dotarłeś. Opowiadałem wam, jak kiedyś jeden z uczniów skręcił nie w ten korytarz, co
trzeba i zaginął? Znaleźliśmy go po trzech dniach na poddaszu Wieży
Astronomicznej. Nie potrafił wyjaśnić, jak się tam dostał. Prawdopodobnie trafił na
jedno z tych losowo przemieszczających się po zamku przejść lustrzanych. Do tej
pory nie udało mi się żadnego upolować, a próbuję już od... prawie pół wieku. -
Dumbledore wyglądał na nieco mniej zmęczonego niż zazwyczaj i znacznie
radośniejszego. Albo sprawy zaczęły układać się w końcu po jego myśli, albo to po
prostu czas świąt tak na niego wpłynął. Nie od dzisiaj przecież wiadomo, że jest to
okres magiczny.
Harry uśmiechnął się uprzejmie i zajął miejsce obok Luny, ale zanim zdążył choćby
spojrzeć na Snape'a po raz drugi, dziewczyna pochyliła mu się do ucha i wyszeptała:
- Zajęłam dla ciebie miejsce, Harry.
Chłopak poczuł, jak na jego policzki wypływa rumieniec. Wymamrotał podziękowanie
i zerknął na Severusa, który właśnie w tym samym momencie podniósł głowę i
spojrzał prosto na niego. Jego twarz pozostała bez zmian, ale Harry to dostrzegł.
Jasny, szybki i bardzo mocny błysk w czarnych oczach. Potrafił już bezbłędnie
odczytywać takie sygnały. A ten sprawił, że zrobiło mu się ciepło w środku i jego
policzki przybrały jeszcze intensywniejszą barwę.
Widząc to, Severus zmarszczył brwi, a Harry szybko pochylił głowę, nakazując sobie
w myślach zachować spokój. Ale łatwo było mówić "zachowaj spokój", kiedy Severus siedział zaledwie metr od niego. A jeżeli wliczyć dolną część stołu, to nawet bliżej. A
może gdyby się postarał, to mógłby go nawet dotknąć nogą...
Nie, nie. Nie! Nie teraz! To zbyt niebezpieczne.
Ale, do cholery, on jest tak blisko...
Harry skarcił się w myślach i całą siłą woli zmusił się, aby siedzieć spokojnie.
- Potter, zachowujesz się jak sklątka tylnowybuchowa przed eksplozją - warknął
cicho Snape, spoglądając na niego ze zmarszczonymi brwiami. - Jeżeli moje
towarzystwo aż tak wyprowadza cię z równowagi, to może zamienisz się z kimś
miejscami? Wydaje mi się, że tak będzie bezpieczniej dla... ciebie - zakończył Mistrz
Eliksirów, chociaż pauza przed ostatnim słowem sugerowała, że zamierzał
powiedzieć coś zupełnie innego.
Harry najeżył się. Chciał siedzieć naprzeciw Severusa! Nie da się stąd wyrzucić tylko
dlatego, że Snape myśli, że Harry nie potrafi się opanować. Wiedział, że jest trochę
zdenerwowany, ale potrzebuje jedynie trochę czasu, aby się uspokoić.
- Dziękuję profesorze - odparł spokojnie - ale dobrze mi tu, gdzie jestem. Mogę pana
zapewnić, że nie zamierzam wybuchać, jeżeli oczywiście pan nie zrobi tego
pierwszy.
Po tych słowach coś za oczami mężczyzny zabłysło, a Harry zachichotał w duchu.
Runda pierwsza zaliczona. I wyglądało na to, że Harry zdobył punkt.
- Och, zapewniam cię Potter, że prędzej zamienię się w skrzyżowanie buchorożca i
bachantki ognistej - wycedził Snape, wbijając w Harry'ego pociemniałe, ale
jednocześnie dziwnie błyszczące spojrzenie. I Harry poczuł, jak coś mu się
przewraca w żołądku, kiedy przypomniał sobie właściwości skrzyżowanej ze sobą
krwi buchorożca i bachantki.
Czy, czy Snape właśnie przyznał, że on także...? I to jeszcze bardziej...
Harry zamrugał, próbując mentalnie pozbierać szczękę.
No dobra, powiedzmy, że jest remis.
Kiedy Harry szykował, jakąś ripostę, Dumbledore wstał i wszelkie rozmowy przy stole
natychmiast ucichły.
- Cieszę się, że zebraliśmy się tutaj wszyscy. Mam nadzieję, że te święta będą dla
nas udane i przyniosą ze sobą nadzieję, tak potrzebną w tych trudnych czasach.
Życzę wam wszystkim wytrwałości i odwagi na krętych ścieżkach życia, najeżonych
przeszkodami i trudnymi wyborami, ale wiedzcie, że zawsze odnajdziecie drogę,
jeżeli tylko będziecie podążali za światłem miłości. Życzę wam także, aby te święta
zmieniły coś w waszym życiu, abyście mogli przeżyć je w radości i z uśmiechem na
twarzy - Dumbledore zerknął w kierunku skwaszonego Snape'a, a jego oczy
zamigotały. - I mam nadzieję, że za rok również się tu spotkamy, niezależnie od tego,
co się w międzyczasie wydarzy. - Harry, siedzący naprzeciw Snape'a, zobaczył, jak
mężczyzna odwraca głowę i marszczy brwi, zatrzymując wzrok na płonącej w
lichtarzu świecy. - A teraz wystarczy już, bo pewnie jesteście równie głodni, jak ja.
Wesołych Świąt, pełnego brzucha i dobrej zabawy!
Wszyscy zaczęli bić brawa, łącznie z Harrym. Mistrz Eliksirów klasnął dwa razy,
musnął wzrokiem twarz Harry'ego i szybko przeniósł go ponownie na płomień
świecy.
To było.. dziwne, pomyślał Harry, ale bardzo szybko został wciągnięty w wir śmiechu
i entuzjazmu, którym emanowali niemal wszyscy wokół niego. Na stole pojawiły się
półmiski z przeróżnymi smakołykami i zaczęły wędrować z rak do rąk, podobnie jak
szepty i rozmowy. I Harry nie miał nawet chwili czasu, aby pomyśleć o ripoście dla
Snape'a, który jako jedyny nie uczestniczył w zbiorowej radości.
- Cieszę się, że zostałam, a ty, Harry? - zapytała Luna, nakładając sobie cały talerz
grzybowego puddingu. - Nie wiedziałam, że święta w Hogwarcie mogą być takie miłe.