Na czwartej terasie było niewielu ludzi, tu już zaczynały się labirynty altan mieszkalnych. Muzyka pozostała za panem Berbelekiem, otrząsnął się z jej formy. Zaczął kląć szeptem po vistulsku. Zamilkł dopiero, przycisnąwszy rozdarty nadgarstek do warg — inna była jego intencja, lecz tak samo pił gorącą krew, słona, żelazista maź kleiła się do języka. Teraz już za późno, nie wyssie jadu Illei. Szedł, patrząc na niebo, orientując w głowie splątane konstelacje wiecznomakin względem Ziemi i próbując obliczyć, gdzie wobec tego znajduje się obecnie Spirala Abazońska, dzielnica czwartego Labiryntu, w której posiada swój gaj Omixos Żarnik — tam bowiem zatrzymał się pan Berbelek na czas wizyty u Illei Potnii. Czyli być może na resztę życia. Uwięziony! Strategos Księżyca, ha! Splunął krwią.

Pląsy naniebnych perpetua mobilia ostatecznie przyprawiły go o zawrót głowy, przysiadł w pierwszej z otwartych altan. W ich zarośniętych pyrowymi powojami ścianach pozostawiono otwory na kamienne bloki z wyrzeźbionymi na płaskim szczycie szachownicami; figury czekały ustawione na swoich pozycjach. Był to Labirynt Szachistów. Ledwo pan Berbelek usiadł, w otworze ponad kamiennym blatem pojawiła się chuda dziecięca dłoń. Hieronim zawahał się, lecz sięgnął do kieszeni i rzucił chłopcu (a może dziewczynce) najmniejszą tabliczkę illeacką.

W szachy można grać na dwa sposoby: z przeciwnikiem lub z jego figurami. Z przeciwnikiem gra się twarzą w twarz, człowiek przeciwko człowiekowi, wola przeciwko woli, układ figur stanowi wówczas jedynie odzwierciedlenie stopnia uległości jednej morfy wobec drugiej. Inteligencja i doświadczenie w grze nie są tu oczywiście bez znaczenia, acz ich rola pozostaje drugorzędna, nie one decydują.

Ale można grać przeciwko figurom, przeciwko abstrakcyjnemu problemowi strategicznemu zaprezentowanemu na szachownicy przed tobą — nieważne, przez kogo, być może przez nikogo, przez świat, z którego przeciwnościami walczy się na oślep, nie pytając o Przyczynę i Cel. I w grze na ten drugi sposób znaczenie posiada tylko rozum; w ten sposób niewolnik może pobić kratistosa.

Goniec biegał w labiryncie altan szachowych, przenosząc posunięcia z oddalonych od siebie szachownic. Partie zestawiano prawdopodobnie podług układu zajętych altan oraz aktualnej konfiguracji sprzężonych z nimi wiecznomakin Labiryntu. Z pewnością partnerzy w grze zmieniali się między kolejnymi rozgrywkami. Przytknąwszy amulet do nosa, pan Berbelek wygrał łatwo dwie pierwsze partie, w trzeciej poszedł na wyniszczenie, kończąc wroga w uścisku między dwoma elefantami, w czwartej znowu białe podłożyły mu się jeszcze w otwarciu, piąta zaś była najtrudniejsza obaj postępowali niezwykle ostrożnie, wielokrotnie ubezpieczając każdą figurę i budując piętrowe pułapki, pan Berbelek zapomniał się w grze, zapomniał o piekących bliznach, strasznej Pani i nieludzkiej Formie Wykrzywiającej świat, oto znowu widział tylko czysty i jasny problem strategiczny, wyzwanie dla umysłu i fascynujące piękno konstrukcji myślowej, takiego piękna był koneserem, takie piękno tworzył, ostre i lśniące rzeźby wewnątrz swego umysłu, logiczne mekanizmy nieuchronnego zwycięstwa, zwyciężył i teraz; a partia szósta — kolejna rzeź bezlitosna.

Goniec po raz siódmy wyciągnął dłoń (czy to nadal ten sam dzieciak?), pan Berbelek nie znalazł już jednak więcej tabliczek w kieszeni. Ponownie przycisnął do nozdrza białą rurkę. Oparł się o szkieletową ściankę obleczoną w rozpalone powoje, odchylił głowę. Ziemia zaświeciła mu prosto w oczy. Księżyc przelatywał właśnie nad Azją, mierzwa szarych chmur przesłaniała Dzunguo. Goniec wrócił nieproszony, rzucił na szachownicę zwiniętą kartkę: Wyzwanie od mistrza Geminesa, rewanż osobiście, zaproszenie dla Nieznajomego. Pan Berbelek, zachichotawszy bezgłośnie, schował ją do kieszeni.

Można grać na dwa sposoby i dobrze, że na czas przypomniał sobie, iż strategos to ktoś więcej niż tylko wódz o przemożnej Formie porządku, odwagi i posłuszeństwa. w istocie bowiem strategos rozgrywa bitwy zawsze w samotności, w swojej głowie, sam ze sobą, i to tam albo odnosi victorie, albo ponosi klęski. Każdy problem, gdy wyjęty z cudzej morfy i złożony na powrót w myśli, jest do rozwiązania i pokonania — jak dowolny atak szachowy owych niewidocznych graczy. Nie ma znaczenia, z kim tu gra, mógłby tak grać nawet z Panią i też by zwyciężył.

Перейти на страницу:

Похожие книги