czarnych, rozkopanych włosów. Harry wciąż miał zamknięte oczy i przyciskał
policzek do jego piersi. I wtedy poczuł, jak coś zanurza mu się we włosach. Długie
palce, które zaczęły łagodnie głaskać go po głowie. Zamruczał, nie potrafiąc
powstrzymać dreszczu, który wywołał ten dotyk. Miał wrażenie, że nie czuł go od
miesięcy, że już niemal zapomniał, jakie to przyjemne. Mężczyzna pochylił się i
zanurzył we włosach Harry'ego również twarz, muskając miękkie kosmyki swoim
zakrzywionym nosem oraz cienkimi wargami. Wziął głęboki oddech, wchłaniając w
siebie zapach Harry'ego. Potem zrobił to jeszcze raz, i kolejny, za każdym razem
coraz mocniej, jakby próbował przesiąknąć jego zapachem. W końcu wypuścił
powietrze, łaskocząc gorącym oddechem głowę Harry'ego i przełykając ślinę. -
Wierzysz mi? Wiesz, że to, co powiedziałem w klasie, nie jest prawdą?
Harry zagryzł wargę. Nie wiedział, co myśleć. Oczywiście, że zawsze w głębi serca
wiedział... nie, wierzył, że to nie jest prawda. Ale tak łatwo było w nią uwierzyć, w
świetle tego wszystkiego, co się działo wcześniej. Jednak wiedział, że od samego
początku... to była tylko i wyłącznie jego prawda. Prawda, którą sobie wmawiał.
- Ja... nie wiem.
Słyszał, jak Severus nabiera tchu. I poczuł, jak zanurza wargi jeszcze głębiej w jego
włosy, przyciskając je do skóry na czubku głowy. I jak wypowiada zachrypniętym,
niskim głosem:
- Nie jesteś dla mnie nikim. - Zanim te słowa zdążyły w pełni dotrzeć do Harry'ego,
Severus odsunął się odrobinę i powiedział znacznie głośniejszym i zdecydowanym
głosem: - Słyszysz? Spójrz na mnie. - Harry mimowolnie podniósł głowę, spoglądając
szeroko otwartymi oczami w te dwa jeziora płynnego żaru. Severus patrzył na niego
tak... tak... jakby próbował pochłonąć go spojrzeniem. Jego oczy błyszczały i
zanurzały się w nim, z tak wielką determinacją, iż miał wrażenie, jakby przebijały się
wprost do serca.
W tym samym momencie Harry poczuł na twarzy delikatne dotknięcie chłodnych
palców, przesuwających się ostrożnie po jego skórze, pieszczących policzek, nos,
usta, w tak nieziemski sposób, jakby po bardzo wielu samotnych chwilach nareszcie
mogły odtworzyć ślady swych dawnych wędrówek i tym razem chciały zapamiętać
już na zawsze każde zagłębienie, każdy fragment drogi, którą podążały.
- Nie jesteś - powtórzył cicho Severus, łapiąc dłoń Harry'ego, przysuwając do swych
ust i całując ją z taką czułością, jakby nie potrafił się powstrzymać przed dotykaniem,
smakowaniem, wdychaniem aromatu Harry'ego, teraz, kiedy znowu mógł być tak
blisko niego.
Harry myślał, że jeszcze chwila i osunie się na podłogę. Nie czuł niczego, oprócz
gorąca i żaru otaczającego jego serce ciepłym kokonem. Wpatrywał się w tą
poprzecinaną zmarszczkami twarz i... uświadomił sobie, że nic się nie zmieniło. Że
przez cały czas kochał Severusa tak samo mocno, że jego miłość wcale nie zmalała,
że kochał go tak bardzo, że aż brakowało mu tchu, że aż kręciło mu się w głowie. I
tak strasznie za nim tęsknił. Za widokiem tych cienkich warg wędrujących po jego
skórze, za widokiem tych czarnych brwi, zmarszczonych w skupieniu, kiedy Severus
zatracał się w nim, tak jak wtedy, podczas świąt. Za tym ekstatycznym uczuciem
wypełniającego go szczęścia. Nie potrafił już bez tego... bez niego żyć. Owszem,
mógł istnieć, ale byłaby to tylko wegetacja.
- Powiedz to. - Odezwał się Severus pomiędzy jednym a drugim pocałunkiem
składanym na wewnętrznej stronie dłoni Harry'ego. - Powiedz, że mi wierzysz. -
Uniósł powieki, zanurzając to odbierające zmysły, upojone spojrzenie w oczach
Harry'ego.
Chłopak przełknął ślinę.
Czy mógł temu wierzyć? Czy mógł mu ponownie zaufać? Chciał to zrobić. Naprawdę
chciał. Te dwa tygodnie były dla niego koszmarem. Koszmarem wypełnionym
samotnością, cierpieniem i tęsknotą. Czuł się zagubiony, nie mógł znaleźć sobie
miejsca. Nigdzie nie pasował. Teraz tutaj, kiedy czuł Severusa całym sobą, był
kompletny. Wiedział, że tu, przy nim jest jego miejsce. Zupełnie jakby błądził w
ciemności, szukając drogi, i wreszcie, po długim czasie, wrócił do... domu.
- Wierzę ci... - Poddał się. Nawet jeżeli miałby kiedyś tego pożałować, ta chwila była
warta wszystkiego. Wszystkiego.
Na początku ostrożnie i trochę nieśmiało przesunął dłońmi wzdłuż boków Severusa,
oplatając go w pasie swoimi ramionami. Ale w końcu pozwolił się porwać zalewającej
jego zmysły fali tęsknoty i przylgnął do niego mocno, zachłannie wciskając się w to
szczupłe ciało, pragnąc zagarnąć jak najwięcej, jak najwięcej Severusa, Severusa,
który znowu był tutaj, przy nim, którego znowu mógł przytulać, którego znowu mógł
dotykać...
Usłyszał nad sobą ciche westchnienie mężczyzny i, zatracając się już do końca,
przeniósł dłonie wyżej, pragnąc dotknąć tych miękkich kosmyków, ponownie poczuć
je między palcami. Wsunął obie dłonie we włosy mężczyzny, stając na palcach i
jednocześnie sięgając wargami do miękkiego płatka ucha, ukrytego w gęstwinie
ciemnych kosmyków. Usłyszał przesiąknięty przyjemnością jęk. Boże, nie myślał, że
jeszcze kiedykolwiek go usłyszy! Nie myślał, że aż tak za nim tęsknił. Już sam ten jęk