To jasne, że doszły do niego słuchy. W końcu huczała o tym cała szkoła... Ale co

miał mu niby powiedzieć? "To prawda. Profesor Snape okazał się największym

draniem Czarodziejskiego Świata i przez to musiałem z nim zerwać" raczej nie

brzmiało odpowiednio.

Dyrektor odchylił się na krześle i wbił w Harry'ego swoje iskrzące, błękitne oczy.

Co miał mu powiedzieć? Musi coś wymyślić! Musi!

- Ekhm... pomiędzy mną a profesorem Snape'em nigdy nie układało się zbyt dobrze -

odparł w końcu, zagryzając wargę.

- Och, doskonale o tym wiem, Harry, ale sądziłem, że jeżeli spędzicie ze sobą trochę

czasu, to może dojdziecie w końcu do porozumienia.

Harry zmarszczył brwi. Do porozumienia? Ze Snape'em? Dobre sobie.

- Przykro mi, dyrektorze, ale to chyba nigdy nie będzie możliwe.

Dumbledore przyglądał mu się z uwagą. Harry próbował wytrzymać to spojrzenie.

- Cóż - odparł w końcu mężczyzna, po czym ugryzł ciasteczko, które od pewnego

czasu trzymał w dłoni. - A jak twoje rany?

Harry rozszerzył oczy.

- Jakie... jakie rany?

- Te, które profesor Snape zostawił na twoich plecach za pomocą bata? A może to

była rózga? Nie pamiętam.

Harry wpatrywał się w niego z niedowierzaniem, czując że jego żołądek znalazł się

nagle gdzieś w okolicach gardła.

Skąd? Jak? To miała być jakaś prowokacja, czy też dyrektor mówił poważnie?

Przecież chyba... przecież nie mógł...

Po chwili Dumbledore przerwał tę napiętą ciszę i... zachichotał. Pochylił się w stronę

oszołomionego Harry'ego, opierając łokcie na biurku.

- Przepraszam, Harry. Najwyraźniej moje żarty nie są już tak zabawne jak kiedyś.

Zawsze uważałem, że uczniowie w naszej szkole mają niesamowicie bogatą

wyobraźnię.

Żołądek Harry'ego powrócił na miejsce. Boże, jeszcze jedna taka uwaga i padnie na

zawał...

- Tak, zawsze coś wymyślą... - spróbował zażartować.

- Prawda? Tak samo, jak te plotki, które chodziły po szkole na początku roku

szkolnego... - mówił dalej Dumbledore, wpatrując się w Harry'ego sokolim wzrokiem,

a chłopak czuł, że jego żołądek ponownie zaczyna drżeć z niepokoju.

- Plotki? - zapytał, próbując okazać niewinne zainteresowanie.

- Tak, jakobyś... jakby to powiedzieć? Jakobyś żywił do profesora Snape'a pewne

specyficzne uczucia...

O cholera! O kurwa! O... psia jego mać!

Nie, tylko spokojnie! Przecież Dumbledore powiedział tylko, że to jakieś tam plotki...

Harry próbował zachować kamienną twarz, pomimo iż w jego wnętrzu rozszalała się

wichura.

O boże, a jeżeli on wie? Jeżeli czegoś się domyśla?

- ...oczywiście uznałem to za efekt zbyt rozbuchanej wyobraźni, ale sam widzisz, że

uczniowie tej szkoły potrafią wymyślić nawet najbardziej nieprawdopodobne historie -

dokończył Dumbledore, ani na sekundę nie odrywając spojrzenia od zielonych oczu

Harry'ego.

W jego spojrzeniu było coś dziwnego i Harry dostrzegł to dopiero teraz, ale nie

potrafił tego wyłuskać ani nazwać. Miał wrażenie, że dyrektor mówi mu to, co

chciałby usłyszeć, a nie to, co...

- Naprawdę były takie plotki? - wydukał w końcu, próbując udawać zaskoczenie i

obojętność. - Uważam, że to, co czasami wymyślają, jest naprawdę śmieszne i

obrzydliwe. Nie mam pojęcia, jak ktoś w ogóle mógł wpaść na taki idiotyczny pomysł.

Dyrektor pokiwał głową i uśmiechnął się.

- Zadziwiające, prawda?

Harry spojrzał w dół. Z ciastka, które trzymał w dłoni, pozostała jedynie miazga.

Dlaczego, odkąd tylko wszedł, ciągle rozmawiali o Snapie? Nie podobało mu się to.

- Nie jesz ciasteczka? Są naprawdę pyszne. I podobno zdrowe. Minerwa ciągle

powtarza mi, że powinienem skończyć ze słodyczami i zacząć odżywiać się

bardziej... odpowiednio dla ludzi w moim wieku - powiedział swobodnie dyrektor,

sięgając po kolejne ciastko.

- Przepraszam - wymamrotał Harry. - Źle się czuję.

- Och, to niedobrze. Wezwać panią Pomfrey?

- Nie - zaprzeczył szybko Harry. - Nie trzeba, to... niedługo powinno przejść.

"Kiedy tylko stąd wyjdę" - dodał w myślach.

- Mam nadzieję. Ale wiesz... czasami wydaje nam się, że sami damy sobie radę i że

to, co nas boli, to nic takiego, chociaż prawda jest taka, że potrzebujemy pomocy i że

powinniśmy... o nią kogoś poprosić.

Harry przełknął ślinę i spojrzał prosto w błękitne oczy dyrektora. Nie było w nich już

iskierek.

Spuścił wzrok i spojrzał na swoje drżące dłonie. Zacisnął je w pięści.

Miał szansę. Miał teraz jedną, jedyną szansę, aby komuś powiedzieć. Aby wyrzucić

to z siebie, zanim oszaleje. Dumbledore zawsze był po jego stronie. Pomagał mu.

Może... może mógłby mu powiedzieć...

- Panie profesorze... czy uważa pan, że sny... mogą być wizjami?

Dumbledore zmarszczył brwi.

- Zależy, jakie sny.

Harry zagryzł wargę. Chciał się tego dowiedzieć. Musiał wiedzieć. Musiał wiedzieć,

że to, co widział we śnie, nie było...

- Miałem taki sen. Kilka dni temu. Ja... leżałem na podłodze. Wszędzie byli

Śmierciożercy. I Voldemort. Torturował mnie. On... rzucił na mnie jakieś straszne

zaklęcie. Wiedziałem, że zaraz umrę i nie mogłem... nie mogłem nic zrobić. Nic. -

Zacisnął powieki, ponownie uderzony obrazem gasnących, czarnych oczu. Miał

wrażenie, że w jego żołądku pojawiła się ciężka, lodowata bryła.

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги