W jednej chwili zalały go wspomnienia, cały ciąg wspomnień, o których nie chciał
pamiętać, które starał się wyprzeć przez całe dwa tygodnie. Ponieważ to nie były
odpowiednie wspomnienia. On chciał pamiętać tylko złe rzeczy, tylko je ciągle
przywoływał, tylko o nich myślał.
Snape. Który go torturował. Który wlał mu do gardła eliksir i patrzył, jak Harry cierpi...
Severus. Który z czułością zajmował się jego zranioną nogą.
Snape, który skrzywdził go w szale zazdrości.
Harry, który marzył o skrzywdzeniu Severusa, kiedy ogarnął go szał zazdrości o
Notta.
Jesteś nikim.
Jesteś tylko ty.
Snape... który rzucał go na ścianę, dusił krawatem, karał go za każdą
niesubordynację...
Severus... który próbował rozmawiać z nim o Quidditchu, pomógł mu porozumieć się
z przyjaciółmi, pocieszał go po koszmarze, przygotował mu kolację, zaniósł go do
sypialni, przytulił się do niego we śnie, dał mu prezent na gwiazdkę, nie pozwolił mu
zrezygnować z Quidditcha, martwił się o niego, kiedy Harry nie poszedł spać,
pomagał mu w nauce...
Zwariuję przez ciebie...
Nie, nie, nie!
Nie mógł być tak słaby, Nie mógł dopuszczać do siebie tych wspomnień. Musiał
ponownie je odepchnąć, wyprzeć, zdusić, póki jeszcze mógł.
Snape... Snape... Snape...
Otworzył oczy. Tlił się w nich gniew.
Snape, który nigdy go nie pocałował. Nie tak naprawdę. Nie tak, jak całuje się kogoś,
na kim ci zależy.
W jego serce ponownie wkradł się znajomy, uspokajający chłód. Podniósł głowę i
oparł ją o ścianę, przymykając powieki.
Snape dla niego nie istnieje. I nie może pozwolić sobie na to, aby jeszcze
kiedykolwiek zaistniał. Nie może.
Westchnął i otworzył oczy.
Wygrał. Tym razem wygrał.
Tym razem.
***
- Harry, a ty znowu tutaj.
Harry odwrócił się na krześle i spojrzał wprost w błękitne oczy Dumbledore'a.
- Och, dzień dobry, profesorze - odparł, zastanawiając się, skąd u licha dyrektor wie
o tym, że Harry chodzi ostatnio do biblioteki znacznie częściej niż zazwyczaj. No, ale
w końcu to był Dumbledore.
- Chyba powinieneś być teraz na kolacji? - zapytał dyrektor. To była prawda. Ale
Harry nie miał ochoty marnować czasu na jedzenie. I tak miał go ostatnio bardzo
mało. Wolał się uczyć, a o tej porze biblioteka była opustoszała, co było mu bardzo
na rękę, ponieważ o wiele łatwiej mógł się skupić.
- Nie jestem głodny - odparł, wzruszając ramionami.
- Jeżeli nie masz nic przeciwko, to chętnie bym z tobą porozmawiał. Ostatnio byłem
dość mocno zajęty, chociaż z tego, co wiem, ty również. - Oczy dyrektora zamigotały
i Harry doznał bardzo dziwnego wrażenia przewracania się wnętrzności. Miał
nadzieję, że dyrektor nie podejrzewa, że on...
- Oczywiście. Nie. To znaczy tak. Możemy porozmawiać.
- W takim razie chodźmy.
Przez całą drogę do gabinetu Harry szedł ze spuszczoną głową, od czasu do czasu
zerkając na plecy Dumbledore'a i zastanawiając się, czego dyrektor może od niego
chcieć i o czym chciał z nim porozmawiać. Weszli do gabinetu, a Dumbledore zasiadł
za biurkiem i przysunął Harry'emu półmisek z ciasteczkami oraz wciąż parującą
herbatę. Widać, że zaplanował to spotkanie.
Dyrektor splótł palce i spojrzał na Harry'ego ponad swoimi okularami połówkami.
Wyglądał na równie zmęczonego, jak ostatnio, ale tym razem jego okolone siecią
zmarszczek oczy nie były już przygaszone. Błyszczały. Harry zastanawiał się, czy to
możliwe, że jakieś plany poszły nareszcie po jego myśli i Zakonowi zaczęło się coś
układać? Miał nadzieję, że dyrektor zaprosił go tutaj nie bez powodu i że może w
końcu zechce mu coś wyjawić...
- Jak twoje szlabany z profesorem Snape'em? - zapytał nagle Dumbledore.
- Ee... - Harry poczuł, że robi mu się gorąco. To pytanie całkowicie go zaskoczyło. Co
miał powiedzieć? Przecież nie może skłamać, że nadal na nie chodzi, bo co będzie,
jeżeli dyrektor wie, że zostały przerwane? Ale zaraz, jeżeli by wiedział, to po co
miałby o to pytać?
- Dobrze - wydusił w końcu ze ściśniętym gardłem.
Dyrektor przyglądał mu się z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Harry próbował
wyglądać na całkowicie rozluźnionego.
- Hmm - odparł w końcu Dumbledore (czego Harry kompletnie nie potrafił
zinterpretować, ponieważ równie dobrze mogło oznaczać "Skoro tak twierdzisz..." jak i "To świetnie!") i wskazał na tacę z ciasteczkami. - Może się poczęstujesz, Harry?
Chłopak automatycznie sięgnął po ciasteczko i ugryzł kawałek. Było owsiane i miało
w środku rodzynki. Spojrzał na dyrektora, który także wziął jedno dla siebie, lecz
zanim je ugryzł, powiedział:
- Pewnie zastanawiasz się, dlaczego cię o to zapytałem. Po prostu... doszły mnie
ostatnio słuchy, że niezbyt dobrze układa się pomiędzy tobą, a profesorem
Snape'em. Podobno na jednej z lekcji miały miejsce niezwykłe wypadki.
Harry gwałtownie wciągnął powietrze, kawałek ciastka wpadł mu nie do tego
przewodu, co trzeba, i Harry zaczął się krztusić.
- Och, powinieneś przepić to herbatą, mój chłopcze - doradził Dumbledore,
przysuwając mu bliżej filiżankę. Harry z załzawionymi oczami sięgnął po herbatę,
wypił kilka łyków i po kilku chwilach atak kaszlu ustąpił. Spojrzał na dyrektora. Na
jego twarzy dostrzegł jedynie uprzejme zaciekawienie.