wieko i usiadł na łóżku, ściskając pudełko w dłoni i przypatrując mu się niewidzącym

wzrokiem. Pamiętał, jak planował ten dzień ze wszystkimi szczegółami. Jak długo

wymyślał wiarygodną wymówkę dla Rona i Hermiony, dlaczego w Walentynki będzie

musiał zniknąć na całe popołudnie. Z jakim podekscytowaniem myślał o chwili, w

której Severus otrzyma prezent, zobaczy co jest wewnątrz - Harry uniósł wieczko -

wyjmie to, marszcząc w zamyśleniu swoje czarne brwi i zastanawiając się, co też

znajdzie w środku - Harry otworzył niewielką, czarną kartkę i przesunął wzrokiem po

wypisanych na niej czerwonym atramentem literach i jego oblicze przeszył nagły,

bolesny skurcz - i przeczyta to, a później spojrzy na Harry'ego i... - zamknął kartkę i

westchnął głęboko, mając wrażenie, jakby jego serce zamieniło się w kamienny,

zakończony ostrymi krawędziami blok, który go rani, uciska w piersi i nie pozwala

swobodnie oddychać.

Ale wszystkie te plany legły w gruzach. Równie dobrze mógłby potargać tę kartkę i

wyrzucić ją do kosza, ale nie zrobił tego. I nie chciał tego robić. Była czymś w

rodzaju... kotwicy. Ostatniej liny zburzonego mostu, która wciąż wisiała nad

przepaścią. Małego, otwartego okienka na strychu, podczas gdy wszystkie drzwi,

okna i wejścia zostały zatrzaśnięte i zaryglowane. Zapomnianym, leżącym pod

łóżkiem zdjęciem, podczas gdy pozostałe zostały doszczętnie spalone.

Wstał i chwiejnie podszedł do swojej torby. Wyjął z niej pelerynę niewidkę, otulił się

nią szczelnie i położył na łóżku, zwijając się w pozycji embrionalnej i przyciskając do

siebie karteczkę. Zamknął oczy.

Kilka godzin później do dormitorium wszedł Ron, wołając go na specjalną,

walentynkową kolację, ale widząc, że Harry'ego nie ma, wzruszył ramionami i wrócił

do czekającej na dole Hermiony. Wszyscy byli dzisiaj zbyt zapatrzeni w siebie, by

zwracać uwagę na jego nieobecność. To dobrze.

Otworzył oczy i wpatrywał się w pogrążony w ciemnościach pokój. Musi zająć czymś

myśli. Miał już dosyć leżenia tutaj i... i... To do niczego go nie doprowadzi. Musi...

musi wstać i pójść do biblioteki. Teraz, póki wszyscy są zajęci walentynkową

zabawą, zorganizowaną przez Tonks. Zerwał się z łóżka, ostrożnie włożył kartkę do

pudełka i umieścił ją na samym dnie kufra, z powrotem odkładając ją w zapomnienie,

a następnie rozłożył Mapę Huncwotów, żeby sprawdzić, czy na pewno nikogo nie ma

teraz w bibliotece.

Miał rację, wszyscy byli w Wielkiej Sali, łącznie z panią Pince - przecież nikt nie

będzie się uczył w walentynkowy wieczór. Jego wzrok mimowolnie powędrował do

znajdujących się w lochach komnat. Snape był u siebie. Chyba tylko oni dwaj nie

brali udziału w zabawie. Nawet Filch i pani Norris stali razem w kącie Wielkiej Sali.

Miał drogę wolną.

Wyśliznął się z dormitorium i bez żadnych problemów dotarł do biblioteki. Nie

obchodziło go to, że Dumbledore dowie się o tym, że Harry znowu odwiedził Dział

Ksiąg Zakazanych. Najwyraźniej dyrektor nie miał zamiaru nic w tej sprawie robić, a

to oznaczało przyzwolenie. Zresztą... nieważne.

Rzucił na drzwi zaklęcie otwierające, wśliznął się do pustej biblioteki i skierował

prosto do zakazanego działu, ale jakież było jego zdziwienie, kiedy nagle, tuż po

przekroczeniu progu, natrafił na jakąś niewidzialną barierę, która odrzuciła go do tyłu

i Harry wpadł na ścianę za sobą. Otrząsnął się, nieco oszołomiony, i spojrzał na

migającą teraz wściekłą czerwienią przestrzeń pomiędzy regałami. Na połyskującej

barierze utworzył się napis:

PRÓBA SFORSOWANIA

INTRUZ: HARRY POTTER

GRYFFINDOR

SZÓSTY ROK

Harry otworzył szeroko oczy.

O cholera! Skąd to się...? Przecież nigdy wcześniej... Kto w ogóle...?

Błyskawicznie sięgnął po Mapę Huncwotów. Pani Pince i Dumbledore wciąż

znajdowali się w Wielkiej Sali. Filch także. A więc kto?

Jego wzrok przykuła przesuwająca się w rogu mapy kropka, zdecydowanie

zmierzająca w stronę biblioteki i to wyjątkowo szybko.

Severus Snape.

O kurwa!

Harry wypadł na korytarz, nie przejmując się rzucaniem na drzwi Alohomory, i w

ostatniej chwili schował się za najbliższym rogiem. Zza zakrętu po drugiej stronie

korytarza wyłonił się Snape. Peleryna powiewała za nim, kiedy pospiesznie sunął w

stronę biblioteki. Na jego ściągniętej, surowej twarzy widniało coś w rodzaju

gniewnego poirytowania. Kiedy mężczyzna zniknął w drzwiach biblioteki, Harry ruszył

szybko z powrotem do wieży Gryffndoru.

A więc to był Snape. Ten niemożliwy drań zablokował mu dostęp do działu! A

przecież mówił Dumbledore'owi, że nie zamierza nic z tym zrobić, że kompletnie go

to nie interesuje! A więc dlaczego...?

Harry przystanął. Dopiero teraz zrozumiał. Snape nigdy nie chciał i nie zamierzał

uczyć go Czarnej Magi . Nigdy. Dlatego zawsze zbywał Harry'ego, kiedy chłopak go

o to prosił. Dlatego tak naskoczył na Dumbledore'a, że pozwala mu chodzić do

Działu Ksiąg Zakazanych. Ale dlaczego nie chciał go uczyć? Dlaczego w takim razie

uczył Notta?

Odpowiedź była bardzo prosta, ale Harry w obecnym stanie umysłu, nie potrafił na

nią wpaść. Wciąż wzburzony, ruszył prosto do dormitorium, siarczyście przeklinając

po drodze Snape'a i jego barierę.

***

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги