- Jest takie... duże - odpowiedział Harry, po czym zaczerwienił się i szybko dodał. -
To znaczy... jest większe niż biurko w klasie. A na dodatek czarne. Jak twoja pościel,
Severusie.
- Piłeś coś, Potter?
- Nie. Po prostu... - Harry machnął ręką w nieokreślonym kierunku, wskazując na
ścianę i sufit - ...wszystko jest takie piękne.
Snape popatrzył na zapełnione brunatnymi, zakurzonymi słoikami półki, na wytarty
dywan oraz ciemny sufit i uniósł brwi. Następnie ponownie przesunął wzrok ku
uśmiechającemu się beztrosko i wpatrującemu w niego jak w obrazek Harry'emu i
wyraz jego twarzy momentalnie się zmienił. Rysy jego twarzy wyostrzyły się,
ciemność w oczach pogłębiła, a na usta wypłynął krzywy uśmieszek.
Miarka aktorstwa, szczypta bliskości, kropla czułości i proszę... idealny przepis na
przywiązanie go do siebie i usunięcie z jego głowy jakichkolwiek wątpliwości. Muszę
tylko utrzymać go w tym stanie do samego końca...
Wizja zafalowała i zaczęła migotać, przekształcając się w następujące po sobie,
zmieniające się szybko obrazy: Snape podający sparaliżowanemu Harry'emu
antidotum... Harry i Snape rozmawiający o Quidditchu... Snape przytulający
Harry'ego w łazience, gładzący jego policzek... Pieprzący go na biurku i
wypowiadający z emfazą "Jesteś... tylko... ty... Potter..." Harry i Snape, siedzący w komnatach i jedzący wspólnie kolację...
A gdzieś w tle rozbrzmiewały echa wielu myśli, nałożonych na siebie i trudnych do
zrozumienia, z których dało się jednak wyodrębnić te najwyraźniejsze.
Prawie się zabił... w ostatniej chwili... wszystko by zniszczył... Muszę znosić jego
towarzystwo... chyba się napiję... Już niedługo... Naiwny... łatwowierny... przyciągnąć
go do siebie... omotać... już niedługo...
Oślepiające światło zapoczątkowało kolejną wizję. Snape wchodził po schodach w
wieży Gryffindoru. Wyglądał, jakby bardzo się spieszył. Ale w eterze, zamiast jego
myśli, słychać było jedynie dziwny szum, jakieś nieokreślone hałasy, zakłócenia...
Mężczyzna wypowiedział hasło i przeszedł przez dziurę ukrytą za portretem Grubej
Damy, po czym wszedł do Pokoju Wspólnego Gryffindoru, gdzie na kanapie przed
kominkiem siedział Harry. Snape zatrzymał się na chwilę, a następnie ruszył w jego
stronę, ale wtedy coś się stało. Wizja zatrzymała się nagle, po czym obraz cofnął się i
Snape ponownie wszedł do Pokoju Wspólnego, przeszedł kawałek i wszystko kolejny
raz się zatrzymało, zaczęło falować, zanikać i znowu się cofnęło. W końcu wszystko
pochłonęła ciemność i na pewien czas zapadła całkowita cisza.
Po chwili jednak z mroku zaczęły wyłaniać się kształty. Była to Wielka Sala,
przystrojona świątecznymi dekoracjami. Przy stole nauczycielskim siedzieli wspólnie
nauczyciele i uczniowie, w tym również Harry i Snape. Dumbledore, przyodziany w
swą odświętną purpurową szatę, wygłaszał właśnie świąteczną mowę. Wszyscy
wpatrywali się w dyrektora z uśmiechami na twarzy, jedynie Snape patrzył na niego
ponurym wzrokiem.
- ...Życzę wam wszystkim wytrwałości i odwagi na krętych ścieżkach życia,
najeżonych przeszkodami i trudnymi wyborami, ale wiedzcie, że zawsze odnajdziecie
drogę, jeżeli tylko będziecie podążali za światłem miłości. Życzę wam także, aby te
święta zmieniły coś w waszym życiu, abyście mogli przeżyć je w radości i z
uśmiechem na twarzy - Dumbledore zerknął w kierunku skwaszonego Snape'a, a
jego oczy zamigotały. - I mam nadzieję, że za rok również się tu spotkamy,
niezależnie od tego, co się w międzyczasie wydarzy.
W tym samym momencie Snape zmarszczył brwi, odwrócił wzrok i zatrzymał go na
płonącej w lichtarzu świecy.
Och, wydarzy się i to bardzo wiele... Czarny Pan będzie martwy, Potter również, ty,
jeżeli mi się poszczęści, także... a mnie już dawno tu nie będzie...
- A teraz wystarczy już, bo pewnie jesteście równie głodni jak ja. Wesołych Świąt,
pełnego brzucha i dobrej zabawy! - zawołał jowialnie dyrektor i wszyscy zaczęli bić
brawa, łącznie z Harrym. Mistrz Eliksirów klasnął dwa razy, musnął wzrokiem twarz
Harry'ego i szybko przeniósł go ponownie na płomień świecy, który rozrósł się,
pochłaniając całą scenę i zmieniając ją w kolejną.
Z płomieni wyłoniła się sypialnia Snape'a, pogrążona w mdłym świetle zaledwie kilku
zapalonych świec. Harry i Snape stali w drzwiach do łazienki. Severus obejmował
Harry'ego ramionami, a chłopak wtulał twarz w jego pierś. Był blady i drżał lekko.
- Nic ci nie będzie... prawda?
Snape poruszył się i odsunął, ujmując twarz Harry'ego w dłonie i unosząc ją do góry.
Spojrzał mu prosto w oczy i powiedział cicho:
- Nie, nic mi nie będzie. To był tylko sen.
- Obiecujesz? - W głosie Harry'ego zabrzmiała desperacja.
- Obiecuję - odparł mężczyzna, a na jego twarzy pojawił się ledwie widoczny, krzywy
uśmiech. - Twoja troska jest wzruszająca, Potter. - Snape puścił jego twarz i
wyprostował się. - A teraz wracaj do łóżka. Chyba nie masz zamiaru stać tutaj do
rana i użalać się nad sobą?
Harry uśmiechnął się mimowolnie.
- Nie - odparł.
- A to nowość - prychnął mężczyzna, odsuwając się i odwracając głowę. Jego głos