Taki twardy... jak niewiele potrzeba, by doprowadzić cię do tego stanu...
- Ponieważ uwielbiasz tak się czuć, Potter - kontynuował Snape. - Brudny i
upokorzony. Złamany i zdominowany. I wiem, że nienawidzisz tej części siebie, która
to lubi, ale jednocześnie nie potrafisz przestać. - Harry jęknął. Jedna z rąk Mistrza
Eliksirów przesunęła się do tyłu i zatrzymała na jego pośladkach, rozchylając je lekko
palcami. Uwielbiasz... - głos stał się zachrypnięty - ...wić się u moich stóp.
Jakież to proste. Jak łatwo tobą manipulować, chłopcze... Dobrze wiem, czego
pragniesz. Wystarczy ci to dać, a od razu zamieniasz się w skamlącego, uległego
szczeniaka. Moja własna dziwka...
Dziwka...
Dziwka...
Dziwka...
Echo poniosło to jedno słowo w eter, doprowadzając do tego, że obraz zaczął
falować i przekształcać się. Ponownie pojawiły się komnaty, ale była to już zupełnie
inna scena. Obaj siedzieli w fotelach naprzeciw siebie.
- W zasadzie to... tak się zastanawiam... - Harry, który do tej pory wpatrywał się w
swoje kolana, podniósł wzrok i spojrzał na przypatrującego mu się z uwagą Mistrza
Eliksirów. - Kiedy jesteś z Voldemortem i kiedy on każe robić ci te wszystkie...
rzeczy... To znaczy, rzucać różne klątwy... Powiedziałeś, że aby je rzucić, trzeba
naprawdę tego chcieć. Więc jak ty...? - urwał, widząc nagły błysk w oczach
mężczyzny.
Na twarzy Harry'ego pojawiło się zrozumienie, a zaraz po nim przerażenie.
Usta Snape'a wykrzywił mroczny uśmiech.
- Jesteś zaskoczony, Potter?
Harry wyglądał tak, jakby doznał ciężkiego szoku. Wpatrywał się w przestrzeń
szeroko otwartymi oczami, a po chwili pokręcił głową.
- To niemożliwe.
- Dlaczego nie? - zapytał kpiąco Severus.
- Czy to... czy to znaczy, że ty... ty to lubisz? Powiedziałeś, że trzeba naprawdę tego
chcieć. Czy ty naprawdę...? - urwał, kiedy Snape pochylił się w jego stronę i zmrużył
oczy.
- To, co lubię, to, co muszę, a to, czego chcę, to są zupełnie różne rzeczy, Potter.
Och, oczywiście, że lubię zadawać ból, ale tylko i wyłącznie wtedy, kiedy mam w tym
jakiś cel i kiedy sam tego chcę. A służąc Czarnemu Panu, muszę go zadawać przez
cały czas, nawet wtedy, gdy uważam, że jest całkowicie zbędny. I dlatego chcę się
od niego uwolnić. Już nikt nie będzie ponad mną. Będę to robił na swych własnych
warunkach. Ale ty tego nie zrozumiesz, Potter.
Harry zmarszczył brwi.
- Ale czy ty...?
- Ludzki umysł to naprawdę ciekawe narzędzie. Można się nim posługiwać do woli,
jeżeli wie się tylko, gdzie znajduje się zamek i w jaki sposób go otworzyć. Kiedy tego
dokonasz, jesteś w stanie zrobić wszystko. Możesz zmusić swój umysł do takich
rzeczy, których teoretycznie nigdy nie byłbyś w stanie zrobić. Na przykład zabić
człowieka. Albo związać się z nim uczuciowo. Lub też go znienawidzić. Na tym
właśnie polega kontrola.
Tylko dzięki niej znoszę jakoś twoją obecność i jestem w stanie cię dotknąć...
Obraz rozpłynął się, a następnie wyostrzył, przeobrażając się w Wielką Salę. Snape
siedział przy stole nauczycielskim i obserwował Harry'ego, który wyglądał tak, jakby
miał zaraz zasnąć i wpaść głową w talerz z jedzeniem.
Coś jest z nim nie w porządku. Nie podoba mi się wyraz jego twarzy. Kiedy na mnie
patrzy, widzę strach w jego oczach. Muszę go uważnie obserwować...
Wizja zmieniła się. Pojawiła się klasa Eliksirów. Snape stał za Harrym i obserwował
jego zaciśniętą w pięść, drżącą dłoń.
Jest spięty. Widać to w każdym jego geście. Boi się mnie. Dlaczego?
Wizja rozmyła się, zastąpiona kolejną. Snape stał z wyciągniętą ręką przed drzwiami
swoich komnat i taksował Harry'ego zimnym wzrokiem.
- Oddaj to, co ukradłeś - wysyczał.
- J-ja... - wydukał Harry.
- Nie każ mi cię przeszukiwać - warknął mężczyzna, wbijając w niego groźne
spojrzenie.
Harry zagryzł wargę.
Podszedł do mężczyzny, wyjął z kieszeni Eliksir Bezsennego Snu i podał mu go bez
słowa. Snape spojrzał na butelkę i jego twarz przez moment stała się blada, a oczy
rozszerzyły się.
A niech to! To dlatego się tak dziwnie zachowywał... Znowu musiał mieć sen. I to tak
sugestywny, że próbował to przede mną ukryć i zaczął mnie unikać. Nie podoba mi
się to...
- Dlaczego mnie o niego nie poprosiłeś, Potter?
- J-ja... Nie chciałem cię niepokoić. Dlatego sam wziąłem ten eliksir. Żebyś... się nie
martwił.
Wzruszające...
- Jakież to miłe z twojej strony - prychnął Severus, wbijając w niego przeszywające
spojrzenie. - A więc to nie ma nic wspólnego z tym, że ostatnio wyglądasz jak
lunatyk? I że pewnie znowu śniło ci się coś, o czym chcesz zapomnieć?
- Ja... to znaczy... - zająknął się. - Miałem sen, w którym goniło mnie stado pająków,
a bardzo się ich boję. I dlatego chciałem go wziąć.
- Doprawdy? - Jedna z brwi Snape'a uniosła się. - Pająki? A może jeszcze myszy?
Co za marny kłamca... Kłamliwy, bezczelny gówniarz. Wydaje mu się, że może mnie
oszukać? Myśli, że uda mu się ukryć przede mną prawdę? Jakże się myli...
Harry zagryzł wargę.
- Wiedziałem, że kiedy ci o tym powiem, to będziesz się ze mnie wyśmiewał -
powiedział Gryfon, spoglądając prosto w oczy mężczyzny. - I dlatego nie chciałem