Tonks jest w Hogwarcie bardzo szczęśliwa. Nieco nerwowych spojrzeń pojawiło się

dopiero, kiedy zapytał o to, jak udała się impreza, ale wszyscy, którzy na niej byli,

łącznie z Harrym, zapewnili, że była naprawdę świetna i że nie mogą się doczekać

następnej.

Czy to oznaczało, że Snape zrezygnował? Nie, to nie w jego stylu. Może po prostu

postanowił zaczekać i zrobić to po świętach? Dla Harry'ego? Możliwe. Ta myśl

rozgrzała go i dokończył obiad z uśmiechem na twarzy i w bardzo dobrym humorze.

Po posiłku, nie oglądając się na nikogo i z nikim nie rozmawiając, wrócił szybko do

dormitorium. Był zbyt podekscytowany. Teraz myślał już tylko o świątecznej kolacji i o

tym, co wydarzy się po niej. A nie miał najmniejszych wątpliwości, że coś się

wydarzy.

Kiedy tylko rzucił się na łóżko, poczuł ciepło w kieszeni. Wyjął kamień, a jego serce

zaczęło bić nieco szybciej. Odczytał wiadomość:

Po kolacji, w moich komnatach.

Teraz serce Harry'ego przyspieszyło już tak, że przez kilkanaście minut miał problem

z uspokojeniem go. Był tak cholernie podekscytowany, że przez jakiś czas krążył

tylko po pomieszczeniu, nie wiedząc, co powinien teraz zrobić, w jakiej kolejności to

zrobić i czy w ogóle coś robić.

Po krótkim namyśle postanowił wdrożyć w życie swój "przebiegły" plan. Myślał o nim już wcześniej, lecz wciąż trochę się obawiał. Ale co tam, w końcu ma spędzić z

Severusem święta, musi więc wprowadzić nieco świątecznego nastroju w jego

mroczne komnaty! Wezwał Zgredka i poprosił go o dostarczenie kilku łańcuchów,

świecidełek i jakiejś małej choinki, bo chciał "udekorować jeszcze trochę swoje

dormitorium". Zgredek jak zwykle wykazał się przesadnym entuzjazmem i przyniósł

mu cały wór różnego rodzaju ozdób świątecznych. Harry spędził dobrych kilkanaście

minut na wybieraniu z niego jakichś odpowiednich kolorystycznie i nieprzesadnie

złoconych łańcuchów i girland. Skupił się raczej na zieleni i srebrze. No i czerwieni.

Musiał przecież wprowadzić nieco swojej osobowości. Wszystko zapakował do

mniejszego worka, po czym wykradł się z dormitorium w pelerynie niewidce i ukrył go

za posągiem wściekłego ghula, znajdującym się tuż przy schodach prowadzących do

lochów, po czym szybko wrócił na górę. Zabierze go, kiedy będzie szedł do Snape'a.

Do kolacji pozostało jeszcze kilka godzin. Skrajną głupotą byłoby rozpoczęcie

przygotowywania się do niej już teraz. Ale Harry w swoim obecnym stanie nie myślał

zbyt racjonalnie. Najpierw przekopał się przez swój kufer, wyciągając z niego nową,

czerwoną koszulę i czarny krawat. Były pogniecione, a więc rzucił na nie zaklęcie

wygładzające. Ze spodniami nie poszło mu już tak łatwo. Wiedział, jak zreperować

okulary, ale naprawa podartych i zakrwawionych spodni nie była już tak prosta i

spędził dobrych kilkanaście minut na wertowaniu podręcznika do zaklęć. Po jakimś

czasie, kiedy najpierw zabarwił spodnie na fioletowo, a następnie zmniejszył je i

zamienił w tekturowe, udało mu się je w końcu załatać i wyczyścić. Poszłoby

szybciej, gdyby nie to, że jedyne, o czym myślał, to Snape. Nie potrafił skupić się

nawet na tak prostej czynności jak zawiązanie krawatu. Po obowiązkowym prysznicu,

kiedy ubrał się w końcu i zmniejszył prezent dla Severusa tak, aby zmieścił mu się do

kieszeni i kiedy stanął przed lustrem, aby sprawdzić wyniki swoich zabiegów, zegar w

Pokoju Wspólnym wybił punkt osiemnastą.

O cholera! Kolacja zaczynała się godzinę wcześniej niż zwykle! Zupełnie o tym

zapomniał! Szybko przygładził włosy, a przynajmniej spróbował to zrobić, sprawdził,

czy niczego nie zapomniał, po czym, z bijącym szybko sercem, zszedł na dół do

głównego holu. Kiedy wszedł do Wielkiej Sali, wszystkie miejsca przy stole były już

zajęte.

No pięknie. Przyszedł jako ostatni!

Ale kiedy podszedł bliżej, jego serce zabiło jeszcze mocniej. Jedyne wolne miejsce,

które pozostało, znajdowało się... tuż naprzeciw Mistrza Eliksirów. Przez chwilę, gdy

szedł wzdłuż długich stołów domów, nie potrafił uwierzyć w swoje szczęście, ale

potem napłynęło zrozumienie. Po prostu żaden z uczniów nie chciał siedzieć twarzą

w twarz ze swoim znienawidzonym nauczycielem. Nawet młodzi Ślizgoni woleli swoje

towarzystwo przy jednym z końców stołu. A kolejną niespodzianką było to, że tuż

obok wolnego miejsca... siedziała Luna, która odwróciła się do niego i uśmiechnęła.

Kiedy Harry podszedł jeszcze bliżej, nareszcie mógł przyjrzeć się Snape'owi.

Mężczyzna siedział z lekko pochyloną głową i skrzywioną, niezadowoloną miną.

To było dziwne, ale Harry poczuł nagły przypływ czułości na jego widok. Został

przecież wyrwany ze swoich ukochanych, chłodnych, mrocznych lochów i rzucony na

pastwę świecidełek, grających świąteczne piosenki stroików i ubranego w purpurę

Dumbledore'a. Dumbledore'a, który właśnie przerwał rozmowę z siedząca po jego

prawej stronie profesor McGonagal i uśmiechnął się do Harry'ego.

- Harry, mój drogi chłopcze, czekaliśmy na ciebie - powiedział jowialnie.

- Przepraszam - wymamrotał chłopak. - Zapomniałem, że to...

- Och, nie przejmuj się - dyrektor machnął ręką. - Najważniejsze, że w końcu tu

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги