieś.
"Niech tylko spróbuje mi coś powiedzieć..." - pomyślał, podwijając rękawy, tak jakby szykował się do pojedynku i powracając do siekania korzenia. Ale Mistrz Eliksirów
nie odezwał się. Harry widział kątem oka, jak Snape opuszcza głowę i ponownie
spogląda na leżące przed sobą pergaminy.
- Może mu już przeszło - szepnął cicho Ron, pochylając się do Harry'ego.
- Gryffindor traci dziesięć punktów, Weasley - odezwał się Snape, nawet nie
podnosząc głowy.
Uszy Rona zrobiły się czerwone, a Hermiona zmarszczyła brwi. Harry jeszcze
mocniej ścisnął trzymany w ręku nóż.
"Co on sobie wyobraża?" - pomyślał ze złością. - "Dlaczego nie zwrócił mi uwagi?"
Harry nie potrafił tego rozgryźć. Kusiło go, by przekonać się, co mógłby zrobić i jak
daleko się posunąć, zanim Snape okazałby, że w ogóle dostrzega jego obecność.
Ale nie miał zamiaru tego sprawdzać. Wolał nie ryzykować. Nie na lekcji.
Nie chciał się do tego przed sobą przyznać, ale czuł... rozczarowanie. Głęboko w
najdalszym zakamarku serca wyobrażał sobie ten dzień zupełnie inaczej. Myślał, że
Snape będzie... miał wyrzuty sumienia albo coś takiego. Że w jakikolwiek sposób,
choćby najmniej widoczny... okaże skruchę za to, co zrobił. A może nawet... chociaż
spróbuje go przeprosić.
Ale nie. On postanowił zachowywać się jak skończony dupek! Jakby kompletnie mu
nie zależało.
Harry dopiero po kilku chwilach zorientował się, że wpatruje się w swój kociołek
nieobecnym wzrokiem i że już dawno powinien dodać do wywaru posiekany imbir.
Jednak zanim zdążył nadrobić zaległości, usłyszał, jak krzesło Snape'a odsuwa się, a
nauczyciel wstaje i rusza na obchód pomiędzy ławkami. Wszyscy uczniowie
natychmiast pochylili się nad swoimi kociołkami tak nisko, jakby to, co właśnie robili,
pochłaniało ich bez reszty.
Harry kątem oka widział, że Snape uważnie zagląda do każdego mijanego kociołka i
spiął się cały, kiedy pomyślał, że zaraz dotrze również do niego.
- Radzę ci się wziąć do roboty, Longbottom - wycedził mężczyzna, rzucając okiem na
eliksir Neville'a i krzywiąc się z niesmakiem. - Chyba, że znowu masz ochotę się
czegoś napić?
Chłopiec zbladł i zacisnął drżące usta, wbijając rozbiegany wzrok w mętny wywar,
który bulgotał w kociołku.
Harry słyszał, jak Severus rzuca kąśliwe uwagi niemal każdej osobie, do której
podchodzi, aż w końcu zatrzymał się za plecami Rona i pochylił nad jego eliksirem.
- Całkowita porażka, Weasley - mruknął Snape, wyciągając różdżkę. - Evanesco.
Proszę zacząć od początku.
Ron otworzył usta i z osłupieniem wpatrywał się w swój pusty kociołek. Harry nie
mógł uwierzyć, że Snape usunął jego pracę. Przecież eliksir Rona wcale nie był
gorszy od jego. Wręcz przeciwnie. Był znacznie lepszy.
Harry zacisnął zęby i wrzucił do swojego wywaru posiekany korzeń. Wiedział, że jest
na to za późno. Jego eliksir był już całkowicie spartaczony.
Skoro Snape tak potraktował Rona, to co dopiero powie o jego wywarze... Jednak, ku
osłupieniu Harry'ego, mężczyzna ominął go, w ogóle nie zatrzymując się przy jego
kociołku. Ba, nawet nie spoglądając w stronę Harry'ego! Jednak zanim chłopak
zdążył przetrawić tę sytuację, Snape zatrzymał się już przy Hermionie.
Harry zauważył, że kolor wywaru Gryfonki był nieco zbyt jasny, ale poza tym był
przyrządzony niemal perfekcyjnie. Jakież więc było jego zdziwienie, kiedy nauczyciel
wyciągnął różdżkę i wycedził:
- Źle! Evanesco! Proszę zacząć od nowa. Kto by pomyślał, że taka prymuska woli
marnować czas na bezowocne imprezowanie zamiast się uczyć?
To był cios poniżej pasa, pomyślał Harry, spoglądając na całkowicie oszołomioną
przyjaciółkę. Hermiona wyglądała tak, jakby miała się rozpłakać. Snape jeszcze
nigdy nie wyczyścił jej kociołka.
- Na co czekacie? - warknął mężczyzna, widząc że zarówno Ron, jak i Hermiona po
prostu stoją i zszokowani wpatrują się w swoje puste kociołki. - Jazda po składniki! -
Po tych słowach odwrócił się na pięcie i ruszył z powrotem do swojego biurka.
Harry starał się unikać zdumionego wzroku przyjaciela, kiedy Ron bez słowa ruszył
do składziku, odprowadzany równie zaskoczonymi spojrzeniami pozostałych
uczniów, lecz Hermiona pozostała na miejscu. Nie patrzyła już jednak w swój
kociołek, ale na Harry'go. I na Snape'a. I wyglądała tak, jakby się nad czymś głęboko
zastanawiała.