pragnął, ale czuł się naprawdę wykończony. Kiedy jednak większość uczniów
przelazła już przez dziurę w portrecie i Harry, Ron i Hermiona również wkroczyli do
Pokoju Wspólnego, zaskoczyło ich niewielkie zbiegowisko przy kominku.
- ...ejmuj się, przecież wiesz, że Snape do wredny dupek. Nie martw się. Na pewno
wszystko skończy się dobrze.
- Właśnie. On zawsze ma zły humor. Nie powinieneś przejmować się tym
wyrośniętym nietoperzem!
Harry, Ron i Hermiona spojrzeli po sobie i podeszli bliżej, aby dowiedzieć się, o co
chodzi.
Połowa piątego roku Gryffindoru otaczała siedzącego na kanapie Colina Creeveya,
który miał spuszczoną głowę i wyglądał na naprawdę przygnębionego. Obok niego
siedziała Ginny, najwyraźniej próbując go pocieszyć.
- Co się stało? - zapytał Ron, patrząc na siostrę. Colin podniósł na chwilę głowę i
Harry zobaczył, że miał zaczerwienione oczy.
- Ten sukinsyn Snape wyrzucił Colina z lekcji i powiedział, żeby już nigdy nie
pokazywał mu się na oczy - powiedziała Ginny ze złością w głosie.
Harry rozszerzył oczy.
- Co? Dlaczego? - zapytał, wyraźnie wstrząśnięty. Snape zawsze groził wszystkim,
że wyrzuci ich z lekcji, ale groźby te spełniał naprawdę rzadko i zawsze były to tylko
jednorazowe incydenty.
- Ja... - mruknął Colin, pociągając nosem - ...mieliśmy przygotować Eliksir
Bezsennego Snu, no i pomyliłem składniki i... wszystko eksplodowało i... - Głos mu
się załamał i nie mógł już mówić dalej.
- I połowa naszego roku wylądowała w szpitalu z poparzeniami - dodała cicho Ginny i
widząc, że wargi Colina znowu zaczynają drżeć, zreflektowała się szybko. - Nikt nie
twierdzi, że to była twoja wina, Colin! Każdy ma prawo się pomylić! Przecież takie
wypadki zdarzają się bardzo często. A Snape jest nauczycielem i powinien to
zrozumieć, a nie twierdzić, że jesteś "największym imbecylem, jakiego widziała
szkoła, zaraz po Longbottomie" - powiedziała Ginny, naśladując ton nauczyciela.
- A to świnia z tego tłustowłosego dupka! Żeby mu tak kiedyś jakiś eliksir wybuchnął
prosto w twarz! Może wtedy stałby się mniej paskudny - warknął Ron. - Nie przejmuj
się, Colin, mi Snape mówi takie rzeczy na co drugiej lekcji.
Colin pociągnął nosem.
- Żeby tylko to powiedział...
- Snape w ogóle zachowywał się dzisiaj jeszcze gorzej niż zazwyczaj, jakby mu ktoś
porządnie nadepnął na odcisk - mruknęła Ginny. - Wydzierał się na nas przez całą
lekcję i odjął nam chyba ze czterdzieści punktów. Za nic. A później, kiedy Colin
wysadził swój kociołek... - Dziewczyna spojrzała na przyjaciela ze współczuciem.
- Powiedział, że jeżeli jestem taki ślepy, że nie potrafię odróżnić czerwonego proszku
z odchodów Zgnilików od żółtego proszku z zasuszonych jaj Mantykor, to
powinienem pożyczyć okulary od Pottera i...
Harry'emu opadła szczęka.
- ...i nie chce mnie już więcej widzieć na swoich zajęciach, a jeżeli zechcę, to mogę
wysadzić samego siebie i wtedy wszyscy odetchną z ulgą - zakończył Colin i
westchnął z przygnębieniem.
- McGonagall na pewno się za tobą wstawi - powiedziała Hermiona. - Snape nie
może ot tak sobie wyrzucać uczniów z zajęć.
Ron spojrzał na stojącego obok Harry'ego i poklepał go po ramieniu.
- A ty masz niedługo szlaban z tym łajdakiem. Trzymaj się, Harry, będziemy wspierać
cię myślami. Miejmy nadzieję, że wyjdziesz z tego cało.
Harry skinął głową, zbyt zaszokowany tymi wszystkimi rewelacjami, aby
odpowiedzieć. Jeżeli Snape był dzisiaj w takim paskudnym nastroju, to teraz
naprawdę zaczął obawiać się tego szlabanu. Przecież znał go i wiedział, jaki potrafi
być czasami nieprzewidywalny.
Najwyraźniej ten wieczór wcale nie zapowiadał się tak przyjemnie, jak sądził...
Po kolacji, na której Severus się nie pojawił, Harry wyszedł z Wielkiej Sali,
odprowadzany współczującymi spojrzeniami Rona, Hermiony i kilku młodszych
Gryfonów, i skierował się prosto do lochów.
Cóż, lepiej mieć to już za sobą. Może nie będzie tak źle. Może Severus tylko na
niego powarczy i wyrzuci go za drzwi, bo nie będzie miał ochoty na jego
towarzystwo.
Kiedy zatrzymał się przed drzwiami do jego gabinetu, czuł, jak głośno bije mu serce.
Nie chodziło o to, że bał się Severusa. Chodziło o to, że bał się czasami jego...
nastrojów. A w zasadzie tego, co może mu zrobić.
Odetchnął głęboko kilka razy, próbując rozpędzić zbitą grudę lęku, która osiadła mu
w żołądku, i dotknął drzwi. Przeszedł przez gabinet i ponownie się zatrzymał,
zastanawiając się, czy lepiej nie zawrócić, dopóki ma jeszcze taką możliwość. Potem
może już nie być w stanie.
Trzeci rok Gryffondoru, który również miał z nim dzisiaj zajęcia, potwierdził, że Snape
zachowywał się o wiele paskudniej niż zwykle. I teraz oto Harry stał przed drzwiami
jego komnat i czuł się tak, jakby miał zaraz wejść do jaskini lwa. A raczej węża.
Nie, przecież to Severus. Nic mu nie zrobi, nawet jeżeli ma dzisiaj naprawdę kiepski
humor. Prawda? Prawda?
Zamknął oczy, odetchnął jeszcze kilka razy, aby dodać sobie odwagi, i wszedł.
W porządku, zrobił dwa kroki i nikt nie cisnął w niego jeszcze żadnym zaklęciem, ani
nie powalił na ziemię. Jest dobrze.