Pasla ja cełuju hadzinu prasiadzieŭ nad mikrafilmami, sprabujučy vyłavić niešta razumnaje z mora praklataj matematyki, na movie jakoj havaryła fizika niejtrynnych pracesaŭ. Napačatku mnie zdavałasia heta marnaj spravaj, tym bolš što nievierahodna ciažkich teoryj niejtrynnaha pola było piać — jaskravy dokaz ich niedaskanałasci. U rešcie rešt mnie ŭdałosia znajsci što-kolviečy peŭnaje. Ja vypisvaŭ formuły, kali ŭ dzviery pastukali.
Ja chucieńka padyšoŭ da dzviarej i adčyniŭ ich, zaharodžvajučy svaim ciełam uvachod. Zjaviŭsia bliskučy ad potu tvar Snaŭta. Bolš nikoha ŭ kalidory nie było.
— A, heta ty, — skazaŭ ja i šyroka adčyniŭ dzviery. — Zachodź.
— Aha, heta ja, — adkazaŭ Snaŭt.
Hołas u jaho byŭ chrypły, vočy pačyrvanieli, pad imi zjavilisia miaški. Snaŭt byŭ u bliskučym humavym antyradyjacyjnym fartuchu na ełastyčnych šlejkach; z-pad fartucha byli vidać brudnyja kałošy štanoŭ, u jakich jon zaŭsiody chadziŭ. Jaho pozirk prabieh pa kruhłaj, zalitaj sviatłom zale i spyniŭsia, kali zaŭvažyŭ Chery, jakaja stajała la kresła. My imhnienna abmianialisia pozirkami; ja apusciŭ pavieki; tady Snaŭt adbiŭ pakłon, a ja pryjaznym hołasam pramoviŭ:
— Heta doktar Snaŭt, Chery. Snaŭt, heta… maja žonka.
— IA… siabra ekipaža… mianie ciažka sustreć, i tamu… — paŭza niebiaspiečna zaciahvałasia, — ja nie mieŭ mažlivasci paznajomicca…
Chery ŭsmichnułasia i praciahnuła jamu ruku, jon pacisnuŭ jaje, jak mnie padałosia, krychu znijakavieły, pamirhaŭ i ŭpieryŭsia pozirkam u Chery. Ja pakłaŭ ruku jamu na plačo.
— Vybačajcie, — skazaŭ Snaŭt, zviartajučysia da Chery. — Ja chacieŭ by pahavaryć z taboj, Kielvin…
— Kali łaska, — adkazaŭ ja sa svieckaj niazmušanasciu; usio heta nahadvała mnie fars, ale ničoha nie zrobiš. — Chery, darahaja, my tabie nie budziem zaminać? Nam z doktaram treba abmierkavać našy sumnyja spravy.
Ja za łokać padvioŭ Snaŭta da maleńkich kresłaŭ na supraćlehłym baku zały. Chery ŭsiełasia ŭ kresła, na jakim tolki što siadzieŭ ja, jana padsunuła jaho tak, što kali adkryvała hałavu ad knihi, to mahła bačyć nas.
— Jak spravy? — cicha spytaŭsia ja.
— Ja razvioŭsia, — adkazaŭ jon šeptam z prysvistam.
Kali b mnie niekali raskazali hetuju historyju, pieradali taki pačatak havorki, ja rassmiajaŭsia b, ale na Stancyi majo adčuvannie humaru atrafiravałasia.
— Kielvin, z učarašniaha dnia ja pražyŭ niekalki hadoŭ. Dy jakich hadoŭ! A ty?
— IA… ničoha… — pramoviŭ ja praz chvilinu, nie viedajučy, što kazać dalej.
Ja dobra adnosiŭsia da Snaŭta, ale adčuvaŭ, što zaraz mnie treba ascierahacca jaho, dakładniej, taho, što jon zbirajecca mnie paviedamić.
— Ničoha? — pierapytaŭ Snaŭt takim samym tonam, jak i ja. — Aha, navat tak?..
— Što ty maješ na ŭvazie?
Ja zrabiŭ vyhlad, što nie razumieju jaho. Snaŭt prymružyŭ pačyrvaniełyja vočy i nachiliŭsia da mianie tak blizka, što ja adčuŭ jaho dychannie. Jon zašaptaŭ:
— My zahrazli, Kielvin. Z Sartoryusam užo nielha zviazacca, ja viedaju tolki toje, što napisaŭ tabie i što jon skazaŭ mnie pasla našaj cudoŭnaj kanfierencyi…
— Ion vyklučyŭ videafon? — spytaŭsia ja.
— Nie, u jaho karotkaje zamykannie. Zdajecca, jon zrabiŭ jaho znarok, albo… Snaŭt machnuŭ kułakom, nibyta niešta razbivaŭ.
Ja moŭčki paziraŭ na jaho. Lievy kutočak jaho vusnaŭ skryviŭsia ŭ niepryjemnaj usmiešcy.
— Kielvin, ja pryjšoŭ tamu… — Jon nie dahavaryŭ. — Što ty chočaš rabić?
— Ty maješ na ŭvazie toje piśmo? — pavoli pramoviŭ ja. — Zrablu, nie maju padstaŭ admaŭlacca, tamu ja i siadžu tut, chaču razabracca…
— Nie, — pierapyniŭ jon, — ja nie pra toje…
— A pra što? — spytaŭsia ja z naŭmysnym zdziŭlenniem. — Ja słuchaju.
— Sartoryus, — pramarmytaŭ jon, — jamu zdajecca, što jon znajšoŭ šlach… viedaješ…
Snaŭt nie spuskaŭ z mianie vačej. Ja siadzieŭ spakojna, sprabujučy zachavać abyjakavy vyraz tvaru.
— Pierš za ŭsio taja historyja z renthienam. Toje, što rabiŭ z im Hibaryjan, pamiataješ? Mahčyma peŭnaja madyfikacyja…
— Jakaja?
— U Akijan pasyłali prosta pučok pramianioŭ i madulavali tolki ich mahutnasć zhodna z peŭnymi formułami.
— Tak, ja viedaju pra heta. Nilin užo rabiŭ tak. I mnohija inšyja.
— Tak, ale jany skarystoŭvali miakkaje vypramieńvannie. A tut było žorstkaje, my kałašmacili Akijan jak mahli, usioj mahutnasciu.
— Mohuć być niepryjemnasci, — zaznačyŭ ja. — Parušennie Kanviencyi Čatyroch i AAN.
— Kielvin… Nie prytvarajsia. Jakoje heta maje značennie ciapier? Hibaryjan ža miortvy.
— Aha, Sartoryus choča ŭsio zvalić na jaho?
— Nie viedaju. Ja z im pra heta nie havaryŭ. Heta nie maje značennia. Sartoryus miarkuje, raz „hosci” zjaŭlajucca tady, kali my pračynajemsia, značyć, Akijan vyviedvaje ŭ nas recept vytvorčasci pad čas snu. Akijan ličyć, što sama važny naš stan — son, i tamu pastupaje imienna tak. Sartoryus choča dasłać jamu našyja dumki, dumki najavie — razumieješ?
— Jakim čynam? Pa pošcie?
— Žarty ty dašleš asobna, sam. Hety pučok pramianioŭ budzie madulavacca bijatokami mozha adnaho z nas.
Narešcie ja sioje-toje zrazumieŭ.
— Aha, — skazaŭ ja, — adzin z nas — heta ja! Tak?
— Tak. Jon dumaŭ pra ciabie.
— Ščyra dziakuju.
— Što ty pra heta skažaš?