rozśmieszaj mnie... Nigdy ci się to nie uda. Nic nie potrafisz. Jesteś zerem.
- A jak zamierzasz to zrobić? - zapytał w końcu Snape.
- Jeszcze nie wiem - odparł cicho chłopak i widząc szyderczy uśmiech, który pojawił
się na twarzy Mistrza Eliksirów, dodał szybko - Ale znajdę jakiś sposób. Voldemort
zapłaci za wszystko, choćby miała to być ostatnia rzecz, jaką zrobię!
Snape przestał patrzeć na Harry'ego z kpiną i zmarszczył brwi.
- Czy mam to rozumieć jako twoją gotowość do poświęcenia życia, aby zabić
Czarnego Pana?
Czyżbyś aż tak chciał mi to ułatwić, Potter?
- Wiem, że niewiele umiem, a on jest niezwykle potężny. Ale spróbuję i jeżeli zginę...
to przynajmniej zabiorę go ze sobą.
Twarz Severusa poszarzała, a jego brwi uniosły się.
No no, Potter... Czasami potrafisz trafić w sedno. Skąd przyszedł ci do głowy taki
pomysł? Czyżbym w jakiś sposób się zdradził? Nie, to niemożliwe... Jesteś zbyt tępy,
by zauważyć pewne drobne niuanse. Oczywiście, że zabierzesz ze sobą Czarnego
Pana... ale tylko i wyłącznie z moją pomocą.
- Oczywiście. Uwielbiasz odgrywać bohatera, Potter. A prawda jest taka, że jesteś
zwykłym durniem. Nie udałoby ci się nawet zranić Czarnego Pana. Nic nie umiesz.
Zabiłby cię, zanim zdążyłbyś wydać z siebie jakikolwiek dźwięk. Obojętne, jak
szlachetne pobudki tobą kierują, cokolwiek spróbujesz zrobić, nie masz w starciu z
nim żadnych szans.
Możesz się przydać tylko i wyłącznie jako przynęta. Jako kukułcze jajo podrzucone
do gniazda. Nie masz żadnej innej wartości.
Obraz ponownie zafalował i wizja przeskoczyła. Nadal obaj siedzieli przed
kominkiem, ale Snape wyglądał na zdenerwowanego i rozdrażnionego.
- Nie potrafiłeś nauczyć się obrony przed zwykłą Legilimencją, a chciałbyś poradzić
sobie z Legilimens Evocis? Nie rozśmieszaj mnie, Potter - parsknął mężczyzna,
zwracając twarz w stronę kominka.
- Nie chcę, by Voldemort rzucił na mnie to zaklęcie. Wolałbym śmierć niż życie w
koszmarze! - wykrzyknął Harry łamiącym się głosem. Snape spojrzał na niego i
zacisnął usta.
- Czarny Pan nie rzuci na ciebie tego zaklęcia, Potter - powiedział Snape
zdecydowanym głosem, podnosząc się z fotela.
Ma wobec ciebie zupełnie inne plany...
Wizja rozmyła się, zastąpiona kolejną. Severus siedział przy stole nauczycielskim w
Wielkiej Sali, obserwując jak Harry wybiega z pomieszczenia. Obok niego leżał
Prorok Codzienny z rzucającym się w oczy tytułem: "Harry Potter - Nadzieja
Czarodziejskiego Świata Czy Tchórz?"
Cholera, ten głupi chłopak jest tak przewrażliwiony, że nie wiadomo, co teraz strzeli
mu do głowy. Będę musiał przemówić mu do rozumu. Wykorzystam tę sytuację.
Odbuduję jego zaufanie. Czeka mnie trochę aktorstwa, ale Potter jest tak naiwny, że
połknie haczyk bez zastanowienia.
Obraz zawirował i przekształcił się. Pojawiła się sypialnia Snape'a. I Harry, siedzący
na jego łóżku z rozstawionymi szeroko nogami i dłonią zaciśniętą wokół swojego
naprężonego penisa. Całkowicie nagi, jedynie z zawiązanym na szyi zielonym
krawatem, który kołysał się miarowo w rytmie, w którym Harry poruszał dłonią,
masturbując się przed Snape'em. Tylko przed Snape'em. Tylko dla niego.
Czarne oczy wbijały się w Harry'ego z oszałamiającą intensywnością.
Doskonale... Czarny Pan będzie zachwycony...
Wizja utonęła w blasku i po chwili z jasności wyłonił się kolejny obraz. Ponownie były
to komnaty Mistrza Eliksirów, ale tym razem atmosfera była zupełnie inna. Snape
szedł w stronę Harry'ego, wbijając w niego mordercze spojrzenie, a Harry cofał się
przed nim, z mieszaniną strachu i wściekłości na twarzy.
- Mam tego dosyć! - krzyknął łamiącym się głosem. - Nie możesz mnie tak traktować!
Myślisz, że możesz robić ze mną wszystko, co ci się podoba, a ja ci na to pozwolę?
Jedna z brwi Snape'a uniosła się w geście rozbawienia.
Nie, nie myślę tak Potter. Ja to wiem. Zawsze będziesz mi na wszystko pozwalał,
ponieważ jesteś zbyt słaby, aby się przede mną obronić.
- To znaczy... - zająknął się Harry. - Może do tej pory tak było, ale od teraz to się
zmieni! Nie będziesz mną więcej pomiatał! Koniec z tym!
Snape zatrzymał się nagle, patrząc na Harry'ego z mieszaniną pogardy i
zaciekawienia. Tak, jak patrzy się na szarpiącego się i próbującego wyrwać z
oplatającej go pajęczyny owada.
- A w jaki sposób mi tego zabronisz, Potter? - wycedził groźnym, mrocznym szeptem.
- Jak chcesz zabronić mi korzystania z mojej własności wedle mego uznania?
Tak, Potter, dobrze usłyszałeś. Jesteś moją własnością. Twoje życie zależy tylko ode
mnie i to ja zdecyduję, co z nim zrobię.
Wizja zmieniła się nagle. Teraz Snape stał tuż za Harrym, trzymając dłonie w jego
slipach i szepcząc mu wprost do ucha:
- Powiem ci prawdę o tobie, Potter - wymruczał cicho mężczyzna, rozsuwając powoli
zamek spodni Harry'ego. - Chcesz tego. Uwielbiasz mnie prowokować, żebym
później mógł cię złamać. - Snape zsunął z bioder jego spodnie i pozwolił im opaść do
kolan. - I uwielbiasz, kiedy to robię. Kiedy przywołuję cię do porządku, kiedy łamię
twój opór, kiedy cię karzę - kontynuował mężczyzna, a blada dłoń o smukłych
palcach wśliznęła się pod materiał bokserek.