- Dosyć tego - powiedział nagle mężczyzna, przymykając na chwilę oczy i

wzdychając. - Idziesz spać. - Po tych słowach wsunął dłonie pod pośladki Harry'ego i

uniósł go do góry, z trudem podnosząc się razem z nim z fotela i ruszając w stronę

sypialni. Kiedy jednak dotarł do drzwi, wizja zatrzymała się, obraz zaczął się trząść i

cofnął się. Snape ponownie siedział w fotelu z Harrym na kolanach, wpatrując się w

przestrzeń. Szum przybrał na sile. Mężczyzna wstał, podnosząc Harry'ego i ruszył w

stronę sypialni, ale obraz znowu zafalował i zaciął się. W eterze rozległy się głośne

trzaski i wszystko zniknęło. Zapadła cisza.

Po chwili jednak obraz powrócił w migoczących jedne po drugich wspomnieniach,

które przesuwały się z taką prędkością, że trudno je było w ogóle rozpoznać. Był tam

Snape w splamionych krwią szatach Śmierciożercy i ze zranioną ręką, Snape

przywołujący do siebie Harry'ego za pomocą kamienia, pieprzący go w schowku, w

swoim gabinecie, w komnacie, przy drzwiach, na podłodze, na biurku...

A w eterze rozbrzmiewały myśli, nałożone na siebie, splątane, odbijające się od

siebie, zagłuszające się nawzajem.

Niech myśli, że wygrał tę bitwę... niech się łudzi... To niczego nie zmienia... Może się przydać chociaż do tego i mnie zaspokoić... trochę się nim pobawię zanim zginie...

należy mi się jakaś nagroda za to, że muszę go znosić...

Spośród scen wyłoniła się jedna, wyraźniejsza od innych. Harry, który zostawia

kamień na ławce, odwraca się i wychodzi z klasy. A spośród natłoku myśli wybiło się

kilka wyrazistszych:

Cholera! Dałem mu się sprowokować... Cóż, Potter, prawda jest bolesna, ale to

wyłącznie twoja wina, że ją usłyszałeś. Ale to nic. I tak do mnie wrócisz. Odpocznę

od ciebie, dopóki nie skończę eliksiru, a potem... potem czeka mnie nieco więcej gry

niż do tej pory, ale tak cię urobię, że wrócisz do mnie bez zastanowienia.

Gra... to idealne określenie. Jesteś pionkiem w mojej grze. Pionkiem, który trzeba

poświęcić, aby zbić króla. To jedyny możliwy ruch. Ale najważniejsze jest to, aby

utrzymać pionek na szachownicy, ponieważ bez niego nigdy nie uda mi się zagrozić

królowi.

Obraz zatrzymał się nagle, ukazując Seveusa, który przytulał do siebie Harry'ego,

zanurzając twarz w jego włosach i przyciskając wargi do skóry na czubku jego głowy.

- Nie jesteś dla mnie nikim - wyszeptał Severus zachrypniętym głosem, po czym

odsunął się odrobinę i powiedział znacznie głośniej: - Słyszysz? Spójrz na mnie. -

Harry podniósł głowę, spoglądając szeroko otwartymi oczami na jego twarz. W tej

samej chwili mężczyzna uniósł dłoń i zaczął łagodnie gładzić jego policzek,

pieszcząc palcami skórę, wargi, nos... - Nie jesteś - powtórzył cicho.

Jakim jesteś kłamcą...

Wizja zawirowała i rozmyła się, ukazując komnatę Snape'a. Mężczyzna siedział w

fotelu, wpatrując się w drzwi. Jego brwi były zmarszczone, w oczach tliło się coś

dziwnego, jakieś... podenerwowanie. Coś na kształt niecierpliwego wyczekiwania. Po

chwili jednak zamknął oczy i odchylił głowę, wzdychając głęboko.

Nareszcie. Ile razy wyobrażałem sobie tę chwilę, w której przyprowadzę mu Pottera,

a on, przekonany o swym zwycięstwie, wyssie z chłopaka całą moc. I Potter padnie

bez życia, a chwilę później nastąpi ten cudowny moment... moment, na który

czekałem tyle lat... Czarny Pan upadnie. I już nie powstanie.

Snape uniósł powieki w momencie, w którym drzwi otworzyły się i do pomieszczenia

wszedł Harry, ubrany w sweter i kurtkę. Na jego twarzy widniał uśmiech.

- Dobry wieczór, Severusie.

Wizja zaczęła blaknąć, w eterze rozległy się trzaski, coraz głośniejsze i

natarczywsze, obraz zniknął całkowicie, tak jakby się rozpadł, ale nadal słychać było

myśli:

Nie jest gotowy... nie ufa mi... waha się... służył mi dobrze... nie był trudnym celem...

dam mu wszystko, czego pragnie... wynagrodzę go... pragnienie za pragnienie...

będzie mi ufał bezgranicznie... kiedy wrócę, zrobi wszystko, o co go poproszę... bez

wahania... zginie... obaj zginą... nic dla mnie nie znaczy... naiwny głupiec...

- Dooooość! Wystarczy! Dosyć już! Nie chcę więcej! Nieeeeee!

Harry zaparł się nogami i z całej siły szarpnął. Wszystko zawirowało z taką mocą, że

gdyby nie przytrzymał się myślodsiewni, to z pewnością upadłby na podłogę. Kręciło

mu się w głowie, a kolana dygotały.

Był z powrotem w tajnym laboratorium Snape'a. Przed nim w myślodsiewni wirowały

złote wstęgi, ale on ich nie widział. Szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w

przestrzeń. Zielone tęczówki wydawały się być całkowicie puste, a twarz zastygła w

wyrazie absolutnego wstrząsu. Nie poruszał się. Nie był w stanie tego zrobić.

Wyglądał tak, jakby właśnie pozbawiono go życia. Spetryfikowano, zamieniając w

pusta skorupę. Blade policzki lśniły, a w aksamitnej ciszy słychać było jedynie głuche

dudnienie serca.

Bum.

Bum.

Bum.

Bum.

W końcu poruszył się. Bardzo powoli, niczym lunatyk wyrwany ze snu, opuścił głowę

i spojrzał na pudełko, które wciąż trzymał w dłoni. Było całkowicie zgniecione.

...zawsze jesteś w moich myślach, w moim sercu...

...nienawidzę za tobą tęsknić...

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги