zadałem ci ból. Nie musisz się wstydzić... - Długie palce musnęły twarz Harry'ego i

chłopak poczuł ciarki na plecach oraz unoszące się włoski na karku - ... że wciąż

drżysz pod moim dotykiem. Nie musisz się tego wypierać. Nawet jeżeli próbujesz, nie

potrafisz zapanować nad biciem własnego serca. Słyszę je teraz. - Wargi zbliżyły się

do ucha i Harry miał wrażenie, że ten niski głos rozbrzmiewa wprost w jego głowie. -

Słyszę jak głośno bije. Coraz głośniej. Coraz szybciej. Wystarczy, że zrobię tak... -

Gorący język wśliznął się do wnętrza ucha Harry'ego i chłopak miał wrażenie, że w

jego ciele nastąpiło gwałtowne wyładowanie elektryczne. Poczuł dreszcze nawet w

palcach u nóg.

- Przestań - wyszeptał, próbując złapać oddech, który nagle uleciał mu z płuc.

- Widzisz? Myślisz, że kogoś oszukasz? Myślisz, że oszukasz siebie?

Obserwowałem cię wnikliwie przez te dwa tygodnie. Widziałem, jak się miotałeś. Jaki

byłeś zagubiony. Przybity. Samotny. Myślisz, że udało ci się to ukryć? Ani razu nie

widziałem na twojej twarzy uśmiechu. Przypominałeś wysuszony kwiat, który

potrzebuje wody, aby dalej żyć. A ja... pragnę znowu zobaczyć ten uśmiech. Taki...

bezczelny, irytujący i głupkowaty. Czasami zadziorny i zuchwały - mruczał Severus,

przesuwając wargami po szyi Harry'ego. - A nawet można powiedzieć, że...

ujmujący.

Harry poczuł bolesne ukłucie, kiedy te słowa przedarły się przez lodowatą barierę

otaczającą jego serce, roztopiły ją i coś w nim złamały. Ale to nie był koniec. Był

jeszcze mur. Mur, który jednak coraz bardziej się kruszył.

Nie chciał mu wierzyć. Ale czy miał jakiś wybór? Czy mógł dalej próbować się

opierać i wmawiać sobie, że te wszystkie spojrzenia, każdy dotyk, każdy pocałunek...

że to nic nie znaczyło? Że to wewnętrzne rozdarcie, które odczuwał przy każdym

spotkaniu ze Snape'em, było tylko imaginacją?

Nie.

Ponieważ to był jego Severus. Severus, który zachowywał się irracjonalnie, który

jednym gestem i słowem potrafił rozbić misterną konstrukcję zaufania, a później

nieudolnie próbował ją poskładać, nie mając do tego żadnych predyspozycji poza

wyuczoną przez lata skłonnością do zaciskania pięści i zadawania ciosów. Jeżeli nie

możesz czegoś naprawić, uderzaj tak długo, dopóki nie zacznie działać. Ale Severus

się przełamał. Nie uderzał, nie atakował. Przesuwał się każdego dnia o kilka cali,

precyzyjnie układając kamienie i czekając na szansę, by móc położyć najwyższy.

Wargi Severusa docierały coraz dalej. Błyskawicznie odpiął kołnierzyk i kilka górnych

guzików koszuli Harry'ego i zaczął całować jego ramię. Z ust Harry'ego wyrwał się

cichy jęk.

Nienawidził Snape'a za to. Nienawidził go za to, że potrafił wyrwać z niego ten jęk!

Severus zamruczał w jego ramię i jednocześnie sięgnął po różdżkę. Nie odrywając

ust od skóry Harry'ego, rzucił na niego niewerbalne zaklęcie. Chłopak odkrył nagle,

że jest wolny i może się poruszać, ale zanim zdążył cokolwiek zrobić, smukłe palce

zacisnęły się na wierzchu jego dłoni. Severus wyprostował się i spojrzał mu prosto w

oczy, a następnie uniósł jego rękę i łagodnie położył na swojej twarzy. Harry poczuł

pod palcami chłodną skórę i maleńkie włoski początkowego zarostu.

Severus nic nie robił. Po prostu trzymał jego dłoń na swoim policzku, przyglądając

mu się z czymś nieokreślonym w oczach. W końcu, bardzo powoli zsunął swoją rękę,

pozostawiając dłoń Harry'ego na swoim policzku. Harry przyjrzał się jego twarzy i

zmarszczył brwi. Severus spoglądał na niego... niepewnie. Jakby w każdej chwili

spodziewał się ciosu.

Zasłużył sobie na to. Zasłużył jak cholera! Harry nareszcie mógł mu odpłacić! Mógł

go zranić, tak samo jak mężczyzna zranił jego, mógł go uderzyć, mógł z całej siły

trzasnąć go w ten chłodny, kłujący policzek, tak mocno, że pozostawiłby na nim

czerwony, odciśnięty ślad swojej dłoni i to byłoby sprawiedliwe i nareszcie czułby

się... fatalnie.

Nie zrobił tego. Nabrał powietrza i... łagodnie przesunął palcami po jasnej skórze,

gładząc ją ostrożnie i z pewną dozą nieśmiałości. Oczy Severusa zamigotały. Harry

przymknął powieki, skupiając się na fakturze skóry, której dotykał... której nie dotykał

od tak dawna... za dotykaniem której tęsknił przez tak długi czas...

Uniósł powieki, spojrzał prosto w te dwa ciemne, błyszczące tunele i wyszeptał:

- I tak wciąż jesteś draniem.

- Wiem.

Severus poruszył się i przysunął bliżej. Tym razem Harry nie bronił się. Nawet nie

próbował. Nie potrafił. Pozwolił, by mężczyzna oplótł go ciasno rękami i przyciągnął

do siebie, zamykając w ciepłym więzieniu swych ramion. Harry poddał się i zamknął

oczy. Jego policzek był mocno przyciśnięty do szorstkiego materiału czarnej szaty,

dokładnie na wysokości serca mężczyzny. Słyszał jego przyspieszone bicie.

Przez chwilę panowała cisza. Harry odniósł wrażenie, że uścisk stał się jeszcze

silniejszy. Czuł niemal każdą kość szczupłego ciała mężczyzny. I ten zapach...

wszędzie wokół, niemal przemocą wdzierający się do nozdrzy.

- Potter? - zapytał po chwili Severus, poruszając się i spoglądając w dół, na czuprynę

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги