Serce dudniło Harry'emu w piersi, mięśnie drżały od zbyt nagłego i zbyt
intensywnego wysiłku, a ostatnie fale orgazmu przepływały rytmicznie przez jego
ciało, ale jedyne, o czym potrafił teraz myśleć, było to, jak bardzo czuje się
szczęśliwy i spełniony. Jakby po raz pierwszy od dwóch tygodni zaczerpnął
powietrza do płuc, chociaż był to najkrótszy i najszybszy seks, jakiego doświadczył.
Najwyraźniej obaj byli zbyt... zbyt stęsknieni i wystarczyło zaledwie kilka pchnięć,
jeden dotyk, by...
Czuł na sobie ciężar Severusa, czuł jego zapach, teraz jeszcze intensywniejszy,
zaprawiony aromatem potu i seksu, czuł jego przyspieszony oddech na swojej
skórze, dotyk jego włosów, rozrzuconych na plecach, muskających kark, ramiona i
łopatki, czarną, obszerną szatę, ocierającą się o jego ciało oraz pelerynę, opadającą
po bokach aż do podłogi. Mógł przesunąć rękę i jej dotknąć. I tak zrobił. Złapał
skrawek peleryny i przycisnął ją do nosa i policzka, wciągając głęboko w płuca jej
aromat i pocierając o nią twarzą. Tak, była szorstka, ale było w niej również coś
delikatnego, coś, co sprawiało, że miał ochotę owinąć się nią cały i nigdy jej nie
opuścić. Przywodziła na myśl pajęczą sieć, którą ofiara z największą przyjemnością
sama się oplatała.
To była właśnie ta siła. Ta siła, którą posiadał Severus. I Harry nie potrafił się jej
oprzeć, niezależnie od tego, jak bardzo próbował. Był jak ćma, przyciągana przez
płomień, nawet jeżeli zdawał sobie sprawę, że może się boleśnie sparzyć. A kiedy
próbował uciekać, odkrywał, że droga prowadzi go tylko z powrotem. Wystarczył
jeden dotyk, jeden szept tego mężczyzny, by się poddał, by ponownie pozwolił
obedrzeć się z dumy. Wystarczyło jedno spojrzenie tych głębokich oczu, by jego
serce opadło na kolana. I nie potrafił z tym walczyć, nie potrafił się uwolnić.
Szarpanie się doprowadzało jedynie do tego, że pajęczyna oplątywała go jeszcze
bardziej. Zakleszczony w jej więzach, uwiedziony jej ciepłem i groźnym pięknem,
mógł jedynie bezbronnie przyglądać się temu, co zrobiła z nim miłość.
Zawsze dawał się ponieść emocjom, zawsze bez zastanowienia pozwalał się im
prowadzić, rzucając się w wir niebezpieczeństwa. Tym razem skoczył w wir, z
którego nie było wyjścia i który był znacznie niebezpieczniejszy niż jakikolwiek inny.
Severus poruszył się i powoli uniósł, zsuwając się z Harry'ego. Chłopak nabrał
powietrza i ostrożnie się odwrócił, siadając na podłodze i spoglądając na klęczącego
za sobą mężczyznę. Musnął wzrokiem twarz oraz oczy Severusa, wciąż tlące się
pożarem, który jeszcze niedawno w nich szalał, a następnie skierował spojrzenie
niżej, ku miejscu, które przyciągało jego wzrok niczym potężny magnes. Ku
rozchylonym szatom Snape'a. Gruby, zaczerwieniony penis, leżący na udzie
Severusa był wilgotny i zmęczony. Na tle czarnej plamy otaczających go szat i
krótkich, bardzo ciemnych włosków wyglądał jeszcze masywniej, niż Harry go
zapamiętał. Widział nawet dwa owalne, wiszące pod nim jądra, które sprawiały
wrażenie całkowicie wyciśniętych. Od dołu pokrywały je ciemne włoski, ale Harry
doskonale pamiętał, jak gładkie i miękkie były w dotyku.
Tęsknił za tym widokiem, tęsknił za ugniataniem ich w dłoni, za przesuwaniem ręką
po pulsującym, pokrytym misterną siatką żył trzonie, tęsknił za cierpkim smakiem
rozgrzanej, naciągniętej na czubku penisa skóry, za zlizywaniem spływających po
nim białych kropel... I najwidoczniej wszystkie te uczucia, łącznie z bezwstydnym
zachwytem, zbyt wyraźnie odmalowały się na jego twarzy, ponieważ po chwili
usłyszał odchrząknięcie i Severus poruszył się, biorąc penisa w dłoń i wsuwając go w
spodnie.
Harry zamrugał, spoglądając na mężczyznę z oburzeniem, jakby właśnie przerwano
mu w połowie oglądanie niezwykle wciągającego spektaklu.
- Ej, właśnie próbowałem się... napatrzeć - mruknął niepocieszony, ale kiedy spojrzał
na twarz Severusa i zobaczył dziwnie zaczerwienione policzki mężczyzny, niemal
połknął własny język.
Czyżby Severus...? Czyżby on...? Nie, to było zbyt przerażające, by chociaż o tym
pomyśleć.
- Potter, nie jestem typem okazu, który możesz sobie podziwiać jak na wystawie -
odparł Snape, podnosząc się i wygładzając swoje szaty.
- Wiem - odparł Harry, odchylając się do tyłu i podpierając rękami. - Jesteś typem,
który sam woli podziwiać, prawda? - Po tych słowach rozchylił nogi i zerknął w górę,
marszcząc wyzywająco brwi.
Severus spojrzał na niego przeszywającym wzrokiem, a jego oczy przesunęły się
leniwie po ciele Harry'ego i utkwiły w najbardziej strategicznym punkcie.
Och, Merlinie, już samo to spojrzenie potrafiło sprawić, że Harry odczuwał łaskotanie
w podbrzuszu!
- Brakowało mi tego - wyrwało mu się nagle. - Brakowało mi tego uczucia... kiedy
jesteś we mnie.
W oczach Severusa coś się poruszyło. Zerknął jeszcze raz na twarz Harry'ego, po
czym przerwał kontakt wzrokowy, odwrócił się i sięgnął po leżące na podłodze
ubrania Harry'ego.
- A mnie brakowało twojego bezsensownego paplania - parsknął ironicznie, ciskając
w Harry'ego jego rzeczami. - Ubieraj się, ty bezwstydny dzieciaku!