- Finningan... Skoro coś tak banalnego jak proste trzymanie się instrukcji jest zbyt
dużym wyzwaniem dla twoich zdolności pojmowania, zaczynam żywić poważne
wątpliwości co do sensu twojej dalszej edukacji w tej szkole. Być może będziesz
musiał w najbliższym czasie rozejrzeć się za zajęciem bardziej dla siebie
adekwatnym... Filch nie radzi już sobie z obowiązkami i przydałby mu się pomocnik.
Czy mam mu przekazać, że jesteś zainteresowany?
Seamus zarumienił się i zacisnął pięści. Wyglądał tak, jakby chciał coś odpowiedzieć,
ale świdrujące spojrzenie, które wbijał w niego nauczyciel, skutecznie powstrzymało
go od tak nierozważnego kroku.
- Brown... rozumiem, że nauka Eliksirów nie jest dla ciebie aż tak pasjonującym
zajęciem jak malowanie paznokci, jednak nalegam, abyś się do niej przyłożyła, w
przeciwnym razie nie zechce cię nawet ktoś pokroju Longbottoma.
Lavender była tak czerwona, iż wydawało się, że z jej włosów unosi się para.
Harry patrzył na to wszystko i po prostu nie mógł uwierzyć... Snape jeszcze nigdy nie
był aż tak chamski. Z jego ust sączył się jad, przeżerając wszystko, z czym tylko miał
kontakt. Wyglądał tak, jakby kompletnie nad sobą nie panował. Jakby ten gniew,
który czuł, ta burza, która w nim szalała, unosiła go na swych falach i wypływała z
niego w potoku kąsających słów, którymi obrzucał każdego, kogo tylko mógł nimi
dosięgnąć.
I Harry domyślał się powodu takiego zachowania, ale, do diabła, wcale nie zamierzał
na to pozwalać! To była sprawa pomiędzy nimi! Snape nie miał prawa wciągać w to
innych i wyładowywać na nich swojej frustracji!
- Longbottom! - Ostry głos Snape'a przerwał rozmyślania Harry'ego, ściągając jego
wzrok ku ławce Neville'a, przed którą zatrzymał się nauczyciel. Zobaczył autentyczny
strach w oczach chłopaka, a wyraz okrucieństwa, który widział na twarzy Mistrza
Eliksirów, sprawił, że Harry'ego ogarnęły bardzo złe przeczucia. - Co to ma być? -
wycedził Snape.
- Eliksir... od-odmładzają-jący - wymamrotał chłopiec.
- To ma być eliksir? W takim razie chyba nigdy żadnego nie widziałeś. To są pomyje,
a nie eliksir. Kolejna porażka, Longbottom. Mam dosyć twojej nieudolności. Jesteś
najbardziej żałosnym uczniem, jaki kiedykolwiek trafił do Hogwartu! - Słowa uderzały
jak bicz i po każdym smagnięciu Neville kulił się coraz bardziej, nie wiedząc, gdzie
podziać wzrok.
Harry usłyszał, jak siedząca obok niego Hermiona wciąga z oburzeniem powietrze,
ale niemal to do niego nie dotarło. W jego sercu wzbierała twarda, zimna masa, którą
ostre słowa i zachowanie Snape'a ociosywało w gotową do wystrzelenia strzałę.
Napięte jak cięciwy łuku nerwy z trudem utrzymywały ją na miejscu.
- Twoja głupota i nieudolność już dawno przekroczyły jakiekolwiek dozwolone normy.
Okrywasz hańbą naszą szkołę. Okrywasz hańbą cały czarodziejski świat - ciągnął
okrutnie Severus, wpatrując się w skulonego chłopca wzrokiem przepełnionym
lodowatą nienawiścią i absolutną pogardą. - Nie będę dłużej tolerował twojej
ignorancji i skrajnego imbecylizmu. Najwidoczniej jedynym sposobem, aby cię
czegokolwiek nauczyć, jest pozwolenie, abyś na własnej skórze przekonał się o
konsekwencjach swojej głupoty. Wypijesz te pomyje, które uwarzyłeś. Może kiedy
kolejny raz zakosztujesz swojej porażki, zaczniesz używać mózgu zgodnie z jego
przeznaczeniem. Oczywiście jeżeli go w ogóle posiadasz, a mam co do tego
poważne wątpliwości. - Mistrz Eliksirów uśmiechnął się pogardliwie, widząc skrajne
przerażenie, malujące się na twarzy ucznia.
- Nie.... - jęknęła cicho Hermiona, a dłonie Harry'ego mocno zacisnęły się w pięści.
Trawiła go lodowata gorączka. Jego ciało drżało z gniewu.
Wtedy Neville rzucił mu szybkie spojrzenie, pełne niemego błagania o pomoc, o
ratunek.
To było jak naciśnięcie na spust.
- Ja to wypiję! - oświadczył Harry. Głośno i zdecydowanie. Strzała została
wypuszczona. Wszystkie oczy skierowały się na niego. Severus zesztywniał i przez
chwilę po prostu stał bez ruchu. Harry wiedział, że była to zbyt jawna prowokacja,
aby mężczyzna mógł ją zignorować, szczególnie że uczniowie już zaczynali zerkać
na siebie pytająco, zastanawiając się najwyraźniej nad tym, dlaczego nauczyciel nie
reaguje.
W końcu bardzo powoli się odwrócił. Ich spojrzenia skrzyżowały się i Harry doznał
dziwnego wrażenia, jakby w powietrzu pojawiły się iskry. Coś w czarnych oczach
zadrżało przez chwilę, zanim przykryły je burzowe chmury. To nie było dobre
spojrzenie. Wręcz przeciwnie. Zwiastowało prawdziwą nawałnicę.
- Nie wtrącaj się, Potter! - wysyczał Mistrz Eliksirów głosem tnącym niczym ostrze
skalpela.
- Nalej mi trochę eliksiru, Neville. - Harry z trudem wyrwał wzrok spod wpływu
sztyletujących go oczu nauczyciela i spojrzał na zatrwożonego przyjaciela. - I podaj
mi go. - Kątem oka zobaczył, jak twarz Snape'a staje się czerwona z wściekłości.
- Niczego nie będziesz pił! - ryknął, a część uczniów skuliła się tak bardzo, że niemal
wpełzła pod ławki. - Ten eliksir wypije Longbottom!
Harry spojrzał twardo na Severusa.
- Kazał mi już pan pić różne świństwa... Co za różnica?