stał się nagle ostrzejszy. - Przecież ty tak uwielbiasz się nad sobą użalać.
Ciągle muszę cię niańczyć, Potter, pocieszać, wspierać, wyciągać z kolejnego dołka,
w który postanowiłeś wdepnąć w tej swojej spirali samounicestwienia. Ciągle tylko
jęczysz i zawodzisz. Doprowadzasz mnie do białej gorączki. Jak taki nadwrażliwy,
żałosny dzieciak może być uważany za tajną broń w walce przeciwko Czarnemu
Panu? Jak Dumbledore może być aż tak pomylony, by uważać, że go pokonasz?
Jesteś zbyt słaby, zbyt głupi...
- Nie użalam się - odparł Harry. - Miałem tylko zły sen. Powiedziałem ci, że możemy
już iść spać.
- To dobrze, bo mam dosyć niańczenia cię - odparł cierpko Snape.
Gardzę takimi słabeuszami jak ty. Nie masz do zaoferowania niczego
wartościowego. Żadnej nadzwyczajnej mocy, żadnej cechy, która mogłaby mnie
zainteresować. Nic, poza wiernością i oddaniem, ale te można wypracować u
każdego zgarniętego z ulicy psa. Gdybyś nie był mi potrzebny do zabicia Czarnego
Pana, to w ogóle nie zawracałbym sobie tobą głowy.
Obraz zaczął falować i rozmywać się. Nałożyły się na niego cienie innych scen.
Ponownie znajdowali się w komnatach Mistrza Eliksirów, siedząc w fotelach
naprzeciw siebie.
- Ciekaw jestem... co by się stało, gdybyś to ty wypił ten eliksir? Jakie jest twoje
największe pragnienie? - zapytał Harry, uśmiechając się szelmowsko.
Oczy Severusa rozświetlił nagły, krótki rozbłysk, kiedy odwrócił głowę w stronę
biblioteczki. Przyglądał jej się przez chwilę, a w eterze rozbrzmiała echem jedna, ale
bardzo wyraźna myśl:
Opanuj się! Natychmiast się opanuj!
Powoli odwrócił się z powrotem w stronę Harry'ego. Jego oczy znów były czarne jak
tafla jeziora w czasie bezwietrznej nocy, a twarz nieczytelna.
- Ja niczego nie pragnę, Potter - odparł twardo z goryczą w głosie. - Jestem teraz
zajęty - rzucił nagle, zrywając się z fotela i odwracając w stronę swojej sypialni - więc mam nadzieję, że sam trafisz do wyjścia. Żegnam. - Po tych słowach ruszył naprzód i
w kilku krokach opuścił pomieszczenie, głośno trzaskając drzwiami. Kiedy znalazł się
sam w swej pogrążonej w ciemności sypialni, oparł się plecami o drewnianą
powierzchnię, pochylił głowę i zacisnął powieki.
Obraz zadrżał i rozbił się na bardzo wiele odłamków, a w każdym z nich zamajaczyło
odbicie wielu różnych scen. Po chwili jednak wszystkie połączyły się w jedną,
ukazując rozległe, pogrążone w mroku pomieszczenie, pod którego ścianami stało
kilkadziesiąt osób odzianych w ciemne szaty, kaptury i maski. Absolutna, pełna
zgrozy cisza, która wisiała w powietrzu, była wynikiem rozgrywającej się na środku
pomieszczenia sceny. Wzrok wszystkich obecnych skierowany był na odzianego w
czerń mężczyznę, przywiązanego za nadgarstki do ciężkich, zwieszających się z
sufitu magicznych łańcuchów. Jego plecy były obnażone, a głowa pochylona do
przodu, ukrywając twarz pod kurtyną czarnych włosów. Jego klatka piersiowa unosiła
się i opadała w płytkich, szybkich oddechach. Unieruchomione w kajdanach dłonie
zaciskały się w pięści z taką siłą, iż paznokcie wbijały się w skórę i po jego
nadgarstkach spływała krew, wsiąkając w mankiety szaty.
Stojący przed nim Voldemort opuścił różdżkę, w jego czerwonych oczach płonął
gniew.
- Zawiodłeś mnie. Wydałem ci jasny rozkaz, a ty go zignorowałeś. Nie tego
spodziewałem się po jednym z moich najwierniejszych sług. Miałeś wyciągnąć z nich
informacje, bardzo ważne dla nas informacje. A nie zabijać! - ryknął z wściekłością,
która zamieniła jego twarz w upiorną maskę.
Severus poruszył się i uniósł głowę. Jego czarne, pozbawione jakichkolwiek emocji
oczy spoczęły na Voldemorcie.
- Wybacz mi, mój Panie - wyszeptał zachrypniętym, zdartym głosem.
Voldemort ponownie wyciągnął ramię, w którym trzymał różdżkę i zaczął go okrążać,
niczym drapieżnik szykujący się do zadania ostatecznego ciosu swojej ofierze.
- Ja nie wybaczam - wysyczał Voldemort, zatrzymując się za plecami Snape'a i
unosząc rękę. Skierował różdżkę na obnażone plecy mężczyzny, a z jego ust
wypłynęło kilka przesiąkniętym sykiem słów w mowie węży. Severus szarpnął się i
wygiął do przodu, jakby próbował uciec przed bólem. Jego głowa uniosła się w górę,
oczy zacisnęły, zęby obnażyły. Na skroniach i szyi pojawiły się pulsujące żyły, kiedy
skóra na plecach otworzyła się, niczym przecięta niewidzialnym skalpelem,
wytrawiając trzy długie, krwawe ślady. Ale krew nie przestawała płynąć, nawet kiedy
Voldemort opuścił różdżkę. Severus szarpał się w kajdanach i chociaż z jego
zaciśniętych w bladą linię ust nie wydobywał się żaden dźwięk, jego stężała z bólu
twarz krzyczała. Wydawało się, że szramy na plecach stają się coraz wyraźniejsze,
jakby coś je wciąż i wciąż rozcinało na nowo.
Voldemort rozejrzał się po sali, spoglądając po zgromadzonych w pomieszczeniu,
zastygłych w pełnym przerażenia milczeniu Śmierciożercach i przemówił:
- Taka kara spotyka tych, którzy nie wykonują moich poleceń. Zapamiętajcie to sobie.
Wizja ponownie zadrżała i rozbiła się na odłamki. Na odłamki, w których majaczyły
kolejne sceny. Płonące domy, wijąca się w spazmach bólu młoda kobieta, fruwające