O pierwszej żonie oczywiście ani słowa. Nie mam pojęcia, które z tych strasznych rodzinnych legend są prawdziwe. Nie wygląda na takiego okrutnika. (Jak się wreszcie wybierzesz do Ostroga to mi opowiesz). W każdym razie tutaj żadnych psów w domu nie trzyma.

Mieszkamy zresztą dziwnie skromnie. To się jednak może szybko zmienić. Kończy się sezon, na wiosnę-lato aristokracja opuszcza Vodenburg mamy się przenieść do Iberii. Ale może on da się przekonać i pojedziemy do Alexandrii, na łowy w głąb Afryki. Nie bój się, przywiozę ci pamiątkę (tylko nie odgryź sobie języka z zawiści).

Co by nie mówić, Vodenburg to jest jednak duże miasto kupieckie, pół Europy przewija się przez nie, każdego można tu spotkać. Pierwszego tygodnia poznałem więcej aristokratów niż przez całe moje życie w Bresli. Widziałem ludzi spod przeróżnych morf. (A właśnie, sprawdziłem: dzicy Herdończycy NAPRAWDĘ mają ogony — ile ty mi już jesteś winien?).

Kilkadziesiąt stadionów na północ od miasta stanął obozem Horror, trzy setnie. Spróbuję wymknąć się tam na dłuższą przejażdżkę, zanim opuścimy Vodenburg.

Pan Berbelek przeczytał je, odkleiwszy ostrożnie nad świecą szlakowe pieczęcie. Anton miał wysłać listy Abla i Alitei rankiem, razem z pocztą Hieronima. Pan Berbelek spostrzegł je leżące na tacy we frontowej bibliotece na parterze. Przystanął, podniósł, obrócił w palcach. Otworzyć, nie otworzyć? Jak zwykle, nie mógł spać, zszedł był więc w środku nocy nadrobić zaległą korespondencję. Przechodząc do gabinetu, zatrzymał wzrok na ornamentowej kaligrafii zdobiącej złożony na wierzchu list, to Alitea tak go zaadresowała zielonym atramentem. Otworzyć, nie otworzyć? Wiedział, że otworzy.

Zapalił w gabinecie lampy pirokijne i zasunął ściślej ciężkie zasłony — parter budynku był niski, okna wychodzące na ulicę sięgały prawie sufitu, lecz były niewielkie, a na noc zatrzaskiwano na nich od zewnątrz żelazne okiennice, którym wszelako zawsze zbywało na szczelności. Zamknął jeszcze drzwi, zapalił ostre kadzidło i usiadł przy sekretarzyku.

Listów było siedem — pięć Alitei, dwa Abla. Przeczytał wszystkie. Złapał się na tym, iż uśmiecha się i chichocze w trakcie lektury. Tak go zdumiało własne zachowanie, że zaczął je na głos komentować: — No, no, pocieszna z ciebie figura, Hieronimie Berbelek — co znowu objawiło mu się niepokojącą oznaką rozchwiania psychicznego.

Rozgrzał ponownie szlak i zapieczętował listy.

Pan Berbelek sam również utrzymywał listowny kontakt z krewnymi i znajomymi z Vistulii; co prawda niektórych listów wolałby nie otrzymywać, zapomnieć zupełnie o niektórych osobach. Orlanda pisała co miesiąc, długie, bełkotliwe epistoły, sygnały jej postępującego obłędu. Dopiero co też dostał — krótki, bo krótki, ale — jak zwykle treściwy list od swojej podwładnej z czasów wielkich wojen i wielkich tryumfów, Janny-z-Gniezna, hegemona w vistulskiej armii. Jej zgryźliwy dowcip zawsze potrafił poprawić mu humor.

Перейти на страницу:

Похожие книги