spotkaniu Śmierciożerców, co jest praktycznie równe jego śmierci, ponieważ Czarny
Pan i tak go odnajdzie i zabije, kiedy dowie się o jego dezercji - powiedział Snape
wyważonym, spokojnym tonem. W jego oczach nie było niczego poza czernią, która
teraz rozrosła się, pochłaniając wszystko wokół, a w ciemności zabrzmiała myśl:
Temu staremu głupcowi nawet przez myśl nie przejdzie, że mogłem mieć z tym coś
wspólnego. Zgadza się, zmasakrowałem jego umysł i chłopak już nigdy nie będzie
sobą. Dałem mu to, na co zasłużył. Taka kara spotyka tych, którzy próbują wejść mi
w drogę...
Z ciemności zaczęły wyłaniać się kształty, które po chwili przeobraziły się w gabinet
Mistrza Eliksirów. Snape stał przy otwartych drzwiach, po których drugiej stronie
znajdował się Harry. Gryfon wpatrywał się w niego z maślanym uśmiechem na
twarzy.
- Co ty tu robisz, Potter? - zapytał cierpko mężczyzna. - Nie powinieneś być jeszcze
w szpitalu?
- Wyszedłem - wydukał Harry. - Dzisiaj. Czy mogę... wejść? - zapytał nieśmiało.
Nie byłoby mądrze go teraz wyrzucać.
Snape zmrużył oczy, ale odsunął się i wpuścił go do środka. Kiedy zamknął drzwi,
Harry gwałtownie dopadł do niego i przyparł go do drzwi, owijając ramiona wokół
jego pasa. Z głośnym westchnieniem oparł głowę na otulonej w czarny materiał piersi
i zamknął oczy. Przycisnął policzek do szorstkiego materiału.
- Tęskniłem za tobą... - wyszeptał w czarną szatę, uśmiechając się ciepło i wtulając w
pierś mężczyzny.
Merlinie, co za ckliwy dzieciak... Zbiera mi się na wymioty. Samowolna akcja Malfoya
przyniosła jednak jeden wyraźny skutek. Potter myśli, że go uratowałem, ponieważ
mi na nim zależy... Stałem się jego "bohaterem". Teraz znacznie prościej będzie nim manipulować. Co za naiwny głupiec...
Wizja przekształciła się. Snape stał przed komodą, trzymając w dłoni zielony kamień i
wpatrując się w niego ze zmarszczonymi brwiami.
Dzięki temu kamieniowi będę miał Pottera cały czas na oku. Nie mogę dopuścić do
tego, żeby ponownie wpakował się w jakieś tarapaty. Jest zbyt ważny dla mojego
planu. Zbyt ważny, by teraz coś mu się stało.
Zieleń klejnotu rozrosła się, pochłaniając wszelkie szczegóły, ale kiedy zniknęła,
ponownie pojawiły się komnaty Mistrza Eliksirów. Harry siedział w fotelu naprzeciw
Snape'a, który nalewał sobie właśnie do szklanki bursztynowego płynu.
- Czego się napijesz, Potter?
Muszę go upić. Muszę się dowiedzieć, co mu się śniło. Co go tak przeraziło.
Wizja przeskoczyła. Harry stał z zaciśniętymi pięściami i burzą w oczach,
wykrzykując łamiącym się głosem:v
- ...Ty nie musiałeś ukrywać się przed całą szkołą, spędzać dnie w łóżku, otulony
peleryną niewidką, żeby nikt cię nie zaczepiał, nie musiałeś wysłuchiwać złośliwych,
wrednych komentarzy na swój temat ani oglądać swoich karykatur porozwieszanych
na każdej możliwej powierzchni Pokoju Wspólnego, nie musiałeś się wstydzić,
zaprzeczać ani uciekać! Nie byłeś tak zdruzgotany ani przerażony, kiedy odkryłeś, że
to wszystko prawda, kiedy śniłeś o mnie i masturbowałeś się, myśląc o mnie! Nie,
jestem pewien, że tego nie robiłeś! Nie marzyłeś o moim dotyku, nie śniłeś o moich
oczach, nie myślałeś o mnie przez cały czas, wiedząc, że pewnie i tak nigdy mnie nie
dotkniesz, nie poczujesz, nigdy nie będziesz mnie miał! A potem nagle nie dostałeś
tego wszystkiego, o czym marzyłeś, i nie zostało ci to równie nagle, boleśnie
odebrane, kiedy zrozumiałeś, że nic dla mnie nie znaczysz! I że prawdopodobnie,
nigdy nie będziesz... Nie, ty nie przeżyłeś tego wszystkiego! Nie wiesz, jak to jest... -
Przerwał, nabierając tchu.
Merlinie, zlituj się nade mną. Czy naprawdę muszę tego wysłuchiwać? Czy ten
dzieciak obrał sobie za cel dręczenie mnie swoimi śmiesznymi problemami?
Przeżywaniem wszystkiego i rozkładaniem tego na czynniki pierwsze? Nie, Potter, ja
nie wiem, jak to jest. Nic dla mnie nie znaczysz. Kompletnie nic. Jesteś tylko
marionetką w moich rękach. I ja już znajdę sposób, abyś wynagrodził mi to, że
muszę tutaj siedzieć i wysłuchiwać twoich dziecięcych, infantylnych żalów...
- No, dlaczego się nie śmiejesz? - zapytał gorzko Harry. - Nie krępuj się. Zniosłem już
tyle rzeczy, że nie sprawi mi to różnicy.
Uwierz mi, że wręcz pękam ze śmiechu...
- Nie miałem takiego zamiaru - odparł spokojnie mężczyzna. Harry zagryzł wargę.
Teraz mam szansę...
- Czy tylko to dręczy cię nocami, Potter? Czy jest jeszcze coś?
Harry opadł z powrotem na fotel. Zamrugał kilka razy, zdjął okulary i przetarł oczy.
Wyglądał, jakby nie wiedział, gdzie jest i co się dzieje.
- O co pytałeś? - powiedział, wkładając okulary z powrotem i spoglądając z
podejrzliwością na swoją szklankę.
- Mówiliśmy o twoich snach - odparł gładko Severus.
- A, tak - wymamrotał Harry. - To było straszne.
Gdyby głupota miała wygląd, to nosiłaby okrągłe okulary i bliznę na czole.
- Co było takie straszne? - zapytał mężczyzna z naciskiem.
Harry machnął ręką.
- Ten sen o krwi i Śmierciożercach. - Gryfon zmarszczył brwi, jakby próbował
przypomnieć sobie szczegóły. - Voldemort też w nim był. Stali wokół mnie i śmiali się