nigdy się nie zmieni. Zawsze będę dla ciebie tylko... nikim. - Jego głos załamał się
nagle. Jakby ciężar tych słów był zbyt wielki, zbyt przygniatający. Zamknął oczy,
nabierając powietrza do ściśniętych, obolałych płuc.
Przez chwilę panowała cisza. I wtedy Harry usłyszał szept Severusa, jakby głos był
zbyt zawodny, aby wypowiedzieć te słowa:
- Nie jesteś dla mnie nikim.
Ale Harry nie wierzył. Teraz były to tylko puste słowa. Tego, co zostało
wypowiedziane, nie można już było cofnąć. Zawisło pomiędzy nimi, zamieniając się
w barierę, przez którą nic nie potrafiło się już przedostać.
- Nigdy już się nie dowiem, jak to jest, kiedy jest się... potrzebnym. Kiedy komuś na
tobie zależy. Nie poczuję tego... - dotknął swojej klatki piersiowej na wysokości serca
- ...tego czegoś... tutaj. - Westchnął głęboko, pragnąc spłukać ból, który ponownie
zaczął uwierać go w piersi, zakleszczając go w swym uścisku. - Wiesz, to zabawne...
ja zawsze dla wszystkich byłem nikim. Widocznie tak ma być...
To był już koniec. Ostatnia kropla opadła. Nie pozostało w nim już nic, co chciałby mu
powiedzieć.
Podniósł się z miejsca i po raz pierwszy od początku całej tej rozmowy spojrzał na
Snape'a. Mistrz Eliksirów był niezwykle blady. W czarnych, rozszerzonych oczach
widniało głębokie poruszenie. Napięta twarz starała się przybrać zacięty wyraz, który
nie potrafił się na niej utrzymać dłużej niż przez kilka sekund, ponieważ bardzo
szybko przysłaniało go... poczucie winy.
Harry sięgnął do kieszeni i wyjął z niej zielony kamień. Przez chwilę przyglądał mu
się, ważąc go w dłoni.
Wiązało się z nim tyle wspomnień... tak wiele razy cieszył się, widząc emanujący z
niego blask...
Opowiedz.
Wszystko z tobą w porządku, Potter?
Schowek. Teraz.
Cii ... Już dobrze, Potter, jutro się tobą zajmę.
Przyjdź.
Dlaczego jeszcze nie śpisz?
Dobranoc, Potter.
Ale teraz te wspomnienia... nic już dla niego nie znaczyły.
Westchnął i odłożył kamień na ławkę.
- Nie będzie mi już potrzebny - powiedział cicho.
Snape nie patrzył już na Harry'ego. Miał opuszczoną głowę i wpatrywał się w leżący
na stoliku kamień. Powoli wyciągnął rękę i niepewnie dotknął zielonej powierzchni.
Długie palce drżały.
Po chwili z jego ust wydobył się gardłowy, wibrujący dziwnie szept:
- To... nie tak. Moje zachowanie... było...
- Nie chcę tego słuchać - przerwał mu Harry. Mężczyzna powoli uniósł głowę, tak
jakby przyszło mu to z największym trudem. - Proszę o przydzielenie moich
szlabanów innemu nauczycielowi - powiedział Harry, nieco głośniej niż dotychczas,
schylając się po leżącą na ziemi torbę. Zarzucił ją na ramię i po raz ostatni spojrzał w ciemne oczy Mistrza Eliksirów. Oczy, w których szalała... już nawet nie burza. Coś
znacznie głębszego, rozjaśniając je nagłymi, oślepiającymi błyskawicami. - Do
widzenia... profesorze Snape.
Przez twarz mężczyzny przebiegł cień, kiedy Harry wymówił ostatnie słowo, ale nic
więcej już nie zobaczył, gdyż odwrócił się i odszedł. Kiedy przekroczył próg klasy, a
drzwi zamknęły się za nim, poczuł się tak... jakby pozostawił za nimi część siebie.
--- rozdział 50 ---
50. Take your heart and run
So I guess it's over now
And you broke me down somehow
I can hear what you said
Echoing in my head
I'm losing...myself
I'm shaking deep inside
I'm having trouble breathing
I need somewhere to hide
Away cause I am healing
I'm having trouble breathing
Tomorrow I am healing...*
- Mój rozkaz był jasny. Miałeś go trzymać blisko siebie! Wiesz, jakie to dla nas
ważne!
Snape z trudem podniósł się z zimnej posadzki, podpierając się na drżących rękach.
Z kącika ust spływała mu krew. Nie uniósł głowy. Trzymał ją opuszczoną, wbijając
spojrzenie w swoje odbicie w ciemnym marmurze.
- Wybacz, mój Panie. Dałem się ponieść... nienawiści. Ale to tylko niewielka
przeszkoda. W gruncie rzeczy ta sytuacja jest nam bardzo na rękę.
Voldemort opuścił nieco różdżkę, którą celował w klęczącego na podłodze
mężczyznę, i zmrużył swoje czerwone oczy.
- To znaczy?
Snape podniósł głowę. Na jego wargach błąkał się groźny uśmiech.
- Poczekam, aż chłopak ochłonie i zacznie tęsknić. Będę mógł w spokoju dokończyć
eliksir, a on nie będzie plątał mi się pod nogami. A kiedy nadejdzie odpowiednia
pora... wtedy uderzę. - Coś w czarnych oczach rozbłysło stalową pewnością siebie. -
Tak to rozegram, że Potter padnie mi do stóp i będzie błagał o to, abym pozwolił mu
do siebie wrócić.
Voldemort do końca opuścił rękę, uważnie przyglądając się ciemnym, zmrużonym
oczom.
- Nie wątpię - odezwał się po chwili. - Wielokrotnie już mi udowodniłeś, że jesteś
najlepszy w tego typu zadaniach. Ale nie będę tolerował twojej samowoli. Masz się
trzymać instrukcji.
- Nie obawiaj się, mój Panie. Potter będzie gotowy na czas.
Na ustach Voldemorta pojawił się lodowaty uśmiech. Odwrócił się gwałtownie i
podszedł do wysokiego krzesła, znajdującego się w drugim końcu sali.
- Ile to jeszcze zajmie? - zapytał, siadając miękko na hebanowym krześle.
Snape powoli podniósł się z podłogi i wyprostował. Otrzepał swoje szaty i przybrał