dumną postawę, tak jakby nie otrzymał jeszcze chwilę temu kilku Cruciatusów pod

rząd.

- Niewiele ponad dwa tygodnie. Wszystko już prawie gotowe. Dam mu eliksir na

godzinę przed wyjściem do Hogsmeade.

- Pamiętaj, że nikt nie może wiedzieć o tym, że poszedł z tobą do Hogsmeade. Po

wszystkim wrócisz do zamku i kiedy ten stary dureń zorientuje się, że chłopak zaginął

i ogłosi alarm, rozpoczniesz poszukiwania razem z innymi. Będziesz mi tam

potrzebny, Severusie.

Mężczyzna skinął sztywno głową. Jego twarz wyglądała teraz niczym maska. Nie

poruszał się na niej ani jeden mięsień.

- Wiesz, co cię spotka, jeżeli zawiedziesz... - Głos Voldemorta obniżył się o kilka

tonów i wydawało się, że w pomieszczeniu zrobiło się nagle chłodniej.

- Wszystko pójdzie zgodnie z planem - odparł zdecydowanie Snape, tak jakby w

ogóle nawet nie rozważał innej opcji.

Voldemort zmrużył oczy.

- Chcę zajrzeć do twojego umysłu, Severusie.

Mężczyzna nie wydawał się zaskoczony tym żądaniem. Voldemort często

przeszukiwał umysły swoich zwolenników, aby upewnić się, że są mu całkowicie

wierni. Rzadko kiedy jednak o tym uprzedzał. Wtargnięcie z zaskoczenia sprawiało

mu o wiele większą przyjemność, ponieważ wiązało się ze znacznie dotkliwszym

bólem dla ofiary, która zaskoczona niespodziewaną penetracją swych myśli,

próbowała się bronić i wyrzucić intruza ze swojej głowy. A Voldemorta nie dało się

wyrzucić, nie tracąc przy tym świadomości. Dlatego penetracja przebiegała o wiele

mniej boleśnie, jeżeli ofiara się nie broniła i nie próbowała czegoś ukryć. Najlepiej

było po prostu pozwolić mu oglądać wszystko.

Pionowe źrenice Czarnego Pana rozszerzyły się nieco, kiedy wtargnął do umysłu

stojącego przed nim mężczyzny. Na skroni Snape'a pojawiła się pulsująca boleśnie

żyła, a usta zacisnęły się w bladą linię. Pomimo wszelkich starań nie potrafił ukryć

cierpienia, które pojawiło się na jego twarzy. Zdawało się płonąć tuż pod naciągniętą

skórą. Spływało po niej w kroplach potu.

Po chwili Voldemort wycofał się. Z ust mężczyzny wyrwało się ledwie dosłyszalne

westchnienie.

Voldemort odchylił się w swym przypominającym tron krześle i uśmiechnął z

satysfakcją.

- Doskonale - wyszeptał. Zamknął na chwilę oczy i na jego twarzy pojawiło się coś

bardzo niebezpiecznie przypominającego rozkosz. Jakby przypominał sobie coś, co

sprawiało mu ogromną przyjemność. - Uwielbiam oglądać to wspomnienie.

Uwielbiam patrzeć w jego zielone przerażone oczy, kiedy zaczynasz go dusić tym

krawatem. - Powieki uniosły się i czerwone oczy wbiły się w czarne. - Jestem z ciebie

zadowolony, Severusie. Rozebrałeś go dla mnie na kawałki. Nie pozostało w nim już

niczego, czego bym nie poznał. Dzięki tobie zajrzałem w każdy, nawet

najmroczniejszy zakątek jego duszy. I już niedługo ta dusza będzie należała do mnie.

- Pozbawione warg usta rozciągnęły się w upiornym uśmiechu.

- To była dla mnie przyjemność - odparł Snape, skłaniając głowę i uśmiechając się

do siebie z zadowoleniem.

***

Kiedy budzimy się rano, mamy tylko kilka sekund... kilka sekund błogiej

nieświadomości, zanim dryfująca przez krainy snu jaźń powróci do naszego ciała,

przynosząc ze sobą... strach. Kilka sekund cudownej niewiedzy, zanim zrozumiemy,

kim jesteśmy, gdzie się znajdujemy i co nas czeka. Zaledwie kilka sekund, by

przygotować się na uderzenie świata. I nagle nie jesteśmy już unoszącą się w

bezpiecznej ciemności istotą stworzoną z marzeń... dopada nas rzeczywistość.

Uświadamiamy sobie nagle z całą mocą, że to, co wydarzyło się wczoraj, było

prawdą i że dzisiaj może być tylko gorzej. I nie ma przed tym ucieczki. Trzeba wstać

i... przeżyć jakoś ten dzień. Nie możemy zanurzyć się z powrotem w niewiedzy. Nie

ma już odwrotu.

Harry nie był wyjątkiem. Kiedy obudził się tego chłodnego, wtorkowego poranka,

przez kilka sekund był kimś innym. Kimś, kto nie odczuwa, nie marzy, nie żałuje...

Kimś, kogo świat nadal istnieje i nadchodzący dzień nie kojarzy mu się jedynie z

bólem i pustką.

Ale trwało to tylko kilka sekund. Potem w jednej wstrząsającej chwili wszystko nagle

powróciło. I musiał bardzo mocno zacisnąć powieki, by powstrzymać wlewającą się

do jego umysłu gęstą lawę wspomnień. Ale wraz z obrazami i słowami nadpłynęło

również coś, co zacisnęło mu pętlę na gardle i sprawiło, że poczuł bolesny ucisk w

klatce piersiowej.

Wziął głęboki, drżący oddech i jeszcze przez kilka chwil łudził się, że to może jednak

tylko sen. Że zaraz obudzi się naprawdę i nie będzie czuł tego uścisku ani goryczy i

będzie mógł po prostu wstać z łóżka i... żyć. A może ktoś rzucił na niego zaklęcie

Legilimens Evocis i zamknął go w koszmarze?

Jego ręka bez udziału woli powędrowała pod poduszkę w poszukiwaniu chłodnej,

gładkiej powierzchni kamienia. Ale nie znalazła go tam.

To nie był koszmar. To była prawda.

Ostrożnie uniósł powieki.

Jesteś i zawsze będziesz dla mnie nikim. Rozumiesz? Nikim!

Ponownie zacisnął powieki.

Nie! Nie chciał sobie tego przypominać! Jaki to miało sens? To był już koniec.

Koniec.

Cóż, to słowo nie brzmiało zbyt optymistycznie. Nie, brzmiało... ostatecznie. Czuł się

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги