zasłonić dłońmi, były mocno zaczerwienione.
Snape przyglądał mu się ze zmrużonymi oczami.
Och, uwielbiasz robić z siebie ofiarę, co Potter?
Harry powoli opuścił ręce, jednak nie od razu spojrzał na mężczyznę. Westchnął
głęboko kilka razy i dopiero po chwili podniósł wzrok. W jego oczach płonęła
chwiejna zaciętość i wydawało się, że każdy najlżejszy podmuch mógłby ją zgasić.
Muszę być ostrożny. Muszę zrobić coś, co da mu chociaż złudne poczucie
panowania nad sytuacją.
- Dlaczego tak się krzywdzisz? - Głos Mistrza Eliksirów był niewiarygodnie cichy i
spokojny. Oczy Harry'ego rozszerzyły się nagle po tych słowach. - Jeżeli tak bardzo
boisz się swoich pragnień, to daję ci wybór. - Wskazał na drzwi. - Możesz wyjść,
jeżeli chcesz. Nie będę cię zatrzymywał.
Harry siedział w fotelu, wyglądając tak, jakby był niezdolny do jakiegokolwiek ruchu i
patrzył, jak Snape wstaje i podchodzi do półek, wybiera książkę i ponownie siada w
fotelu, pogrążając się w lekturze.
Znakomicie to rozegrałem. Myślisz, że masz jakikolwiek wybór, chłopcze? To tylko
kwestia czasu...
Harry wyglądał na zagubionego. Spojrzał na Snape'a, a następnie przeniósł wzrok na
drzwi. Przez chwilę przyglądał się im, a następnie wziął bardzo długi i bardzo głęboki
oddech, po czym ponownie spojrzał na Snape'a. Zamknął oczy, westchnął przeciągle
i podniósł się z fotela.
Tak szybko? Nawet nie doszedłem do drugiego akapitu...
Harry wstał i powoli podszedł do fotela, w którym siedział Snape. Ostrożnie wyjął mu
książkę z rąk i odłożył na stolik, a następnie uniósł drżącą rękę i dotknął policzka
mężczyzny.
- Wybieram ciebie - wyszeptał cicho.
A to niespodzianka...
Obraz ponownie zawirował. Gabinet zamienił się w korytarz prowadzący do skrzydła
szpitalnego, którym jak burza szedł Snape, niosąc na rękach zakrwawionego,
nieprzytomnego Harry'ego, po którego posiniaczonej i porozcinanej szramami twarzy
spływały strużki krwi, opadając na czarną szatę i wsiąkając w nią lub też spadając
pojedynczymi kroplami aż na posadzkę i zostawiając na niej długi ciemnoczerwony
ślad. W oczach mężczyzny szalała lodowata wichura gniewu. Gniewu tak wielkiego,
iż wyglądał niemal jak opętany.
Zabiję go. Obedrę go ze skóry i będę patrzył, jak zdycha. Nie... Roztrzaskam mu
czaszkę, będę nią uderzał o ścianę tak długo, aż się rozłupie. Nie... Połamię mu nogi,
poucinam palce, a później spalę go żywcem. Nie... to musi być coś innego...
najdotkliwsza kara. Przez tego bezrozumnego kretyna cały mój plan... wszystko
mogło lec w gruzach. Gdyby zabił Pottera, mógłbym pożegnać się z wolnością. Nie
ucieknie przede mną. Znajdę go i... tak, użyję Legilimens Evocis. Zepchnę go do
piekieł. Zamknę w koszmarach. A tych dwóch głupków po prostu się pozbędę.
Zaciągnę ich do Czarnego Pana, niech zrobi z nimi co zechce. Ale Malfoy jest mój!
Kopnięciem otworzył drzwi skrzydła szpitalnego i wpadł do środka. McGonagall,
Dumbledore i Pomfrey, zaalarmowani przez Rona i Hermionę, już na niego czekali.
McGonagal wydała z siebie okrzyk trwogi i zasłoniła usta dłonią, kiedy ujrzała
Harry'ego. W błękitnych oczach Dumbledore'a pojawiły się strach i gniew
jednocześnie.
- Szybko! Połóż go tutaj, Severusie! - krzyknęła Pomfrey, wskazując najbliższe łóżko.
Snape ostrożnie ułożył Harry'ego na białej pościeli, która niemal natychmiast
zabarwiła się czerwienią.
- Severusie - zaczął Dumbledore, kładąc dłoń na klatce piersiowej Harry'ego. -
Będziemy potrzebowali twoich eliksirów. Czy mógłbyś...? Severusie! - Nie zdołał
jednak dokończyć, gdyż mężczyzna był już niemal przy drzwiach, za którymi
błyskawicznie zniknął, pozostawiając po sobie jedynie echo trzaśnięcia potężnymi
wrotami.
Wszystko się rozmyło i na miejscu skrzydła szpitalnego pojawił się gabinet
Dumbledore'a. Dyrektor siedział przy swoim biurku ze splecionymi dłońmi i
poważnym wzrokiem. Snape stał po drugiej stronie gabinetu, wyprostowany niczym
posąg i z kamiennym wyrazem twarzy.
- Jesteś tego absolutnie pewien, Severusie? - zapytał Dumbledore, wbijając w
mężczyznę przeszywające spojrzenie.
- Tak, dyrektorze. Chłopak całkowicie oszalał. Chciał zabić Pottera. Zaczaili się na
niego z zamiarem skatowania go na śmierć. Nie zamierzali używać magii, aby ich nie
wykryto. Myślał, że w ten sposób zyska wdzięczność Czarnego Pana... - Snape
zawiesił głos i oblizał wargi.
Dumbledore westchnął głęboko i spuścił wzrok, wpatrując się w swoje dłonie.
- Skąd wiedziałeś, że się do niego udał?
- Otrzymałem wezwanie.
Dumbledore zamknął oczy i pokręcił głową.
- Żałuję, że nie udało mi się temu zapobiec. Powinienem był...
- Czarny Pan nie wybacza. Nic nie mógł pan zrobić, dyrektorze.
Dumbledore otworzył oczy i spojrzał na Snape'a spod kurtyny siwych włosów.
- To dobrze, że sprowadziłeś jego ciało z powrotem do zamku. Przynajmniej tyle
udało nam się uratować, ponieważ jego umysł już na zawsze pozostanie...
zmasakrowany. Czy Lucjusz i Narcyza...?
- Nie było ich przy tym.
- To dobrze. - Chwila ciszy. - A...?
- Crabbe zginął, próbując chronić syna. Goyle nie odezwał się ani słowem, kiedy
Voldemort torturował jego syna, ale podejrzewam, że nie zjawi się na kolejnym