środka. To wszystko było nie tak! - Powiedz! No przecież wiesz, jak było! Wpadłem
na ciebie! - Widząc, że Ginny jest w stanie tylko patrzeć na niego wypełnionymi łzami
oczami, doskoczył do niej i szarpnął nią, wskazując na Snape'a: - No powiedz mu!
- J-ja... - wyszeptała w końcu, z trudem panując nad płaczem. - Wpadłam na
Harry'ego i zaciągnęłam go do schowka...
- Zamknij się! - ryknął Snape, a Ginny aż się wzdrygnęła. To już nie była nienawiść.
To było coś znacznie głębszego... - Nie chcę znać szczegółów! Nie obchodzi mnie, w
jakiej pozycji cię wziął, jak głośno jęczałaś jego imię, gdzie cię dotykał, co ci szeptał, ani... - Snape przerwał nagle, dysząc ciężko, jakby wiedział, że stracił kontrolę.
Wyprostował się i przymknął oczy, biorąc głęboki oddech. Kiedy odezwał się po
chwili, w jego głosie nie było już nienawiści, nie było tego czegoś, co sprawiało, że
serce Harry'ego chciało eksplodować, nie było niczego... - Napawacie mnie odrazą -
rzekł bardzo cichym głosem, w którym nie pobrzmiewała nawet jedna nuta uczucia.
Odwrócił się z łopotem peleryny i zanim Harry zdołał cokolwiek zrobić, już go nie
było. Pozostawił po sobie jedynie słaby zapach ziół, odgłos opadającego z sufitu
tynku i odbijające się od ścian echo trzaśnięcia drzwiami.
Harry stał osłupiały, wciąż ściskając ramię Ginny i wpatrując się w drzwi. W jego
głowie szalało tornado. Miał wrażenie, że znalazł się w jakimś koszmarze i jeszcze
nigdy w życiu nie pragnął tak bardzo się obudzić.
To... nie tak. To nie może się tak skończyć. Musi iść... wytłumaczyć... powiedzieć...
cokolwiek!
Ruszył przed siebie, jak w amoku, zostawiając Ginny w schowku. Wypadł na korytarz
na uginających się nogach, zarzucił na siebie pelerynę, wyminął kręcącą się pod
przeciwległą ścianą panią Norris i pognał przed siebie.
W dół. W dół. Do lochów. Jak najszybciej!
Na drugim piętrze potknął się o maczugę rzeźby trol a jaskiniowego i z całym
impetem wylądował na kamiennej posadzce, zdzierając sobie kolana i nadgarstki, ale
w ogóle nie zwrócił na to uwagi. Wstał i ruszył dalej, biegnąc tak szybko, jakby od
tego zależało jego życie.
Na zakrętach odbijał się od ścian, by nie tracić szybkości i kiedy wpadł do lochów i
przebiegł przez kilka korytarzy, zobaczył go! Zobaczył skrawek czarnej peleryny
znikającej w drzwiach gabinetu.
Nie! - jęknął w duchu, przyspieszając jeszcze bardziej, ale już wiedział, że nie zdąży.
Drzwi zamknęły się z głuchym trzaskiem. Dobiegł do nich, zatrzymując się tak nagle,
iż pośliznął się i niemal upadł. Miał wrażenie, jakby po drodze zgubił płuca, ale to się teraz nie liczyło.
Dotknął drzwi, ale nie poruszyły się. Szarpnął za klamkę. Nic. Zapukał.
Odpowiedziała mu tylko cisza.
Zagryzł wargę i zaczął pukać. Coraz głośniej i natarczywiej. Pukał tak długo, aż miał
wrażenie, że zdarł sobie knykcie.
Ogarnęła go rozpacz.
Sięgnął do kieszeni i zacisnął dłoń na kamieniu.
Wpuść mnie! Proszę! Musimy porozmawiać!
Oparł czoło o chłodną powierzchnię, oddychając ciężko i próbując się uspokoić, ale
wtedy usłyszał cichy trzask po drugiej stronie, jakby coś uderzyło w drzwi.
Opadł na kolana, przyciskając twarz do lodowatej posadzki i próbując dostrzec coś w
szparze pod drzwiami.
Zobaczył. Zielony, rozjarzony kamień, leżący na podłodze gabinetu.
I usłyszał. Trzask drzwi prowadzących do komnat. Oraz pustą, rozpaczliwą ciszę.
Skulił się na podłodze, przyciskając policzek do zielonego klejnotu i szczelniej
owijając się peleryną.
- Proszę - wyszeptał w eter. - Proszę, wpuść mnie.
Jednak wiedział, że nikt go nie usłyszy...
***
- Harry! Harry, obudź się!
Ktoś potrząsał go za ramię. Powoli otworzył oczy i zobaczył pochylonego nad sobą
Rona.
- No w końcu! Wstawaj! McGonagal cię szuka! Masz do niej natychmiast iść. Razem
z Ginny.
Harry zacisnął powieki i westchnął głęboko. Dlaczego nie mógłby zasnąć z
powrotem? Dlaczego nie mógłby po prostu wrócić do tej przytulnej, bezpiecznej
ciemności? Nie chciał znowu zanurzyć się w tym koszmarze, który zaczął się dla
niego wczorajszej nocy. Nie wiedział, do której leżał pod drzwiami Snape'a, Ale kiedy
wstał, bolał go każdy mięsień i trząsł się tak bardzo, jakby ktoś wylał na niego wiadro
lodowatej wody. Dowlókł się do dormitorium, kiedy było już dawno po imprezie i po
prostu rzucił się na łóżko. Nie pamiętał, kiedy zasnął.
- Harry... - Niepewny głos Rona wdarł się do jego słodkiej ciemności, rozpraszając ją.
- Ja... Ginny nam wszystko opowiedziała. I nie przejmuj się. To nie twoja wina, że
Gryffindor znowu spadł na ostatnie miejsce. Snape jest po prostu wielkim, tłustym
dupkiem.
Harry otworzył oczy i podciągnął się do pozycji siedzącej, opierając się o wezgłowie
łóżka. Nadal wszystko go bolało. A najbardziej coś w środku, bardzo, bardzo głęboko
w nim.
Snape go nienawidził. Miał wrażenie, że cały jego świat się zawalił i już nigdy nie uda
mu się go poskładać.
Kiedy się nie odezwał, Ron kontynuował:
- Nie martw się. Nie jest tak źle. Tylko Greg się trochę wkurzył i odgrażał się, że cię
ukatrupi, ale wszystko mu wyjaśniliśmy.
- Mhm - mruknął Harry, wpatrując się w swoje dłonie.