Prokurator przejrzał jeszcze kilka kartek. Nie rozumiem, Mak, czemu się tak trzymasz tej samiczki… Jak jej tam?… Rada Gaal. Kochanką twoją najwyraźniej nie jest, nic jej nie zawdzięczasz… Nie masz z nią nic wspólnego i dureń oskarżyciel zupełnie niepotrzebnie usiłuje wrobić ją w tę sprawę… Odnosi się jednak wrażenie, że trzymając ją na muszce można cię do wszystkiego zmusić. Bardzo to dla nas korzystne, a bardzo niekorzystne dla ciebie… Taak… Krótko mówiąc te wszystkie zeznania sprowadzają się do tego, że jesteś, przyjacielu, niewolnikiem własnego słowa i w ogóle człowiekiem nieelastycznym. Działaczem politycznym nie mógłbyś zostać. Zresztą po co? Hm… Fotografie… To ty taki jesteś!… Sympatyczna twarz, nawet bardzo… Oczy trochę dziwne. Gdzie to cię uwiecznili? Na ławie oskarżonych… Patrzcie no, jaki to świeży, dziarski, jaka niewymuszona poza! Gdzie cię to nauczyli tak wytwornie siedzieć i w ogóle tak się zachowywać? Przecież ława oskarżonych to coś w rodzaju mojego fotela, trudno na niej siedzieć elegancko i z wdziękiem… Ciekawy ludzik… Zresztą to wszystko drobiazgi bez znaczenia, nie o to wcale tu chodzi…

Prokurator wygramolił się zza biurka i przeszedł się po gabinecie. Coś mu natrętnie łaskotało mózg, coś podniecało i popychało do działania. Coś w tej teczce znalazłem… Coś ważnego… Coś najważniejszego… Fank? Tak, to jest ważne, bo Wędrowiec używa swojego Fanka tylko do najtrudniejszych robót. Ale Fank jest tylko potwierdzeniem, a w czym leży sedno? Spodnie… Bzdura!… A! Tak, tak, tak. Tego w teczce nie ma. Wziął do ręki słuchawkę.

— Koch. Co tam było z napadem na konwój?

— Czternaście dni temu — zaszeleścił natychmiast referent, jakby czytał przygotowany uprzednio tekst — o godzinie siedemnastej trzydzieści trzy na karetki policyjne przewożące oskarżonych w procesie numer 6981-84 z gmachu sądu do więzienia miejskiego dokonano napadu zbrojnego. Napad został odparty. W strzelaninie jeden z napastników został ciężko ranny i zmarł nie odzyskując przytomności. Zwłok nie zidentyfikowano. Śledztwo w sprawie napadu umorzono.

— Czyja to robota?

— Nie udało się ustalić.

— To znaczy?

— Oficjalne podziemie nie miało z tym nic wspólnego.

— Przypuszczenia?

— Możliwe, że działali tam członkowie lewego skrzydła konspiracji, którzy próbowali uwolnić oskarżonego Deka Pottu, pseudo „Generał”. Dek Pottu jest wpływowym, doświadczonym członkiem sztabu znanym ze ścisłych kontaktów z lewym skrzydłem.

Prokurator rzucił słuchawkę. No cóż, wszystko możliwe… Ale mogło być zupełnie inaczej. Przejrzyjmy jeszcze raz. Południowa granica, debilny rotmistrz… Spodnie… Biegnie z człowiekiem na plecach… Radioaktywna ryba, 77 jednostek… Reakcja na promieniowanie A. „Reakcja na promieniowanie A zerowa w obu znaczeniach”. Zerowa. W obu znaczeniach. Prokurator przycisnął ręką gwałtownie rozkołatane serce. Idiota! Zerowa w obu znaczeniach!!!

Znowu chwycił słuchawkę.

— Koch! Natychmiast przygotować specjalnego kuriera z obstawą. Oddzielny wagon na południe… Nie! Moją elektrodrezynę… Massaraksz! — Pospiesznie wsunął rękę do szuflady i wyłączył wszystkie urządzenia rejestrujące. — Wykonać!

Ciągle jeszcze przyciskając lewą rękę do serca wydobył z kasetki osobisty blankiet i zaczął szybko, lecz wyraźnie pisać na nim: „Sprawa państwowej wagi. Ściśle tajne. Do gubernatora wojskowego Wydzielonego Okręgu Południowego. Do bezzwłocznego i bezwarunkowego wykonania pod odpowiedzialnością osobistą. Doręczycielowi niniejszego pisma przekazać natychmiast skazanego na katorgę Maka Syma, sprawa nr 6983. Od momentu przekazania uważać skazanego Maka Syma za zaginionego bez wieści i na dowód tego umieścić w archiwach odpowiednie dokumenty. Prokurator generalny”.

Chwycił drugi blankiet: „Dyspozycja. Rozkazuję wszystkim funkcjonariuszom administracji wojskowej, cywilnej i kolejowej udzielać okazicielowi tego dokumentu, specjalnemu kurierowi prokuratury generalnej i towarzyszącym mu konwojentom, wszelkiej niezbędnej pomocy według kategorii EXTRA. Prokurator generalny…”

Potem dopił wodę, nalał sobie następną szklankę i już wolno, pieczołowicie dobierając każde słowo zaczął pisać na trzecim blankiecie: „Drogi Wędrowcze! Wydarzyła się głupia historia. Dowiedziałem się przed chwilą, że interesujący cię materiał zaginął bez wieści, jak to często bywa w południowych dżunglach…”

<p>Część czwarta. KATORŻNIK</p><p>Rozdział XIII</p>
Перейти на страницу:

Похожие книги