"To wszystko przez ciebie" - pomyślał, wpatrując się w pająka. - "Przez ciebie. Cała ta wojna, to wszystko twoja wina! Muszę cię zniszczyć! Nienawidzę cię, słyszysz?

Nienawidzę! To ty do tego doprowadziłeś! To ty zabiłeś moich rodziców! Wiem!

Jesteś... to ty jesteś Voldemortem! Tak! Jesteś Voldemortem i nienawidzę cię tak

bardzo, że aż... aż..."

- Aduro!

Z końca różdżki wyleciała maleńka smużka czerwonego dymu, która pyknęła cicho i

rozwiała się.

Harry westchnął i opuścił dłoń.

Jak miał to zrobić? Przecież to było kompletnie bez sensu. Nawet jeżeli próbował

sobie wyobrazić, że na końcu odwłoka znajduje się maleńka twarz Voldemorta. Nie,

nigdy nie uda mu się rzucić tego zaklęcia. Nie w takich warunkach. Po prostu, kiedy

nadejdzie pora konfrontacji z Voldemortem... będzie musiał improwizować.

A teraz lepiej chyba będzie, jeżeli skupi się na przeciwzaklęciach i Legilimens Evocis.

Tak, tak będzie lepiej.

***

Resztę tygodnia spędził na lekcjach (z których niewiele pamiętał, ponieważ wciąż

myślał o tym, jak rzucić Legilimens Evocis), czytaniu w bibliotece (okazjonalnym,

ostatnio nie miał już tak dużo czasu), zajęciach z Tonks (która na razie uczyła go

jedynie różnych rodzajów zaklęć-tarcz i nie miał jeszcze okazji zapytać ją o

legilimencję) oraz spotkaniach z Luną i kolejnych próbach rzucenia Legilimens

Evocis (nie udało mu się ani razu). Hermiona nie komentowała tego, że Harry ciągle

gdzieś znika, za to Ron zdawał się być coraz bardziej zirytowany tym, że jego

najlepszy przyjaciel nie ma dla niego nawet chwili czasu. Na szczęście Hermiona

próbowała go czymś zająć. Na przykład całowaniem.

Jakby jeszcze tego było mało, czuł w sobie coraz większe napięcie i kilka razy łapał

się na tym, że samo pocieranie penisem o spodnie sprawiało, że robił się twardy.

Dwa dni pod rząd miał mokre sny i budził się z erekcją. Obciągał sobie szybko, aby

pozbyć się nagromadzonej spermy i poczuć ulgę. Starał się wtedy o niczym nie

myśleć, a już w szczególności wyrzucić z pamięci obrazy ze snu. Obrazy, w których

leżał na zielonym fotelu, z głową wciśniętą w siedzisko i czuł ostre pchnięcia. Na

szczęście skutecznie udawało mu się blokować myśli o tym, kim była osoba, której

pchnięcia czuł.

W zasadzie to Harry był tak zajęty, że nie miał nawet czasu na to, aby... nienawidzić

Snape'a. Po prostu o nim nie myślał. I nawet nie spotykał go już tak często, jak

wcześniej. Czasami tylko widział go na posiłkach albo na korytarzach. Nie wiedział,

czy to z powodu tego, że nie chodził już tak często do biblioteki, a nawet jeżeli już, to o bardzo nieregularnych porach, czy też Snape w końcu postanowił dać mu spokój.

Nie, wolał się nad tym nie zastanawiać.

Niezależnie od tego, co było powodem, to podczas piątkowej lekcji Eliksirów Snape

zachowywał się tak samo, jak przez ostatnie dni. To znaczy, że próbował udawać

zwykłego nauczyciela. Wciąż wyglądał na trochę zamyślonego i nie powiedział

Neville'owi nic na temat braku nowego kociołka, który jeszcze nie dotarł z domu, i po

prostu kazał mu się przysiąść do Hermiony, stwierdzając że "może jakimś cudem

spłynie na niego trochę tego, co Granger ma w głowie", co było "zawelonowaną

pochwałą" jak stwierdził później Ron.

- Chyba zawoalowaną.

- No przecież mówię. Zawelonowaną.

- Nie. Tu chodzi o woal, a nie o welon.

- A co za różnica, Hermiono? Przynajmniej da się to wymówić.

- Różnica polega na tym, że takie słowo nie istnieje, Ronaldzie.

- E tam. W takim razie właśnie je stworzyłem. A poza tym odkryłem już, co się stało

ze Snape'em.

Hermiona rzuciła Harry'emu szybkie spojrzenie. Harry nie odwzajemnił go.

Wpatrywał się w płomienie z ręką zawieszoną nad pergaminem. Pisali właśnie esej

na Historię Magii, siedząc na kanapie w Pokoju Wspólnym.

- Tak? - zapytała uprzejmie, ponownie spoglądając na rozpromienionego Rona.

- To wszystko przez Dumbledore'a! Założę się o sto galeonów, że nieźle nagadał

Snape'owi po tym, jak dowiedział się o jego zachowaniu na lekcji i zagroził mu, że

jeżeli się nie zmieni, to wywali go ze szkoły! Ha! I co wy na to?

Oboje milczeli. Harry nadal nie odrywał spojrzenia od płomieni. W końcu odezwała

się Hermiona.

- Tak, pewnie tak było - powiedziała cicho, pochylając się nad swoimi notatkami.

- Serio? Wow. Nie wierzę, że się ze mną zgodziłaś. To pewnie przez to, że niedługo

Walentynki, co? - Rudzielec wyszczerzył się. Hermiona rzuciła mu ostre spojrzenie i

Ron szybko spuścił wzrok i wbił go w leżący przed sobą pergamin. Przez chwilę

pracowali w ciszy. A przynajmniej Hermiona i Ron pracowali, ponieważ Harry ciągle

siedział zamyślony, ze wzrokiem utkwionym w ogrzewających mu twarz płomieniach.

- Nie, to chyba jednak nie to - odezwał się nagle Ron, podnosząc głowę i marszcząc

brwi, jakby uderzony nagła myślą. - Ginny powiedziała przecież, że Snape zachowuje

się na ich lekcjach tak samo jak zawsze. To znaczy jak wielki, obrzydliwy, tłusty

dupek.

- Idę do dormitorium - oświadczył nagle Harry, wstając i zbierając swoje rzeczy. -

Jestem śpiący. Jutro dokończę.

- Dlaczego? Przecież mieliśmy...

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги