— Nie wchod'z na to (
— Pawel…!!! — krzyknela Zosia strasznym glosem. Drzwi na taras na szcze'scie byly otwarte. Gdyby nie to, zapewne wyrwaliby'smy je z zawias'ow. W dole, pod cze'sciowo rozkopanym wiekszym grobowcem, w poblizu wej'scia do atelier, co's sie miotalo.
— 'Swiatlo…! — krzyknela Alicja rozdzierajaco. Pan Muldgaard wyszarpnal z kieszeni latarke elektryczna. Blask poteznego reflektora padl na Pawla pozbawionego nogi, szarpiacego sie jako's dziwnie blisko ziemi. Zosia rzucila sie ku niemu z rozpaczliwym jekiem.
— Nie wchod'z na to!!! — wrzasnal Pawel. — O rany Boga, spodnie mi sie podra!!!
Zatrzymali'smy sie w ostatniej chwili (
Zatrzymali'smy sie w ostatniej chwili, zeby nie wpa's'c na niego i na to co's, co sie pod nim zalamalo. Pawel tkwil jedna noga w glebokiej dziurze, przykrytej deskami, kt'ore, polamane, sterczaly wok'ol. Pod druga noga lamala mu sie reszta. Z najwiekszym trudem w 'swietle imponujacej latarki pana Muldgaarda pomogli'smy mu wydoby'c sie z pulapki bez wiekszych uszkodze'n garderoby.
— Po diabla tam wlazle's (
— Czy to miala by'c ta pulapka (
— Morderca azali wykonywal jame (
— Nie (
— Na co (
— Na morderce (
— Gdzie uciekl (
— Tam, przez dziure (
— Po diabla tam wlazle's? — spytala z niezadowoleniem Alicja. — Masz caly ogr'od i musiale's wlazi'c wla'snie tu?
— Czy to miala by'c ta pulapka? — spytala okropnie zdenerwowana Zosia.
— Morderca azali wykonywal jame? — spytal z zainteresowaniem pan Muldgaard.
— Nie — powiedzial Pawel. — Morderca byl tam. Chcialem sie tu zaczai'c.
— Na co?
— Na morderce! Byl w ogrodzie i tu sie skradal, do okna. Uciekl!!!
— Gdzie uciekl?
— Tam, przez dziure…