Przez chwilę panowała cisza. I wtedy Harry usłyszał łagodny głos Dumbledore'a:
- Czy w tym śnie... tylko ty byłeś torturowany, czy ktoś jeszcze?
Serce Harry'ego zabiło mocniej. Nie otwierając oczu, odpowiedział:
- Nie. Tylko ja. - Starał się, aby jego głos nie drżał aż tak bardzo, ale nie potrafił nad nim zapanować. Uniósł powieki. Dumbledore spoglądał na niego ze zmarszczonym
czołem. - Co to mogło oznaczać, profesorze? Ja... to było takie realne. Jakby
naprawdę... - urwał i wbił spojrzenie w leżący na blacie talerz ciasteczek.
- Bolała cię blizna, kiedy ci się to śniło?
- Nie. W ogóle.
- W takim razie uważam, że nie powinieneś przejmować się tym snem, Harry - odparł
po chwili Dumbledore. Jego głos był całkowicie poważny. - Myślę, że to była jedynie
projekcja twojej podświadomości. Czasami tak jest, że jeżeli czegoś bardzo się
boimy albo nie chcemy o tym myśleć, spychamy to gdzieś głęboko na samo dno
świadomości. Ale wszystko musi w końcu wypłynąć na powierzchnię. Jeżeli
blokujesz pewnym ideom dostęp do swoich myśli... wtedy muszą poszukać innej
drogi.
Harry słuchał tego ze zmarszczonymi brwiami.
- Czyli... pan uważa, że to po prostu sen? Że to się nigdy nie wydarzy?
- Tak, tak właśnie myślę, Harry. Cóż, nie jestem ekspertem od wizji, z tym
zagadnieniem musiałbyś zgłosić się do profesora Firenzo, ale w twoim obecnym
stanie takie sny są prawidłową reakcją obronną. Mogliśmy się zacząć martwić
dopiero wtedy, gdyby ten sen się kiedyś powtórzył. Jeżeli tak się stanie, to
natychmiast przyjdź i mi o tym powiedz, dobrze?
Harry pokiwał głową.
Dumbledore uważał, że to zwykły sen. Że Harry tak bardzo bał się.... pewnych
rzeczy, że w końcu mu się przyśniły. A jeżeli Dumbledore tak uważa, to znaczy, że
pewnie tak właśnie jest.
Miał wrażenie, jakby z jego barków zdjęto jakiś ogromny, nieokreślony ciężar, który
przygniatał go od kilku dni.
- Czy jest coś jeszcze, o czym chciałbyś mi powiedzieć? - zapytał dyrektor, wbijając
w Harry'ego badawcze spojrzenie.
Harry'ego przeszył nagły strach. Nie podobało mu się to spojrzenie. Jakby
Dumbledore próbował zajrzeć mu do duszy.
Nie! Nie mógł się dowiedzieć! Nie mógł wiedzieć, że Harry uczy się potajemnie
Czarnej Magii!
- Nie - odparł w końcu, starając się nadać swojemu głosowi pewności siebie i
jednocześnie zachować obojętny wyraz twarzy. - Nie, to wszystko.
W tej samej chwili rozległo się pukanie do drzwi.
- Proszę - zawołał wesoło Dumbledore i Harry obejrzał się akurat na czas, aby
zobaczyć, że do gabinetu wchodzi... Snape.
Momentalnie odwrócił się z powrotem i to z takim impetem, że prawie zsunął się z
krzesła. Miał wrażenie, jakby jego serce znalazło się w przełyku i miało zaraz
eksplodować. W jego głowie kołatało tylko kilka przerażonych myśli:
"O cholera! Ja pierdolę! To chyba jakiś żart!"
Skąd Snape się tu wziął? To jasne, że przyszedł do dyrektora, ale... ale przecież...
Wyczuł, że Snape zatrzymał się w drzwiach, najwyraźniej również zaskoczony jego
obecnością.
- Witaj, Severusie - odezwał się Dumbledore. - Widzę, że przybyłeś punktualnie. Jak
zwykle zresztą.
- Dyrektorze - odezwał się od drzwi mężczyzna. Harry zauważył, że jego głos był
lekko zachrypnięty. - Jeżeli to nieodpowiednia pora...
- Nie, nie, nie. Właśnie skończyliśmy. Harry już wychodzi. - Po tych słowach spojrzał
na przyszpilonego do swojego miejsca Harry'ego. - Nie bój się, Harry. Nie będę długo
trzymał profesora Snape'a. O ile się nie mylę, to macie razem szlaban za jakieś... -
spojrzał na wiszący na ścianie, skomplikowany mechanizm, który wyglądał na zegar -
...piętnaście minut. Zgadza się?
Harry nie potrafił się powstrzymać. Odwrócił się i spojrzał na Snape'a. Mężczyzna
stał sztywno jak kłoda, zaciskając mocno usta i przymykając powieki, przez co jego
oczy wyglądały niczym dwie czarne szparki. Harry nie mógł być tego pewien, ale
wydawało mu się, że spojrzenie Snape'a na ułamek sekundy spoczęło na nim.
Odwrócił się z powrotem do dyrektora. Wszystko w nim drżało.
- Zgadza się - odparł w końcu z gorzką nutą w głosie. - To ja... już pójdę - wydukał i
podniósł się z miejsca. Jednak kiedy odwrócił się w stronę drzwi, przy których wciąż
stał Snape, usłyszał jeszcze skierowane do siebie pytanie Dumbledore'a:
- Mam nadzieję, że nie będziesz miał nic przeciwko, jeżeli omówię twój sen z
profesorem Snape'em?
Oczy Harry'ego rozszerzyły się. Snape'a również.
- Jaki sen? - zapytał szybko Mistrz Eliksirów, wbijając w Harry'ego palące spojrzenie.
Chłopak odwrócił się do dyrektora, czując wzbierającą panikę.
- Nie! To znaczy... - zawahał się, widząc uniesione w górę siwe brwi mężczyzny. -
Wszystko w porządku. Nie trzeba. Przecież powiedział pan, że to tylko zwykły sen.
Że on nic nie znaczył. Po co...
- Dla pewności. Uspokój się, Harry. Profesor Snape posiada rozległą wiedzę na
temat penetrowania umysłu i jestem pewien, że jedynie utwierdzi mnie w
przekonaniu, że to, co ci się śniło, było zwykłym snem, ale warto się upewnić, nie
sądzisz?
Harry wpatrywał się w Dumbledore'a z niedowierzaniem.
Gdyby wiedział... gdyby wiedział, że dyrektor postanowi powiedzieć o wszystkim