Wspólnego Hermionę. Widząc Harry'ego, zatrzymała się niepewnie i odwróciła
głowę. Jednak chłopak zdążył zauważyć jej zaczerwienione oczy. W ramionach
ściskała książkę.
- Och, to ty Harry. Nie myślałam, że ktoś tu jeszcze będzie o tej porze - wymruczała,
wpatrując się w ścianę i najwyraźniej nie chcąc albo też nie będąc w stanie na niego
spojrzeć.
- Gdzie byłaś? - zapytał, marszcząc brwi. - Myśleliśmy, że siedzisz w dormitorium.
Ja, Ron i Ginny byliśmy...
- Wiem - przerwała mu nagle, znacznie ostrzejszym głosem. - Widziałam was przez
okno. Nie tylko ty potrzebujesz czasami chwili samotności w Pokoju Życzeń. I proszę
cię... nie wspominaj przy mnie o nim.
- O kim? O Ronie? Przepraszam - wymamrotał, kiedy posłała mu na wpół
rozdrażnione, na wpół rozgoryczone spojrzenie. Widząc jej zapuchnięte oczy i ślady
łez na policzkach, poczuł ukłucie w sercu. Nie myślał, że ich kłótnia była aż tak
poważna. Widocznie Hermiona przeżyła ją znacznie dotkliwiej niż Ron. A oni przez
cały wieczór tak świetnie się bawili...
- Słuchaj - zaczął, nie wiedząc właściwie, co chce powiedzieć. - Daj spokój. W
związkach... zawsze zdarzają się kłótnie. Tak bywa. I to nie jest niczyja wina.
Hermiona spojrzała na niego ze smutkiem spod burzy włosów i powoli podeszła do
kanapy, po czym opadła na nią z westchnieniem tuż obok Harry'ego. Chłopak zagryzł
wargę. Nie był najlepszy w pocieszaniu.
- To nie o to chodzi - powiedziała cicho. - Tylko, że mam wrażenie, że on... nieważne.
- Nie chce cię słuchać i wkurza się, kiedy próbujesz nim pokierować?
Hermiona poderwała głowę i spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami.
- Skąd wiesz?
- No bo ty... zawsze chcesz wszystkimi kierować - wymamrotał Harry.
- Dzięki - prychnęła.
- Nie chcę go usprawiedliwiać - zaprzeczył Harry. - Ale powinnaś chyba zrozumieć,
że nikt nie lubi, kiedy mu się ciągle mówi, co ma robić. Wiem, że chcesz dobrze i...
nie wiem, jesteś przekonana, czy coś, że masz rację i że to mu pomoże i że tak
będzie dla niego najlepiej... ale ludzie nie lubią jak się ich bez przerwy kontroluje. -
Przełknął ślinę, czując nagły uścisk w żołądku i przypominając sobie wzrok
Severusa.
Hermiona rzuciła mu długie, zamyślone spojrzenie.
- Wiem, że masz rację, ale i tak... nie wybaczę mu tego, co powiedział. Zawsze tylko
generalizuje. Tylko to potrafi. Nienawidzę tego.
- Tak jak ty teraz? - mruknął Harry.
- Co? - Hermiona spojrzała na niego z zaskoczeniem i zarumieniła się. Harry
uśmiechnął się lekko.
- Zawsze myślałem, że potrafi jeszcze kilka innych rzeczy - powiedział.
- Tak, na przykład jeść - odparła dziewczyna i nagle parsknęła śmiechem.
- I chrapać - dodał Harry.
- I nie przejmować się odrabianiem lekcji.
- A w grze w eksplodującego durnia jest prawdziwym mistrzem.
Hermiona zachichotała i westchnęła głęboko, po czym spojrzała na Harry'ego z
wdzięcznością w orzechowych oczach.
- Dzięki - mruknęła. - Ale i tak mu nie wybaczę. Przynajmniej nie tak szybko. Musi
zrozumieć, że pewnych rzeczy... nie należy mówić - zakończyła, a do jej głosu
ponownie napłynął smutek. - Ale nie mam teraz pary na jutrzejszą imprezę...
Pójdziesz ze mną? Nie chcę być tam sama i patrzeć jak Ron... I nie chcę siedzieć jak
kołek w dormitorium.
Harry zamrugał.
- Jaką impr...?
I wtedy sobie przypomniał. Wspólne urodziny Angeliny Johnson i Katie Bel .
Całkowicie o tym zapomniał. Jakiś czas temu go zapraszały, ale nie miał zamiaru ani
ochoty iść.
- Ee... - Spojrzał na przypatrującą mu się wciąż zaczerwienionymi oczami
przyjaciółkę i westchnął głęboko. - No dobrze. W sumie może być nawet fajnie... -
powiedział, starając się okazać entuzjazm i nie myśleć o tym, jak wytłumaczy to
Snape'owi. Chyba najlepiej będzie zrobić to osobiście.
Hermiona rozpromieniła się i rzuciła mu się na szyję.
- Dzięki, Harry. Jesteś cudowny.
Tak, tylko czy to, że jest "cudowny" wystarczy za wytłumaczenie dla Snape'a?
Szczerze w to wątpił.
***
Harry obudził się w południe. Tak późno poszedł spać, że kiedy dotarł do
dormitorium, po prostu rzucił się na łóżko i zasnął niemal natychmiast. Nawet nie
chciało mu się przebierać.
Usiadł na posłaniu i rozejrzał się. W pomieszczeniu nie było ani Neville'a, ani Rona.
Za oknem sypał śnieg, a niebo było zachmurzone. Przeciągnął się i wygramolił z
łóżka, po czym ruszył do łazienki. Chłodny prysznic natychmiast go rozbudził. Kiedy
zakładał czyste spodnie, odruchowo sięgnął do kieszeni starych, aby przełożyć
kamień, ale kiedy go tam nie znalazł, zmroziło go. Dopiero po kilku sekundach
przypomniał sobie, że przecież wczoraj wrzucił go do kufra i kompletnie o nim
zapomniał.
Cholera, a to oznaczało, że zapomniał także wysłać Snape'owi wieczorne
"dobranoc"!
Wypadł z łazienki, otworzył kufer i zaczął w nim grzebać. Uśmiechnął się lekko, kiedy
w rękę wpadło mu małe, czerwone pudełeczko. Walentynowy prezent dla Severusa.
Co prawda, do walentynek zostały jeszcze dwa tygodnie, ale postanowił przygotować
go już wcześniej. Kupił pudełko podczas ostatniej wizyty w Hogsmeade, a to, co się
w nim znajdowało... Cóż, miał tylko ogromną nadzieję, że wystarczy mu odwagi, aby