Snape stał jak osłupiały. Jego twarz gwałtownie pobladła, a na ściągniętym obliczu
pojawiło się coś na kształt desperacji.
"Muszę się opanować" - pomyślał Harry, zasłaniając dłonią oczy, chociaż wątpił, by to kogokolwiek zmyliło.
Byle tylko odszedł ten ból... byle zniknął...
Ale jak miał się, do cholery, opanować, skoro jego świat właśnie roztrzaskał się na
kawałki?
Tyle czasu minęło, tyle pokonał przeszkód, tyle musiał znieść tylko po to, żeby
usłyszeć to samo, co usłyszał wiele miesięcy temu... Tak jakby nic od tamtej pory się
nie zmieniło. Tak jakby cały ten wysiłek... nic nie znaczył.
Nic. Nic. Nic!
Ręka, którą przysłaniał oczy, drżała niekontrolowanie. Z całej siły zagryzał wargę,
tłumiąc w sobie szloch, który próbował przedostać się przez jego zwężone, piekące
gardło. Nawet nie zauważył, że ją przegryzł. Zrozumiał to dopiero, kiedy poczuł w
ustach cierpki smak krwi.
A jednak... mylił się wcześniej. To nie były wyrzuty sumienia. Snape nie był zdolny do
odczuwania czegoś takiego... Od samego początku to zawsze była jedynie...
pogarda.
Zadrżał gwałtownie, wydając z siebie gardłowy odgłos i w ostatniej chwili przełykając
szloch, który szarpnął całym jego ciałem.
- Harry? Wszystko w porządku? - Cichy, łagodny szept Hermiony gdzieś obok niego
przełamał panującą w pomieszczeniu, napiętą ciszę. Harry pokiwał nieznacznie
głową, nie odrywając dłoni od oczu.
Musi oddychać głęboko i spokojnie. Opanować się. Zmusić się do tego. Nie może
tak... musi...
Powoli opuścił rękę, ścierając łzy z twarzy. Jego zamglony wzrok padł na stojącą
przed nim nieruchomo, ciemną sylwetkę.
I w tej właśnie chwili grobową ciszę przerwał dźwięk dzwonka, odbijającego się
echem w korytarzach zamku. Ale w klasie nadal panowało milczenie.
- Wynoście się. - Głos Snape'a wydawał się dziwnie zduszony. - Potter zostanie.
Harry zamknął oczy. Teraz było mu już wszystko jedno.
W sali rozbrzmiał szum, kiedy uczniowie zaczęli podnosić się z miejsc i zbierać swoje
rzeczy. Nikt się nie odzywał.
- Harry... zaczekamy na ciebie za drzwiami - powiedziała łagodnie Hermiona, patrząc
na przyjaciela ze współczuciem wymieszanym z głębokim zaniepokojeniem.
Pokiwał głową, automatycznie schylając się po torbę i pakując do niej swoje rzeczy,
chociaż sam nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, co robi. Uczniowie powoli
opuszczali klasę.
Harry odłożył torbę i spojrzał pustym wzrokiem w ścianę. Snape przez cały czas stał
przed jego ławką, tak jakby jego nogi wrosły w ziemię i nie był w stanie się poruszyć.
W chwili, kiedy drzwi zamknęły się za ostatnim uczniem, Harry poczuł powiew magii.
Rozpoznał zaklęcie wyciszające. W pomieszczeniu zapanowała głucha cisza.
- Sprowokowałeś mnie, Potter. - Dziwnie napięty głos Severusa przerwał wiszące w
powietrzu milczenie. - Nigdy nie wiesz, gdzie leży granica, której nie powinieneś
przekraczać. Zawsze byłeś... - Severus urwał nagle, jakby powstrzymał się w
ostatniej chwili. - Nie miałem tego na myśli - dodał po chwili milczenia, kiedy Harry w
żaden sposób nie zareagował na jego słowa. - Nie chciałem tego powiedzieć.
Zdenerwowałeś mnie. Gdybyś nie zaczął... - ponownie urwał. - Nie możesz brać do
siebie wszystkiego, co powiem. Przecież mnie znasz. - W jego głosie zaczęła
pobrzmiewać desperacja. Kiedy Harry nadal nic nie mówił, odezwał się niepewnie: -
Potter?
- Zawsze byłem dla ciebie nikim - powiedział cicho Harry, tak jakby Snape w ogóle
się nie odezwał. Tak jakby drzwi dopiero przed chwilą się zamknęły. I jakby mówił
tylko do siebie albo do ściany, na którą spoglądał. - Nigdy nic dla ciebie nie
znaczyłem. Byłem głupi, myśląc że kiedykolwiek uda mi się sprawić, że kiedyś będę
dla ciebie kimś więcej niż... - zawahał się tylko przez ułamek sekundy - ...niż nic
nieznaczącym zerem.
- Powiedziałem tak tylko dlatego, że mnie... - zaczął mężczyzna, ale Harry nie
pozwolił mu dokończyć. Ani jedno słowo, które wypowiadał teraz Snape, nie miało
dla niego znaczenia. W ogóle ich nie słyszał, tak jakby odbijały się od czegoś bardzo
zimnego i twardego, co wyrosło wokół Harry'ego.
- Miałem takie marzenie - przerwał mu tym samym cichym, złamanym głosem, wciąż
wpatrując się nieobecnym wzrokiem w ścianę. - Ja... chciałem zdobyć twoje serce.
Tak bardzo tego pragnąłem. Myślałem, że mi się uda... że przebiję się kiedyś przez
cały ten chłód, pogardę, nienawiść... ale nie udało mi się. Poniosłem porażkę.
- Potter, posłuchaj mnie... To, co mówisz, jest absurdalne. Przecież sam doskonale
wiesz, że...
Ale Harry nie słuchał. Słowa same płynęły. Nie potrafił ich powstrzymać. Z
pękniętego serca wypływał gromadzony miesiącami żal. Wszystko, co zawsze w
sobie dusił, spychał na samo dno - do najciemniejszego, najodleglejszego
zakamarka. Teraz to wszystko zostało uwolnione. I przelewało się przez jego usta.
- Jak mogłem być taki głupi? Teraz to zrozumiałem. Zrozumiałem, że po tym
wszystkim, co razem przeszliśmy, przez te wszystkie miesiące, kiedy walczyłem o
ciebie, że przez cały ten czas... nic dla ciebie nie znaczyłem. Od chwili, kiedy
powiedziałeś mi to po raz pierwszy w klasie... nic się nie zmieniło. Absolutnie nic. I