Szczury, muchy, psy, różnie ich zwano, tych najbliższych współpracowników kratistosów, ich konfidentów i wyznawców, żyjących bezpośrednio w ogniu kratistosowej korony, dni, miesiące, lata, keros nie jest w stanie wytrzymać nacisku tak potężnej Formy, poddaje się, szybciej lub wolniej, od razu lub etapami, ale poddaje się: najpierw oczywiście zachowanie, mowa, lecz wkrótce także uczucia, te najgłębsze, i ciało, do samych kości — morfuje ku kratistosowemu ideałowi, zmieniając się na obraz i podobieństwo, ejdolos Potęgi. Jeśli sam kratistos świadomie nie powstrzyma procesu, rychło wszyscy słudzy i urzędnicy dworscy — posiadają jego twarz.

Szczury — jadające u jego stołu, śpiące pod jego dachem, dzielące jego radości i troski — wykazują podobieństwo znacznie dalej idące. Nie musi im nawet niczego rozkazywać, wydawać poleceń i zakazów; oni wiedzą, myśli w ich głowach mkną równoległymi torami, morfa jest symetryczna niczym skrzydła motyla, obraz w zwierciadle, powracające echo, duma i upokorzenie.

Na nic jednak tacy emisariusze, szpiedzy i agenci, których każdy na pierwszy rzut oka rozpozna. Toteż kratistosi wynajmują teknitesów ciała — lub sami opracowują stosowną jego morfę, jeśli nie przeczy ona ich anthosowi — i nadają swym szczurom bezpieczną, oryginalną powierzchowność.

Długowieczność to zaledwie skutek uboczny. Bo jeśli w tysiąc sto sześćdziesiątym szóstym Zajdar widział ją dojrzałą kobietą, to znaczy, że Szulima ma co najmniej pięćdziesiąt lat. A wygląda na dwadzieścia. I jak długo jest „esthle Szulimą Amitace” — rok, pół roku?

Oczywiście, czy Ihmet mówi prawdę, czy zmyśla, czy kłamie, czy prawdę jedynie lekko przekręca — tego nie sposób sprawdzić.

— To mogła być jej matka — mruknął pan Berbelek. — Albo ktoś zupełnie inny: może po prostu przejęła piękną Formę od obcej aristokratki.

— Jeśli przejęła tak doskonale… no to nią jest, czyż nie? Na arenie nagi mężczyzna klasnął w dłonie i natychmiast stanął w ogniu, publiczność krzyknęła jednym głosem.

Pan Berbelek dopalał w milczeniu tytońca.

— Nie czuję w niej Czarnoksiężnika.

— Dobry szczur, ładny szczur.

— Zaprosiłem ją do siebie na lato.

— Zawsze dobija pokonanych wrogów.

— Ale mówi, że pojedzie wpierw do Ałexandrii, pod morfę Nabuchodonozora, a on nienawidzi Czarnoksiężnika…

— Więc tam ją zabijesz — rzekł mu twardo nimrod, teknites dzikich łowów, i pan Berbelek nie zaprzeczył.

<p>Ε</p><p>Słowo, gest, spojrzenie</p>

Maria im zabroniła, ale one i tak pisały listy do przyjaciół pozostawionych w Bresli.

Alitea:

On się chyba nas boi. Ale co to w ogóle jest za miasto! Pokój mam mały, słońce nie zagląda. Zimno tu. Ale żebyś widziała, co się dzieje na ulicach! Sama nie wiem, co to za ludzie, skąd oni tu przyjeżdżają. Przypływają. Port jest wielki. I to morze! Wczoraj poszłam na mury, godzinę tak stałam i patrzyłam. Fale! Czy morze ma własną morfę? Myślałam, że zasnę. Byliśmy w cyrku!!! W życiu nie słyszałaś o takich stworach. I co one robiły! Tato zna różnych ważnych ludzi, księcia, ministrów i taką esthle cudzoziemkę też, jaka ona piękna! Może on chce się znowu ożenić. Ale nie zapytam. Czasami tak na mnie patrzy, że naprawdę. Ja się chyba go boję.

Abel:

Jest bogaty, nie wiedziałem, że aż tak. Opowiedział mi trochę o firmie. Już wiem, co sobie myślisz, ale nie mam pojęcia, jakie są jego plany, posiada przecież innych krewnych, zresztą jest dobrego zdrowia, a o testamencie nic nie wspominał. To nie jest wylewny człowiek. Więc nie spodziewaj się, że wyciągniesz teraz ze mnie jakieś nowe pożyczki (znam cię!).

Перейти на страницу:

Похожие книги