Następny dzień minął względnie spokojnie, chociaż Harry wciąż nie potrafił pozbyć

się złości i rozczarowania z powodu zablokowania dostępu do Działu Ksiąg

Zakazanych. Jak miał się czegokolwiek nauczyć? Prawdziwie przydatne rzeczy

znajdowały się tylko i wyłącznie w zablokowanym dziale. Jaki był głupi, że nie wyniósł

stamtąd kilku książek i nie ukrył ich w Pokoju Życzeń, póki miał jeszcze okazję!

Dzisiaj znowu czekał go udawany szlaban. Po kolacji poszedł do biblioteki i próbował

wybrać dla siebie coś, czego jeszcze nie czytał, a co mogłoby mu się przydać, ale nic

takiego nie znalazł. Z pustymi rękami wspiął się więc na siódme piętro, przeszedł trzy

razy wzdłuż ściany i poczekał na pojawienie się drzwi. Pchnął je, wszedł do komnaty

i przystanął na środku pokoju, zastanawiając się, co będzie robił przez najbliższe trzy

godziny. Drzwi, skrzypiąc nieprzyjemnie, powoli zatrzasnęły się za nim. Harry

spojrzał na płonący kominek. Było cicho. Ale coś w atmosferze tego miejsca zmieniło

się. Poczuł to dopiero teraz. Jakąś... obecność. Chłodną aurę, której nie powinno

tutaj być. Zamarł, nasłuchując i jednocześnie odwracając głowę nieco w bok.

I wtedy kątem oka dostrzegł za sobą coś ciemnego. I usłyszał cichy szelest szorstkiej

peleryny.

Odwrócił się błyskawicznie i... wciągnął gwałtownie powietrze, czując krew

uderzającą do głowy, uginające się pod nim kolana i zasnuwającą mu oczy czarną

mgłę.

Bo oto przed nim stał... Snape. Wpatrując się w niego swoimi czarnymi, zmrużonymi

oczami, tak jakby usiłował zajrzeć mu do duszy.

Harry mimowolnie cofnął się o krok, podczas gdy jego umysł zalała fala paniki i

wściekłości jednocześnie.

Co on tu robił? Po co tu za nim przyszedł?

- Odejdź - wydusił po chwili, kiedy udało mu się już przełknąć drapiącą gulę w gardle.

- Nie chcę cię widzieć! Wyjdź stąd! Natychmiast!

- Nie. - Głos Snape'a był dziwnie zduszony, ale jednocześnie niezwykle

zdecydowany. - Żaden z nas stąd nie wyjdzie, dopóki nie wysłuchasz tego, co mam

do powiedzenia.

Oczy Harry'ego rozszerzyły się. To było... to było... takie w jego stylu! Znowu

warunki! Znowu dyktowanie rozkazów!

- Skoro ty nie chcesz wyjść, to ja to zrobię! - Z determinacją ruszył w stronę drzwi,

starając się jak najszerszym łukiem ominąć zagradzającą mu drogę wysoką sylwetkę

mężczyzny, ale kiedy wyciągał rękę, żeby złapać za klamkę, drzwi nagle rozbłysły

metalicznym blaskiem i... zniknęły. Na ich miejscu pozostała jedynie pusta, goła

ściana. Harry odwrócił się gwałtownie, z wściekłością spoglądając na trzymającego

różdżkę Snape'a. - Co zrobiłeś z drzwiami? Natychmiast mnie stąd wypuść! Nie będę

cię słuchał! Nie interesuje mnie, co masz do powiedzenia! Chcę, żebyś stąd wyszedł!

Chcę, żebyś zostawił mnie w spokoju!

Mężczyzna opuścił różdżkę i przekrzywił głowę. Jego oczy zmrużyły się jeszcze

bardziej.

- A ja sądzę, że jednak mnie wysłuchasz...

- Nie! - Harry zamknął powieki i przycisnął dłonie do uszu.

Nie, nie, nie! Nie pozwoli na to! Nie pozwoli mu ponownie wedrzeć się do swojego

świata! Nie pozwoli skruszyć tego muru, nawet jeżeli przez całe dwa tygodnie Snape

krok po kroku usiłować zrobić w nim wyrwę wystarczającą do tego, aby w

odpowiednim momencie móc się przez nią przebić.

Wtedy właśnie wydarzyło się coś, czego się nie spodziewał. Jego twarz musnął

delikatny powiew i w tej samej chwili długie, szczupłe ramiona owinęły się ciasno

wokół Harry'ego, zakleszczając go w odbierającym dech uścisku, tak mocnym, iż

Harry miał wrażenie, że Severus próbuje wchłonąć go w siebie. Mężczyzna przywarł

do niego, nie pozwalając mu się poruszyć. W nozdrza uderzył go intensywnie ziołowy

aromat i sam ten zapach wystarczył, by ugięły się pod nim kolana, ale gniew i żal

były silniejsze. To one kazały mu otworzyć oczy i z całej siły odepchnąć Snape'a od

siebie. Mężczyzna zrobił kilka kroków do tyłu, ale nie wyglądał na zaskoczonego.

Raczej na jeszcze bardziej zdeterminowanego.

- Nie dotykaj mnie! - krzyknął Harry, cofając się pod ścianę. Kręciło mu się w głowie.

Nie miał pojęcia, co robić. Uciekać? Wyciągnąć różdżkę? Trząsł się tak bardzo, iż

miał wrażenie, że za chwilę rozpadnie się na kawałki. - Nie zbliżaj się do mnie! -

wykrzyczał, kiedy Severus ponownie ruszył w jego stronę. Ale tym razem Harry nie

pozwolił mu zrobić tego ponownie. Zamachnął się i zaczął się bronić, uderzając

pięściami w ramię i klatkę piersiową mężczyzny. - Nie masz prawa! Ty łajdaku! -

krzyczał w amoku, uderzając w osłaniającego się ramieniem mężczyznę. - Jestem

dla ciebie nikim! Nic dla ciebie nie znaczę! Sam tak powiedziałeś! Jestem tylko... nic

nieznaczącym zerem!

- Dobrze wiesz, że to nie jest prawda!

- A właśnie, że tak! Podły, kłamliwy bydlak! - Zaczął uderzać jeszcze mocniej. -

Zostaw mnie! Nigdy więcej mnie nie dotkniesz!

- Tak, zasłużyłem na to - powiedział nagle Snape, zmieniając linię frontu. - Jestem

bydlakiem. Podłym draniem.

- Zamknij się!

Snape wykorzystał chwilowe zaskoczenie Harry'ego i złapał go mocno za prawy

nadgarstek. Ale Harry nie miał zamiaru ustąpić. Wczepił się paznokciami w szatę na

piersi mężczyzny, próbując wyszarpnąć rękę.

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги