Zaczął nieuważnie czytać, ciągle jeszcze myśląc o Fanku i Wędrowcu, ale nieoczekiwanie dla samego siebie zainteresował się treścią dokumentu. To było bardzo ciekawe opracowanie, łączące w jedną całość i omawiające wszystkie donosy, zeznania i relacje, w ten czy inny sposób dotyczące problemu pochodzenia Maka Syma. Były tam również dane antropologiczne, etnograficzne i lingwistyczne oraz ich analiza; były także wyniki analizy fonogramów, mentogramów i własnoręcznych rysunków podejrzanego. Wszystko to czytało się jak pasjonującą powieść, chociaż wnioski komisji były skąpe i ostrożne. Komisja nie zaliczyła M. Syma do żadnej ze znanych grup etnicznych zamieszkujących kontynent. (Odrębnie przytoczono pogląd znanego paleoantropologa Szapszu, który dopatrzył się w czaszce podejrzanego wielkiego podobieństwa, lecz nie tożsamości z kopalną czaszką tak zwanego Człowieka Starożytnego, żyjącego na Archipelagu ponad sto pięćdziesiąt tysięcy lat temu). Komisja stwierdzała całkowitą normalność psychiczną podejrzanego w chwili badania, ale nie wykluczała, że w niedawnej przeszłości mógł on cierpieć na jedną z form amnezji połączonej z intensywnym rugowaniem właściwej pamięci przez pamięć rzekomą. Komisja dokonała analizy lingwistycznej fonogramów zachowanych w archiwum Studia Specjalnego i doszła do wniosku, że język, którym w owym czasie mówił podejrzany, nie może być zaliczony do żadnej ze znanych grup językowych, tak żywych, jak i martwych. W związku z tym komisja nie wykluczała możliwości, że język ten mógł być płodem wyobraźni podejrzanego (tak zwany „rybi język”), tym bardziej iż według zapewnień podejrzanego obecnie tego języka nie pamięta. Komisja powstrzymuje się od kategorycznych stwierdzeń, ale skłonna jest przypuszczać, że w wypadku M. Syma miała do czynienia z mutantem jakiegoś nieznanego dawniej typu… Dobre pomysły przychodzą mądrym ludziom do głowy jednocześnie — pomyślał z zazdrością prokurator i szybko przebiegł oczami „Votum separatum profesora Porrumowarrui”. Profesor, góral z pochodzenia, przypomniał o istnieniu w głębi gór półlegendarnego kraju Zartak zamieszkałego przez plemię Ptaszników, które do tej pory pozostaje poza zasięgiem etnografii i któremu cywilizowani górale przypisują władanie siłami magicznymi i umiejętność latania bez pomocy aparatów. Według opowiadań Ptasznicy są nadzwyczaj rośli, ogromnie silni i wytrzymali. Mają również skórę o brązowozłotawym odcieniu. To wszystko w zastanawiający sposób zgadza się z cechami fizycznymi podejrzanego… Prokurator potrząsnął ołówkiem nad profesorem Porru… i tak dalej, a potem odłożył ołówek i powiedział na głos: „Do tej opinii nawet spodnie chyba pasują. Ognioodporne spodnie”.
Zjadł jagodę i przejrzał następną kartę. „Wyciąg ze stenogramu procesu sądowego”. Mm… A to po co? „Oskarżyciel: Nie zaprzeczy pan, że jest człowiekiem wykształconym? Oskarżony: Mam pewne wykształcenie, ale w historii, socjologii i ekonomii orientuję się bardzo słabo. Oskarżyciel: Fałszywa skromność. Czy zna pan tę książkę? Oskarżony: Tak. Oskarżyciel: Czytał ją pan? Oskarżony: Oczywiście. Oskarżyciel: W jakim celu pan, znajdując się w areszcie śledczym, zajmował się czytaniem monografii ŤRachunek tensorowy we współczesnej fizyceť? Oskarżony: Nie rozumiem… Dla przyjemności, a ściślej mówiąc, aby się rozerwać… Tam są bardzo zabawne fragmenty. Oskarżyciel: Spodziewam się, że sąd zdaje sobie sprawę z tego, iż tylko bardzo wykształcony człowiek będzie czytał podobne specjalistyczne i trudne dzieła dla rozrywki i przyjemności…” Co za brednie? Po co mi to podtykają? A co dalej? Massaraksz, znowu proces… „Obrońca: Czy wie pan, jakie środki przeznaczają Płomienni Chorążowie na zwalczanie przestępczości dziecięcej? Oskarżony: Nie bardzo rozumiem pytanie. Co to jest Ťprzestępczość dziecięcať? Przestępstwa przeciw dzieciom? Obrońca: Nie, przestępstwa dokonane przez dzieci. Oskarżony: Nadal nie rozumiem. Dzieci nie mogą dokonywać przestępstw…” Hm… Zabawne… A co tam jest na końcu? „Obrońca: Mam nadzieję, że zdołam przekonać sąd o naiwności mojego podopiecznego, naiwności dochodzącej do życiowego idiotyzmu. Klient mój występował przeciwko państwu nie mając o nim najmniejszego wyobrażenia. Nie zna pojęcia przestępczości dziecięcej, dobroczynności, pomocy społecznej…” Prokurator uśmiechnął się i odłożył kartkę. Rozumiem. Rzeczywiście dziwne połączenie: matematyka i fizyka dla przyjemności, a nie wie podstawowych rzeczy. Wypisz, wymaluj profesor— dziwak z trzeciorzędnej powieści.