Na szczęście udało mu się dotrzeć pod drzwi gabinetu Severusa bez większych
przeszkód. Zatrzymał się przed nimi i wyciągnął rękę, aby ich dotknąć, lecz... nie
poruszyły się. Zmarszczył brwi i sięgnął do klamki. Nacisnął ją kilka razy, ale drzwi
pozostały zamknięte.
Najwyraźniej Severusa nie było. Może znowu musiał iść na jakąś misję. Szkoda...
Tak bardzo chciał go zobaczyć. Powiedzieć mu, że to była jedna wielka pomyłka, że
powinien był z nim zostać, że niepotrzebnie zgodził się iść na tę imprezę.
Westchnął i odwrócił się. Ruszył w drogę powrotną, powłócząc nogami i
zastanawiając się, czy Severus nadal jest na niego zły... Wdrapał się już na piąte
piętro, ale wtedy schody ruszyły w przeciwną stronę i musiał nadłożyć drogi. Kiedy
jednak wyszedł zza zakrętu korytarza, musiał się tak gwałtownie zatrzymać, że
niemal potknął się i upadł. Prawie nadepnął na panią Norris. Kotka prychnęła i
odskoczyła, fukając wściekle.
Harry rozejrzał się po korytarzu, szukając Filcha, ale na szczęście nigdzie w pobliżu
go nie było. Wiedział jednak, że musi jak najszybciej się stąd zwinąć, jeżeli nie chce,
aby to przeklęte kocisko podniosło alarm.
Ostrożnie ominął obserwującą go swoimi rubinowymi oczami kotkę i ruszył dalej.
Jednak zwierzę zaczęło iść za nim.
- Sio! Wynocha stąd! - syknął, przyspieszając kroku. Kotka miauknęła w odpowiedzi.
Najwidoczniej wciąż pamiętała ostatnie spotkanie, podczas którego Severus
potraktował ją w tak brutalny sposób. Najgorsze było to, że najwyraźniej doskonale
widziała przez pelerynę niewidkę. Już kilka razy prawie wpadł przez nią w kłopoty.
Musi ją zgubić!
Przyspieszył jeszcze bardziej, ale zwierzę wciąż biegło za nim.
- Odczep się, ty głupi sierściuchu! - wymruczał ze złością, po czym zaczął biec. Kotka
znowu zamiauczała i ruszyła w pościg. Harry minął kolejny zakręt i biegnąc wąskim
korytarzem, obejrzał się przez ramię, żeby zobaczyć, jak daleko od niego jest pani
Norris. I wtedy, tuż przed kolejnym zakrętem, wpadł na coś, co wrzasnęło ze strachu
piskliwym głosem, odbił się od czegoś miękkiego i wylądował na podłodze.
Otrząsnął się, próbując pozbyć się tańczących mu przed oczami plam, i wtedy
zobaczył.
To była Ginny. Jęknęła, podnosząc się z podłogi i z przerażeniem wpatrując w
miejsce, w którym leżał Harry. To musiał być dla niej naprawdę ogromny szok,
zderzyć się z czymś niewidzialnym. Harry szybko ściągnął pelerynę z głowy.
- To ja - wyszeptał. Ale ona wcale nie wyglądała na uspokojoną. Podniosła się i
spojrzała za siebie rozszerzonymi ze strachu oczami. Harry zauważył, że jej bluzka
była wymięta i zapięta tylko na jeden guzik, szminka na ustach całkowicie
rozmazana, włosy w nieładzie, a na odsłoniętej szyi widniało kilka wyraźnych
malinek. Och, najwidoczniej wracała ze schadzki z Gregiem...
- Wstawaj - pisnęła cicho, a jej głos drżał tak bardzo, że z trudem nad nim panowała.
- Właśnie... właśnie prawie wpadłam na Snape'a. Chyba mnie nie widział, ale na
pewno usłyszał. Chodź, musimy...
Hary zamarł, słysząc odległe kroki. Miał wrażenie, że jego serce opadło aż do stóp, a
żołądek znalazł się w przełyku. Obejrzał się do tyłu, widząc nadbiegającą i
prychającą głośno kotkę.
- Musimy się schować! - Ginny przypadła do niego i szarpnięciem podniosła go na
nogi. - Tutaj! - Nie czekając na nic, pociągnęła go ku najbliższym drzwiom od
schowka. Harry nie zdążył nawet zaprotestować, kiedy wepchnęła go do środka,
zamknęła za nimi drzwi i wcisnęła ich w najdalszy kąt pomieszczenia, drżąc na całym
ciele. Ale Harry miał wrażenie, że sam trząsł się jeszcze bardziej od niej. Niemal
słyszał bicie własnego serca, którego uderzenia odbijały mu się echem w uszach.
Rozłożył pelerynę i zarzucił ją na siebie i Ginny, modląc się do wszystkich bóstw o to,
aby...
Za drzwiami usłyszał miauczenie i drapanie.
- Nie... - jęknęła Ginny, wciskając się jeszcze bardziej w ścianę. Harry i tak nie był w stanie wydusić z siebie słowa.
Kroki zbliżały się, a każdy z nich sprawiał, że Harry miał coraz większe problemy z
oddychaniem. W końcu zatrzymały się. Oboje przestali oddychać.
On wie, że to ja!, pomyślał w panice Harry. Usłyszał głośne prychnięcie pani Norris, a
klamka poruszyła się. Drzwi otworzyły się z cichym skrzypieniem i w wejściu pojawiła
się wysoka, mroczna sylwetka. Harry poczuł się tak, jak kilka miesięcy temu, kiedy
Severus po raz pierwszy wszedł do schowka, emanując tym przenikającym do szpiku
kości niebezpieczeństwem. Wtedy też nie mógł oddychać, wtedy tez miał wrażenie,
że mężczyzna zasysa do siebie przestrzeń. Ale teraz bał się go znacznie bardziej niż
wtedy.
- Potter - mruknął, wchodząc do środka i sięgając po różdżkę, którą zapalił kilka
stojących na półce świec. - Wiem, że to ty.
Harry miał ochotę wniknąć w ścianę i sądząc po przyciskającej się do niego Ginny,
ona marzyła dokładnie o tym samym. Snape zrobił krok w ich stronę. Harry cofnął się
jeszcze bardziej, potrącając miotłę, która powoli zsunęła się po ścianie z
przeraźliwym hałasem i spadła na podłogę.
Severus przeniósł wzrok z leżącej miotły i wbił go dokładnie w to miejsce, w którym