Trafił. Oczy Snape'a rozszerzyły się na moment i coś w nich zostało zburzone. Harry
widział, jak wali się i odsłania coś, co nie powinno zostać uwolnione.
- Nie przejmuj się, Neville - kontynuował spokojnie Harry, widząc że Gryfon spogląda
raz na niego, raz na Snape'a, nie wiedząc, co ma robić. - Po prostu podaj mi eliksir.
Po tych słowach ponownie zerknął na Mistrza Eliksirów, który wyglądał tak, jakby
miał zaraz eksplodować z wściekłości. Emanował nią z taką intensywnością, iż
można jej było niemal dotknąć.
- Nie waż się ruszyć nawet jednym palcem, Longbottom. Spróbuj to zrobić, a go
stracisz.
Neville zrobił się niemal biały i natychmiast cofnął rękę, którą już sięgał po próbówkę.
- Jeżeli chce pan mieć kozła ofiarnego, to równie dobrze mogę nim być ja. - Ostatnie
słowo Harry wymówił z naciskiem, a jego oczy błysnęły stalowym zdecydowaniem. -
A jeżeli ma pan zły humor, to powinien pan o tym z kimś porozmawiać, a nie
wyżywać się na uczniach. To w bardzo złym guście.
- Jak śmiesz...? - zaczął mężczyzna, lecz Harry nie pozwolił mu dokończyć.
- Nie pozwolę panu znęcać się nad moimi przyjaciółmi! - wyrzucił z siebie, prawie
krzycząc. Wiedział, że wszyscy patrzą na niego tak, jakby postradał zmysły. Postawił
się Snape'owi. Snape'owi, który był w takim nastroju. To było prawie samobójstwo.
Wiedział, że tak myślą. Ale jego to nie obchodziło.
Mięśnie twarzy Snape'a drżały. Widział żyłę pulsującą wściekle na jego skroni, a w
kącikach ust coś, co przypominało pianę.
- Ty mi "nie pozwolisz"? - Zajadłość, z jaką Snape wypluł z siebie te słowa, mogłaby stopić żelazo. - A co ty możesz zrobić, Potter? Nie masz tu żadnej władzy! Nic nie
możesz! - Kpina w głosie mężczyzny była niemal namacalna. Zawisła w powietrzu,
śmiejąc się Harry'emu w twarz.
- Och, mogę więcej niż się panu wydaje... - wycedził Harry, odpierając mordercze
spojrzenie, które wbijał w niego Snape. Tak jakby wzrokiem chciał mu przekazać
ukryte za słowami znaczenie. Ale albo nie robiło ono na mężczyźnie żadnego
wrażenia, albo rozwścieczyło go tylko jeszcze bardziej, gdyż po chwili odezwał się
chrapliwym głosem:
- Czyżby? Nie wydaje mi się, Potter. Nie ma dla mnie żadnego znaczenia, co zrobisz
lub powiesz. Twoje zarozumialstwo...
- Dla ciebie może nie - przerwał mu Harry, czując jak rozbudzony potwór przejmuje
nad nim kontrolę. Czara się przepełniła i jej zawartość wlała się do jego umysłu,
odbierając mu rozsądek, opanowanie i zrywając wszystkie hamulce. - Ale dla
profesora Dumbledore'a rzeczy, które mam do powiedzenia, na pewno byłyby
niezwykle interesujące.
Dostrzegł jasny, gwałtowny rozbłysk w czarnych oczach. Tak nagły, jakby przecięła
je błyskawica. Obaj pędzili teraz po niezwykle stromym zboczu. I nie było już
niczego, co mogłoby ich zatrzymać.
Snape rzucił się do przodu, oparł dłonie na ławce Harry'ego i uderzył w niego
wzrokiem pełnym lodowatej nienawiści i strzelającego płomieniami aż pod sufit szału.
Wzrokiem człowieka, który już dawno przekroczył granice furii i znalazł się daleko po
drugiej stronie.
- Grozisz mi, Potter? A kim ty jesteś, żeby mnie szantażować? W ogóle się nie
liczysz! Nic mnie nie obchodzisz! Ani ty, ani twoje zdanie! Jesteś tylko żałosną kopią
swojego skretyniałego ojca! Niczym więcej! - Słowa uderzały mocno i wbijały się
niezwykle głęboko. Harry miał wrażenie, że zaczyna tracić oddech. - Masz się za
kogoś wyjątkowego? Myślisz, że kogokolwiek obchodzisz? Wbij sobie wreszcie do
głowy, że jesteś nędznym, bezwartościowym, nic nieznaczącym zerem! Że jesteś i
zawsze będziesz dla mnie nikim! Rozumiesz? Nikim!
Oczy Harry'ego rozszerzyły się gwałtownie. Poczuł nagły, niewyobrażalny ból w
klatce piersiowej, jakby te słowa przebiły wszystkie bariery i rozerwały jego serce na
kawałeczki. Nie mógł oddychać, miał wrażenie, że jego płuca szarpnęły się
spazmatycznie i przestały funkcjonować. Coś w nim umarło. Nagle i nieodwracalnie.
Nikim...
Nikim...
Nikim...
To pojedyncze, niepozorne słowo wibrowało wokół niego, coraz głośniej i głośniej...
Zawsze miał jeszcze nadzieję... A teraz... teraz nie pozostało mu nic. Tylko prawda,
rzucona prosto w twarz. Jakby nic się nie liczyło. Nic, co przez te wszystkie
miesiące... nic.
"Niech to przestanie tak boleć..." - pomyślał, a obraz przed jego oczami zaczął się rozmazywać. - "Niech to zniknie! Nie chcę tego czuć. Nie chcę!"
Snape nadal coś mówił, ale nie było już serca, w które słowa mogłyby się wbić i
trafiały jedynie w pustkę.
Harry poczuł, że po jego policzkach spływa coś gorącego i wilgotnego.
- ...i kiedy wreszcie to sobie zapamięt... - Mistrz Eliksirów urwał tak nagle, jakby
połknął język. Harry pomimo mgły przed oczami zobaczył, że oczy Severusa
rozszerzyły się nienaturalnie, a na twarzy pojawił się... strach. Cały gniew zdawał się
nagle i niespodziewanie z niego wyparować.
Harry nie potrafił nad sobą zapanować. Wiedział, że cierpienie, które odczuwa, jest
doskonale widoczne na jego twarzy, ale nie był w stanie tego ukryć. Na jego gardle
zacisnęła się pętla. Pod powiekami płonął mu ogień. Kolejne łzy potoczyły się wolno
po jego policzkach.